Obama: "Pamiętajcie, że ten kraj powstał na protestach". Były prezydent o wdzięczności dla demonstrujących

- Widzieliście zbyt dużo przemocy, zbyt dużo śmierci, zbyt często ta przemoc brała się od osób, które miały was chronić i służyć - mówił były prezydent USA Barack Obama, zwracając się do młodych, nie-białych Amerykanów. Obama pochwalił protesty - choć skrytykował tych, którzy uciekają się do przemocy - i mówił o drodze do realnej zmiany.
Zobacz wideo Prezydent Trump zapowiada użycie wojska przeciwko protestującym

Prezydent Donald Trump jest krytykowany za brak przywództwa i prezydenckiej postawy w czasie ogólnokrajowych protestów po zabójstwie Afroamerykanina George'a Floyda. Głos zabierają byli prezydenci, w tym poprzednik Trumpa Barack Obama. Pierwszy czarnoskóry prezydent USA w środę wziął udział w wirtualnej debacie nt. przemocy policyjnej i tego, jak rozwiązać problem - opisuje CNN. Obama nie odniósł się bezpośrednio do urzędującego prezydenta, ale amerykańska stacja zwraca uwagę na kontrast między jego pełnym nadziei i merytorycznym wystąpieniem, a groźbami użycia wojska ze strony Trumpa. 

Obama mówił nie tylko o reformach policji, ale też odniósł się do protestów w ostatnim tygodniu. Podziękował uczestnikom manifestacji i wezwał do tego, by zachować nadzieję nawet w złości. Powiedział, że on sam ma poczucie nadchodzącej zmiany na lepsze. Zachęcił ludzi do dalszego wyrażania swoich opinii w ramach protestów, ale także podjęcia działań, by przekuć je w realną zmianę. 

- Pamiętajcie, że ten kraj powstał na protestach. Nazywamy je Amerykańską Rewolucją. I każdy postęp, każde poszerzenie wolności, każde poszerzenie naszych ideałów zostało osiągnięte, dzięki którym status quo stał się niewygodny. Powinniśmy być wdzięczni ludziom, którzy chcą pokojowo, w zdyscyplinowany sposób wychodzić na ulice i coś zmienić - powiedział. 

Były prezydent zwrócił się bezpośrednio do młodych, nie-białych Amerykanów. - Widzieliście zbyt dużo przemocy, zbyt dużo śmierci, zbyt często ta przemoc brała się od osób, które miały was chronić i służyć. Chcę, żebyście wiedzieli, że jesteście ważni. Chcę, żebyście wiedzieli, że wasze życie jest ważne, wasze marzenia są ważne - powiedział.  

Zmiana potrzebna w tysiącach jednostek policji 

Niektórzy komentatorzy porównują obecne protesty w czasie pandemii i pogłębiającego się kryzysu do lat 60., kiedy w USA trwały m.in. protesty Ruchu na rzecz Praw Człowieka. Obama powiedział, że w tym czasie był młody, ale zna historię na tyle, by powiedzieć, że "teraz coś się zmieniło". - Patrzysz na obecne protesty i widzisz o wiele bardziej reprezentatywny przekrój Ameryki na ulicach. Tego nie było w latach 60. takiej szerokiej koalicji - powiedział.   

Obama podkreślał, że osoby stosujące przemoc lub dopuszczające się rabunków w czasie protestu to margines, a ogromna większość pokojowo domaga się swoich praw. Odniósł się do pojawiającej się debaty, czy lepszym sposobem spełnienia postulatów są protesty czy udział w wyborach. - To nie jest "albo, albo". To "jedno i drugie". Aby doszło do prawdziwej zmiany, musimy zarówno nagłośnić problem i sprawić, że władza czuje dyskomfort, ale też musimy przenieść to na praktyczne rozwiązania i prawa, które zostaną wprowadzone - powiedział. Mówił o inicjatywie z czasu swojej prezydentury, kiedy powołano specjalną komisję ds. "Policji XXI wieku" i opracowano zestaw rekomendacji. Były prezydent zwrócił uwagę, że bardzo duża część zmian dot. policji musi zadziać się nie na poziomie rządu federalnego, ale poszczególnych stanów, miast i konkretnych jednostek policji. W USA jest blisko 18 tys. jednostek policji, w tym policje miejskie, stanowe, biura szeryfów i agencje federalne.

Oświadczenia Busha, Clintona i Cartera

Głos w debacie o przemocy i rasizmie w policji zabrali także inni byli prezydenci - podaje ABC. 95-letni Jimmy Carter napisał w oświadczeniu, że jest myślami z rodziną ofiar przemocy i wszystkimi, którzy "czują się pozbawieni nadziei wobec szerzącej się dyskryminacji rasowej i okrucieństwa. Podkreślił jednak, że przemoc ze strony protestujących nie jest na to dobrą odpowiedzią.

"Musimy wyciągnąć na światło dzienne niemoralną dyskryminację rasową. Ale przemoc, czy to spontaniczna, czy wywołana celowo, nie jest rozwiązaniem" - oświadczył. 

Wcześniej oświadczenia wydali także Bill Clinton i George W. Bush. Clinton napisał, że "nikt nie zasługuje na to, by umrzeć tak, jak umarł George Floyd. I prawda jest taka, że jeśli jesteś białym Amerykaninem, to tak nie zginiesz". "Czy gdyby George Floyd był biały, leżał na ziemi w kajdankach, to dziś by żył? Dlaczego to wciąż się dzieje?" - pytał. 

Bush napisał, że on i jego żona Laura Bush są wstrząśnięci niesprawiedliwością i strachem po śmierci Floyda. Podkreślił jednak, że nie wypowiada się publicznie, ponieważ "teraz nie jest czas na dawanie przez nas wykładów, tylko czas na słuchanie. To czas, by Ameryka zbadała swoje tragiczne błędy".