Policjanci w USA zmienili się w żołnierzy. Obywatel wrogiem, a siła ważniejsza niż dialog

Na przestrzeni ostatnich dwóch dekad policja w USA otrzymała sprzęt wojskowy warty kilka miliardów dolarów. Od transporterów opancerzonych, przez kamizelki kuloodporne i broń, po tony amunicji. To element procesu nazywanego "militaryzacją policji". Nie chodzi jednak tylko o to, że policjanci wyglądają jak żołnierze. Wielu ekspertów uważa, że jeszcze groźniejszy jest fakt, że myślą i działają jak żołnierze.

Obecna fala demonstracji i zamieszek w USA po raz kolejny wznieca zainteresowanie tym tematem.

- Widać w sposób oczywisty, że pomimo podejmowanych prób zmiany tego stanu rzeczy, kultura policji została na trwale opanowana przez mentalność "my kontra oni" - pisze na portalu "Defense One" Tom Nolan, emerytowany bostoński policjant z 27-letnim stażem.

My kontra oni. Obywatel jako potencjalny przeciwnik. Ulice jako pole walki. Najpierw reaguj, potem myśl. Siła i dominacja.

Zobacz wideo

Zamiast dialogu, siła

- Przez prawie trzy dekady mojej służby mogłem obserwować, jak policyjna kultura premiuje użycie przemocy i bezdyskusyjnej siły, ponad kompromis, mediację i pokojowe rozwiązywanie konfliktów. Wzmacnia to ogólne przyzwolenie wśród policjantów dla użycia wszelkich dostępnych środków przymusu, kiedy znajdą się w rzeczywistym, albo wyimaginowanym, zagrożeniu - stwierdza Nolan.

W Polsce często można przeczytać i usłyszeć westchnienia zazdrości pod adresem tego, jak w USA działa policja. Że z funkcjonariuszami nie ma dyskusji, że nie boją się użyć siły, nie wahają się wyciągnąć broń i strzelić. Stwarza to wrażenie skuteczności i szacunku dla policji. Nolan uważa jednak, że jest odwrotnie. Że tego rodzaju postawa jest kontrproduktywna i nie prowadzi do zmniejszenia przestępczości. Co więcej, prowadzi do utraty zaufania obywateli do policji.

- Dobra praca policyjna opiera się na zaufaniu. To żadne epokowe odkrycie. Wkładano mi to do głowy przez 27 lat służby i raz po razie się o tym przekonywałem. Pomimo tego, wiele departamentów policji w tym kraju straciło to z oczu, w swoim pędzie do przekształcenia się w coś bardziej podobnego do zawodowego wojska, niż cywilnej policji dbającej o bezpieczeństwo społeczeństwa demokratycznego - uważa były funkcjonariusz. Jego zdaniem efekty dobrych praktyk przyjętych w latach 80., dla opanowania wysokiej przestępczości pozostałej po kryzysie i niepokojach społecznych lat 70., zostały zaprzepaszczone.

Prezenty od wojska 

Narastająca militaryzacja policji postępuje w USA od ponad dwóch dekad. Jako jej symboliczny początek jest wskazywana strzelanina w North Holywood w 1997 roku. Podczas napadu na bank doszło do trwającej niemal godzinę intensywnej strzelaniny pomiędzy dwoma przestępcami a licznymi policjantami. Złodzieje byli uzbrojeni w zmodyfikowane karabinki pochodzenia wojskowego i nosili własnoręcznie wykonane kamizelki kuloodporne. Uzbrojeni w zwykłe pistolety i z rzadka w strzelby, policjanci nie byli w stanie im nic zrobić, a sami znaleźli się w śmiertelnym zagrożeniu. Dopiero przybycie na miejsce jednostki antyterrorystycznej i zarekwirowane z pobliskiego sklepu z bronią karabiny, pozwoliły zabić napastników. 18 osób, w tym 10 policjantów, było rannych.

Wydarzenie, relacjonowane na żywo przez media, wywołało duże poruszenie i dało przyzwolenie dla dozbrojenia funkcjonariuszy. W tym samym roku weszło w życie prawo zobowiązujące Pentagon do uruchomienia "programu 1033", który umożliwia przekazywanie policji sprzętu wojskowego. Wcześniej też było to możliwe, ale tylko do zadań antyterrorystycznych i zwalczania przestępczości związanej z narkotykami. Początkowo oznaczało to w praktyce przekazywanie policji karabinków wojskowych rodziny AR-15, kamizelek kuloodpornych, hełmów i amunicji.

Proces przyśpieszył po zamachach na World Trade Center w 2001 roku i rozpoczęciu "wojny z terrorem". Wzrost poczucia zagrożenia dał jeszcze większe przyzwolenie dla dozbrajania policji. Dodatkowo na przełomie dekad, po zakończeniu wojny w Iraku i ograniczeniu obecności w Afganistanie, Pentagon stanął przed problemem zrobienia czegoś z nadmiarem zbędnego sprzętu. Policja mogła przebierać. W 2010 roku wojsko przekazało funkcjonariuszom sprzęt warty 212 milionów dolarów a w 2011 roku już ponad pół miliarda. W latach 1997-2014 było to łącznie 4,3 miliarda.

