Trump przy dźwięku wybuchów ogłasza się "prezydentem prawa i porządku". Grozi użyciem wojska

Donald Trump zagroził, że użyje wojska dla zaprowadzenia ładu w miastach, które "nie mogą zapanować nad zamieszkami". Prezydent mówił, że może powołać się na ustawę z XIX wieku, której nie używano od blisko 30 lat. Po wystąpieniu udał się przed kościół obok Białego Domu, skąd policja siłą usunęła protestujących. - To oburzające - powiedziała biskup diecezji waszyngtońskiej.
Zobacz wideo Starcia policji i protestujących na ulicach Nowego Jorku

Po kolejnych protestach przeciwko rasizmowi i brutalności policji w USA Donald Trump dalej zaostrza retorykę i grozi użyciem wojska. Przekazał gubernatorom USA, że muszą "zdominować" osoby protestujące po śmierci George'a Floyda. - Większość z was jest słaba, okazaliście słabość - mówił w rozmowie, której treść opublikowały media.

W poniedziałek na konferencji prasowej zagroził użyciem sił zbrojnych w amerykańskich miastach. Prezydent Trump w wystąpieniu powiedział, że "jest prezydentem prawa i porządku" i "sojusznikiem pokojowych demonstrantów". Zagroził, że użyje wojska dla zaprowadzenia ładu w miastach, które "nie mogą zapanować nad zamieszkami".

Trump twierdził (bez przedstawienia dowodów), że protesty są "zawłaszczane" przez "profesjonalnych anarchistów, podpalaczy, złodziei, kryminalistów" i działaczy Antify. Powiedział, że  przemoc podczas protestów jest "aktem krajowego terroryzmu" i "przestępstwem wobec Boga". Wskazał też na akty wandalizmu, których dokonano wobec pomników prezydentów Lincolna i Waszyngtona.

Trump grozi użyciem wojska na podstawie ustawy z 1807 r.

Prezydent USA wezwał gubernatorów do rozlokowania sił Gwardii Narodowej, by ustanowić ich "dominację na ulicach". - Jeśli miasta i stany nie podejmą działań koniecznych do obrony życia i własności, jako prezydent skieruję tam siły zbrojne Stanów Zjednoczonych i rozwiążę problem za nich - powiedział. Prezydent USA poinformował również, że wydał polecenie rozlokowania w Waszyngtonie tysięcy żołnierzy, którzy mają "zaprowadzić porządek w stolicy".

Trump powiedział, że zrobi wszystko, by chronić "własność i życie obywateli". Stwierdził, że powołując się na Ustawę o insurekcji z 1807 r., może użyć wojska na terenie kraju do stłumienia zamieszek. To prawo było wykorzystane ostatni raz przez prezydenta George'a H. W. Busha w 1992 roku, gdy w Los Angeles doszło do uniewinnienia czterech białych policjantów, którzy śmiertelnie pobili czarnoskórego mężczyznę.

W nocy w Waszyngtonie doszło jednak do kolejnych starć protestujących z policją. Burmistrz Waszyngtonu skrytykowała policję, która użyła siły wobec protestujących na prawie pół godziny przed tym, nim zaczęła obowiązywać godzina policyjna - a zatem w momencie, kiedy mieli oni prawo być na ulicach. 

Protest rozpędzony, by Trump mógł zrobić sobie zdjęcie przed kościołem

Gdy Donald Trump ogłaszał, że jest prezydentem prawa i porządku i zapowiadał możliwość użycia sił zbrojnych dla uspokojenia sytuacji w kraju, do Białego Domu dobiegł głośny dźwięk wybuchów. Dochodziły one z okolicy parku Lafayette obok Białego Domu, gdzie policja siłą rozpędziła protestujących. Zrobiono to po to, by umożliwić Trumpowi przejście na drugą stronę parku, gdzie znajduje się kościół, przy którym wzniecono ogień w czasie demonstracji. 

Biały Dom opublikował nagranie o triumfalnej wymowie, pokazujące jak Trump, chroniony przez policję i służby, idzie do kościoła św. Jana, który znajduje się po drugiej stronie ulicy od jego rezydencji. Komentatorzy ostro krytykowali prezydenta i jego administrację za to, że zaatakowano pokojowy protest, by umożliwić mu dotarcie do kościoła. "Policjanci i wojskowi zostali wysłani, by pozbyć się protestujących, aby Trump mógł potrzymać Biblię przed kościołem" - napisał dziennikarz CNN, Jim Acosta. 

Biskup Mariann Edgar Budde z diecezji Kościoła episkopalnego, która jest zwierzchniczką parafii św. Jana, powiedziała, że jest oburzona postępowaniem Trumpa. - Prezydent użył Biblii i jednego z kościołów naszej diecezji bez pozwolenia, by były tłem komunikatu sprzeciwiającego się nauczaniu Jezusa i tego, co reprezentuje nasz Kościół - powiedziała w CNN. Skrytykowała prezydenta za to, że usankcjonował użycie gazu, by rozpędzić protestujących w okolicy kościoła. - Jestem oburzona. Prezydent nie modlił się w kościele i nie mówił o agonii, w której jest nasz kraj - stwierdziła i posiedziała, że diecezja odcina się od języka prezydenta.