Kryzys klimatyczny nie upiecze nas żywcem. Ale może wysuszyć nasze rzeki, pola i lasy

Pustynnienie w łódzkiem, cofka w Gdańsku, wysuszone pola w Wielkopolsce, zalane wsie w górach - to wszystko potencjalne konsekwencje kryzysku klimatycznego w Polsce. By tego uniknąć, musimy zatrzymać ocieplenie. Ale trzeba się takę przygotowywać do nowych, trudniejszych warunków. Są pomysły, jak to robić.

Dziś Piątek dla Klimatu - jak co tydzień w Gazeta.pl i Next.gazeta.pl piszemy na temat związany z trwającym kryzysem klimatycznym.

Zmiany klimatu kojarzą się przede wszystkim z temperaturą. Podstawowym czynnikiem jest w końcu ocieplenie, czyli wzrost średniej temperatury planety. Już teraz to około 1 stopień Celsjusza. 1,5 stopnia naukowcy uznają za w miarę bezpieczną granicę, a obecnie grozi nam 3-4 stopnie w tym stuleciu.

Jednak nie oznacza to, że przez zmiany klimatu wszyscy się upieczemy. W już teraz najgorętszych częściach świata rzeczywiście grożą temperatury, w których ludzie nie będą w stanie funkcjonować. Większość ludzi nie jest tym zagrożona, co nie znaczy, że nie pojawiają się fale upałów, które potrafią zbierać śmiertelne żniwo. Upały latem 2003 roku w Europie przyczyniły się do śmierci 50-70 tys. osób. 

Jednak to nie ekstremalna temperatura będzie tym, co może najbardziej wpłynąć na naszą codzienność w związku ze zmianami klimatu - w Polsce i na świecie. To woda. Przez kryzys klimatyczny może jej być zarówno za mało, jak i za dużo - czasem nawet w krótki odstępach czasu. Przed obchodzonym 22 marca Światowym Dniem Wody przyjrzyjmy się niektórym aspektom wodnej strony kryzysu klimatycznego - i potencjalnym rozwiązaniom. 

  • Klimat i ekologia są dla ciebie ważne? Najnowsze informacje, ciekawe teksty i praktyczne porady zbieramy dla Was w naszym nowym, copiątkowym Zielonym Newsletterze. Możesz dopisać się pod tym linkiem. Zobacz, jak wygląda przykładowy newsletter.
Zobacz wideo Dyrektor ONZ Global Compact: W 2049 roku złowimy ostatnią rybę w oceanie

Klimatyczne zagrożenia potęgują się wzajemnie

Drastyczny przykład tego, jak brak oraz nadmiar wody mogą mieć katastrofalne skutki przyszedł w tym roku z Australii. Najpierw przyszły rekordowe pożary, związane z suszą i upałami (naukowcy ocenili, że przez zmiany klimatu o 30 proc. większe jest prawdopodobieństwo wystąpienia ekstremalnej pogody, która przyczyniła się do pożarów). Po tym pojawiły się ulewne deszcze (według naukowców huragany czy ekstremalne opady staną się bardziej prawdopodobne przez zmiany klimatu). Zatem kryzys pożarów momentalnie przeszedł w kryzys powodzi.

Do tego - co jest cechą charakterystyczną zmian klimatu - zagrożenia potęgują się wzajemnie. Ulewy gwałtownie zmyły popiół z pożarów, który trafił do rzek czy jezior. Tak, jak ogień zabijał zwierzęta w buszu, tak woda z popiołem zabijała ryby - opisywał "The Guardian". Zagrożone były też ujęcia wody pitnej.

Opisywane przez serwis naukaoklimacie.pl badanie opisuje zidentyfikowano 467 sposobów, na jakie kryzys klimatyczny może pogorszyć nasze życie. Wiele z nich jest bezpośrednio lub pośrednio związanych z wodą: pogorszenie jej jakości, brak wody, susze (które mogą przyczyniać się do pożarów), ulewy i huragany wywołujące powodzie. Wiele efektów zmian klimatu ma długofalowe, negatywne konsekwencje społeczne. Susza może doprowadzić do zapaści gospodarczej oraz głodu. Zmniejszenie zasobów wodnych może kończyć się wojną o wodę. Te sytuacje, a także wzrost poziomu morza będzie skutkował setkami tysięcy uchodźców klimatycznych, szukającymi schronienia w bezpieczniejszych częściach świata. 

Czy powstanie Pustynia Łódzka? 

Polska może być w lepszej sytuacji niż niektóre kraje, jednak błędne jest zakładanie, że problemy z wodą nas ominą. Choć porównania mówiąc o tym, że Polska ma zasoby wody porównywalne z Egiptem są mylące, to nie znaczy, że w niektórych regionach problemu nie będzie. W ubiegłym roku latem kilkaset miejscowości musiało ograniczać zużycie wody. Tego lata może czekać nas kolejna susza. 