Pojazd opancerzony w modzie

Program 1033 znalazł się w środku burzy medialnej w 2014 roku, po zamieszkach w Ferguson. Podobnie jak te obecne, były spowodowane zabiciem przez policjantów czarnoskórego mężczyzny. Lokalna policja, ku zaskoczeniu wielu, okazała się dysponować pojazdami opancerzonymi i znaczną ilością wyposażenia wyglądające na wojskowe. Zaczęto więc analizować skalę przekazywania sprzętu wojska do policji i dla wielu była ona zaskoczeniem. W reakcji prezydent Barack Obama zdecydował się zaostrzyć kryteria, ograniczając to jaki wojskowy sprzęt może otrzymać policja. W 2017 roku prezydent Donald Trump ponownie je złagodził.

Z przygotowanego w 2018 roku raportu think-tanku RAND wynika, że po 2014 roku program 1033 nie zwolnił. W latach 2015-2017 przekazano sprzęt warty dwa miliardy dolarów. Najczęściej przekazywanym wojskowym wyposażeniem była amunicja. Później mundury, worki na piasek, śpiwory, latarki i kable. Popularny wśród policjantów stał się jednak też wojskowe pojazdy. I to one stanowią większość wartości przekazanego sprzętu. 

Głównie chodzi o różne pojazdy MRAP, które produkowano masowo na misje zagraniczne, w celu ochrony żołnierzy przed minami-pułapkami. Na ulicach amerykańskich miast mogą z powodzeniem chronić przed praktycznie każdą bronią palną. Same pojazdy MRAP stanowią 30 procent wartości całego sprzętu przekazanego przez wojsko policji w latach 2015-2017. Zdecydowana większość trafiła do małych departamentów policyjnych z mniej niż stu funkcjonariuszy.

Mentalność paramilitarna i oddziały specjalne

Choć pojazdy w rodzaju MRAP są najbardziej widowiskowym przejawem militaryzacji amerykańskiej policji, to w praktyce największe znaczenie ma rozpowszechnienie się jednostek nazywanych SWAT albo SRT. Chodzi o specjalne oddziały, które w Polsce nazywamy zazwyczaj antyterrorystycznymi. Lepiej wyszkolone i uzbrojone niż szeregowa policja, przeznaczone do najbardziej ryzykownych zadań.

Jak wynika z badania profesora Petera Kraska opublikowanego w 2007 roku, ich liczba gwałtownie wzrosła od lat 80. Początkowo miała je mniej niż połowa departamentów policji odpowiadających za 50 tysięcy ludzi i więcej. Pod koniec lat 90. już 89 procent. Jeszcze większy wzrost był w mniejszych departamentach. Tutaj wzrost był od 20 procent pod koniec lat 80. do ponad 80 procent na początku XXI wieku.

Oddziały SWAT przeznaczone początkowo do reagowania na sytuacje kryzysowe, są obecnie powszechnie stosowane do zwykłych przeszukań. To ponad 80 procent akcji policyjnych oddziałów specjalnych. Statystycznie każdego dnia w całych USA dochodzi do około 200.

- Jest faktem, że współczesna amerykańska policja znacznie się zmieniła, jeśli chodzi o kulturę, sprzęt i metody działania. Odchodzimy od cywilnego modelu policji, zamiast tego wzorując się na wojskowych jednostkach specjalnych. - pisał Kraska. Dodawał, że używanie sprzętu pochodzenia wojskowego ma wpływ na zachowanie funkcjonariuszy. - To zmienia ich kulturę i sposób myślenia na paramilitarny, zamiast podejścia bardziej otwartego na społeczność - dodaje. 

Czy to na pewno dobry wybór?

Co więcej, wśród policjantów popularne są kontrowersyjne szkolenia, mające ich uczyć mentalności "policjanta-wojownika". Zapoczątkował je były wojskowy, członek jednostki specjalnej US Army, Dave Grossman. Uczy na nich policjantów, jak pozbyć się strachu przed użyciem broni palnej i jak sobie poradzić ze skutkami psychicznymi zabicia człowieka. Robi to, stosując wiele koncepcji rodem z wojskowy sił specjalnych. Według krytyków, jego szkolenia są niebezpieczne, ponieważ prowadzą do tego, iż funkcjonariusze zbyt szybko i zbyt łatwo sięgają po broń, traktując obywateli jako potencjalnych "wrogów", a ulice amerykańskich miasto jako "pole bitwy".

Szkolenia tego rodzaju były organizowane przez związek zawodowy policjantów w Minneapolis. To tam doszło do zabójstwa George'a Floyda, które zainicjowało obecną falę protestów i zamieszek. Rok temu burmistrz miasta ich zakazał, ale szef związku zawodowego ogłosił, że nie zastosuje się do tego. - Tu nie chodzi o zabijanie, tu chodzi o przetrwanie - tłumaczył. Podobnego argumentu używają ogólnie zwolennicy militaryzacji policji. Ma ona zwiększać bezpieczeństwo funkcjonariuszy i ich skuteczność.

W 2018 roku opublikowano jednak badanie przeprowadzone przez profesora Uniwersytetu Princeton, Jonathana Mummulo, według którego jest wręcz przeciwnie. Zmilitaryzowanie policji nie przyniosło ograniczenia przestępczości, ani nie poprawiło bezpieczeństwa funkcjonariuszy. Dodatkowo policyjne oddziały SWAT są nieproporcjonalnie często używane wobec Afroamerykanów. Co więcej, zmilitaryzowani funkcjonariusze pogarszają wizerunek policji. - Wyniki badań wskazują, że ograniczenie procesu militaryzacji policji może być w najlepszym interesie zarówno funkcjonariuszy jak i obywateli - podsumował profesor.

Zobacz wideo