Grecy kazali Duńczykom z Frontexu wypchnąć uchodźców na morze. Ci odmówili wykonania rozkazu

Duńczycy stacjonujący w ramach Frontexu w Grecji odmówili zmuszenia 33 azylantów do wejścia na ponton i odholowania go po tym, jak przyjęli ich na pokład. Chciało tego greckie dowództwo misji pilnowania granicy na morzu. Duńczycy będą teraz dokumentować przypadki niebezpiecznego blokowania łodzi uchodźców przez grecką straż przybrzeżną.
Zobacz wideo Zobacz wideo: Polacy pomagają uchodźcom w Libanie

Trwa napięta sytuacja na granicy lądowej i morskiej Grecji oraz Turcji. Tysiące osób chce dostać się do Unii Europejskiej po tym, jak Turcja ogłosiła otwarcie swojej strony granicy dla migrantów. By ich powstrzymać, Grecja zawiesiła przyjmowanie nowych wniosków o azyl i zwiększyła siły na granicy. Pojawiły się nagrania uchodźców ostrzelanych gazem łzawiących i pontonów odpychanych i taranowanych przez grecką straż przybrzeżną.

Na Morzu Egejskim poza grecką strażą przybrzeżną działa też misja Frontexu (Europejskiej Agencji Straży Granicznej i Przybrzeżnej). Duńskie Radio poinformowało, że stacjonujący na wyspie Kos Duńczycy z Frontexu odmówili wykonania rozkazu zepchnięcia migrantów na ponton i odholowania ich poza greckie wody terytorialne.

Chodzi o dwie duńskie łodzie, których załoga odmówiła wypełnienia rozkazu od Greków w centrum dowodzenia operacji "Posejdon". Jedna z duńskich łodzi uratowała 33 osoby z pontonu i wzięła je na pokład. Jednak dowództwo nakazało zmuszenie ich do wejścia z powrotem do pontonu i odholowania poza greckie wody przybrzeżne. 

Załoga oceniła jednak, że stanowiłoby to narażenie życia migrantów. Po pierwsze, musieliby siłą zmusić ich do przejścia z łodzi do pontonu. Po drugie - sam ponton był w ich ocenie nienadający się do pływania po pełnym morzu. Dlatego dowódca uznał, że nie może tego zrobić. W końcu rozkaz został cofnięty, a migranci - zabrani na wyspę. Dowódca duńskiej misji Frontexu przyznał rację załodze i uznał, że postąpiła słusznie odmawiają wykonania polecenia. Ponieważ Grecja wstrzymała przyjmowanie wniosków o azyl, uratowani migranci mogą zostać deportowani. 

W tym tygodniu duńską misję Frontexu w Grecji odwiedziła minister obrony Trine Bramsen. Minister wyraziła zadowolenie z decyzji załogi, która nie naraziła życia migrantów. 

Nowe zasady na greckich wodach

Duńskie radio informuje, że od czerwca ubiegłego roku duńska misja w ramach Frontexu uratowała 1800 migrantów w "prymitywnych pontonach". Jednak teraz ich łodzie zostały wycofane i mają za zadanie jedynie obserwować morze. Działania podejmują jedynie greckie łodzie.  

Duńczycy oświadczyli, że Grecy traktują łodzie migrantów w sposób "sprzeczny z naszymi wytycznymi". - Naszym wkładem nie będzie podejmowanie działań, które narażają ludzkie zdrowie i życie - powiedział s Jens Moller z duńskiej policji. - Wcześniej naszym zadaniem było ratowanie migrantów i zabieranie ich na wybrzeże. Teraz mamy obserwować i wykrywać łodzie - dodał. Dotychczas łodzie zatrzymywała turecka straż przybrzeżna, jednak od decyzji władz kraju o otwarciu granic już tego nie robi. 

Duńczycy oceniają, że zatrzymywanie łodzi siłą przez grecką straż przybrzeżną jest ryzykowne. W związku z tym od teraz będą dokumentować przypadki takiego zachowania Greków. - Jeśli będziemy świadkami czegoś, co jest sprzeczne z zasadami, to będziemy to dokumentować i zgłaszać powiedział Moller. 

"Ludzie są narzędziem politycznym"

Turcja wysyła dodatkowych tysiąc policjantów na granicę z Grecją. Funkcjonariusze mają dopilnować, aby migranci, którzy próbują przekroczyć granicę Grecji, nie mogli wrócić do Turcji. Tydzień temu to właśnie Turcja przywiozła w rejon graniczny niemal 10 tysięcy uchodźców, by umożliwić im dostanie się na teren UE. Doprowadziło to do ostrego konfliktu dyplomatycznego i nowego kryzysu związanego z uchodźcami. W strefie niczyjej między Grecją a Turcją jest teraz około 10 tysięcy przywiezionych przez Turków migrantów. Unia Europejska potępiła działania Turcji i obiecała wsparcie dla Grecji.

Część uchodźców chciałaby wydostać się z terenu granicznego za wszelką cenę. - Chcę wrócić do Syrii. Nie chcemy już ani Europy, ani Turcji, chcemy wrócić do domu. Nie chcemy już być więcej poniżani - mówi Syryjka Fatma. Wśród 10 tysięcy migrantów są też Afgańczycy, Pakistańczycy i mieszkańcy krajów Afryki. Turecki Czerwony Półksiężyc dostarczył dzisiaj żywność, wodę oraz środki medyczne dla migrantów, którzy są w potrzasku.

Szef Międzynarodowego Czerwonego Krzyża Francesco Rocca, który także przyleciał na miejsce, zaapelował o godne traktowanie uchodźców. - To smutne, że znów widzimy, iż ludzie są narzędziem politycznym. To jest nie do zaakceptowania - dodał Francesco Rocca. Greckie