Już w styczniu alarmowaliśmy, że ciepła i bezśnieżna zima może oznaczać brak wody wiosną i latem. Wtedy nie było wiadomo, jak zachowa się pogoda. Teraz widzimy, że zimy praktycznie nie było - w żadnym momencie pokrywa śnieżna nie zalegała na więcej niż ok. 30 proc. powierzchni kraju. Jak stan pokrywy śnieżnej odbiega od średniej - widać na poniższym wykresie Centrum Badań Kosmicznych PAN:

embed

Co prawda pojawiały się opady deszczu, jednak w ograniczony sposób mogą one zrekompensować brak śniegu, który roztapiałby się nawadniając glebę i zasilając rzeki. To, czy w tym roku czeka nas silna susza dopiero się okaże. Jednak najważniejsze są trendy - to, że takie zagrożenie nie jest wyjątkiem, lecz pojawia się coraz częściej. I będzie rosło, wynika z dostępnych prognoz efektów zmian klimatu w Polsce. 

Według rządowego dokumentu "Polityka ekologiczna państwa 2030" czytamy: 

"W najbliższych latach skutki zmian klimatu w Polsce mogą stać się coraz bardziej odczuwalne. Najważniejsze prognozowane oddziaływanie dla obszaru Europy Środkowo-Wschodniej obejmuje: większą intensywność opadów mogącą powodować powodzie o każdej porze roku, wzrost częstotliwości i intensywności huraganów, a także częstsze występowanie susz oraz związane z tym straty w produkcji rolnej i leśnej, ograniczenia w dostępie do wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi, a także zwiększone ryzyko pożarów lasów".

Autorzy dokumentu tłumaczą, że "wprawdzie roczne sumy opadów nie ulegają zasadniczym zmianom", jednak zmieni się ich rozkład. Staje się bardziej nierównomierny. Skutkiem są "dłuższe okresy bezopadowe, przerywane gwałtownymi opadami". Zatem wcale nie wyklucza się sytuacja, w której w tym samym okresie trwać będzie susza, a jednocześnie dojdzie do powodzi błyskawicznych. 

Rządowy raport prognozuje, że np. "województwo łódzkie będzie zagrożone silnym pustynnieniem oraz równolegle powodziami w dolinach największych rzek regionu, tj. Warty, Pilicy i Bzury". "Zmiany będzie można zaobserwować również w porze zimowej, kiedy to skróci się okres zalegania i grubość pokrywy śnieżnej oraz nasili się proces ewaporacji, co wpłynie na spadek zasobów wodnych kraju" - własnie taką sytuację obserwujemy obecnie. 

Co może pomóc? M.in. ogrody wodne i mała retencja

Co możemy z tym wszystkim zrobić? Podstawą jest zatrzymanie zmian klimatu jak najszybciej, bo tylko to daje szanse na uniknięcie katastrofalnego scenariusza. Jednak pewnych zmian we wzorcach pogodowych czy wzrostu poziomu morza nie da się uniknąć - obserwujemy je już teraz i i wiemy, że będzie gorzej. Możemy jednak się przygotować. Dobrymi codziennymi nawykami jest oszczędzanie wody w kuchni i łazience. Warto też myśleć o wyborach konsumenckich - ubrania, jedzenie czy inne produkty wymagają nieraz dużo wody do ich wyprodukowania. Zatem warto przemyśleć swoje zakupy, ograniczyć konsumpcjonizm oraz nie marnować żywności. 

Jednak potrzebne są także zmiany systemowe w wielu obszarach: lasach, rolnictwie, miastach i - rzecz jasna - gospodarce wodnej. 

W kontekście adaptacji do zmian klimatu pojawia się coraz częściej pojęcie mała retencja. Co oznacza? Jak opisuje poświęcona zagadnieniu strona Fundacja "Zielona Akcja", polega to na "gromadzeniu wody w niewielkich zbiornikach poprzez zatrzymywanie lub spowalnianie spływu wód, przy jednoczesnym zachowaniu i wspieraniu rozwoju krajobrazu naturalnego". To pozwala łagodzić skutki suszy. Takie działania można prowadzić w lasach, na terenach rolnych, a także w miastach. 

Wśród tych ostatnich przykładem może być Gdańsk. Jak informował w lutym tamtejszy serwis miejski, w Gdańsku powstało osiem ogrodów deszczowych. Projekt realizuje spółka miejska Gdańskie Wody. Sadzi się w nich specjalną roślinność, która zwiększa możliwości wchłaniania wody (w porównaniu np. do zwykłego trawnika) i tworzy mały zbiornik retencyjny. Zbiera on wodę w czasie intensywnych opadów, a zapas zostaje na czas bez deszczu. W czerwcu ubiegłego roku po ulewnie istniejące już wtedy ogrody spełniły swoją role i zapobiegły podtopieniom - informował ratusz. To przykład działań, jakie w analogiczny sposób mogą podejmować nie tylko miasta, ale też przedsiębiorcy czy deweloperzy,  rolnicy czy osoby prywatne na własnych działkach.

Więcej o:
Weź udział w dyskusji:
Kryzys klimatyczny nie upiecze nas żywcem. Ale może wysuszyć nasze rzeki, pola i lasy
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl