Polka mieszkająca w Monachium: Muszę codziennie podpisywać oświadczenie, że nie mam gorączki

- Nie zauważyłam, żeby ludzie na ulicy zachowywali od siebie duży odstęp. Nie noszą maseczek, życie toczy się normalnie. Za to w sklepach szaleństwo z zakupem makaronu i kukurydzy w puszkach - mówi w rozmowie z Gazeta.pl pani Natalia, Polka mieszkająca w Monachium. W Niemczech stwierdzono dotychczas ponad 500 przypadków wystąpienia koronawirusa. O trudnościach związanych z pracą i kontaktami z bliskimi opowiada nam również Włoch - pan Stefano.

Pani Natalia w Monachium mieszka od kilku miesięcy, pracuje w branży finansowej. Jak przyznaje, liczne przypadki wystąpienia koronawirusa na terenie Niemiec mocno wpłynęły na organizację pracy.

- 30 procent ludzi w firmie pracuje z domu. Chodzi po prostu o to, żeby nie zachorował cały team. Osoby pracujące w biurze mogłyby wówczas zostać zastąpione przez tych, które pracują zdalnie - wyjaśnia pani Natalia. W pracowniczej stołówce nie można już, tak jak dotychczas, samemu nakładać sobie jedzenia.

- Codziennie po przyjściu do pracy muszę podpisywać oświadczenie, że nie mam gorączki i nie miałam kontaktu z osobą chorą - opowiada Polka.

 - Absurdalne jest to, że w wielu miejscach publicznych, w pracy, na uczelniach nie ma ciepłej wody. Powinno się myć ręce przez 30 sekund, dbanie o higienę w lodowatej wodzie nie jest szczególnie przyjemne - dodaje.

Zobacz wideo Praca zdalna z powodu koronawirusa? Sejm przegłosował nowe przepisy

Według relacji pani Natalii, życie w mieście nie stanęło dotychczas na głowie. - Nie zauważyłam, żeby ludzie na ulicy zachowywali od siebie duży odstęp. Nie noszą maseczek, życie toczy się normalnie. Za to w sklepach szaleństwo z zakupem makaronu i kukurydzy w puszkach - mówi kobieta. Zauważyła też duże kolejki w aptekach.

- Kilka dni temu leciałam samolotem, nie sprawdzano mnie termometrem ani w Berlinie, ani w Monachium. Nie zauważyłam wzmożonej czujności - stwierdza.

Jak mówi kobieta, nie otrzymała dotychczas żadnej informacji na temat procedur i tego, gdzie powinna się udać, gdyby zachorowała. - Pewnie zgłosiłabym się sama do szpitala, ale nikt mi nie przekazał, do którego powinnam - mówi. 

Koronawirus. Włoch: Ludzie są wystraszeni

O utrudnieniach związanych z wystąpieniem koronawirusa opowiada nam również pan Stefano, Włoch od kilku lat mieszkający w Polsce. Na terenie jego kraju odnotowano już niemal 4 tys. chorych osób. Mężczyzna przed tygodniem miał pojechać na uniwersytet we Florencji, z którym współpracuje w ramach badań naukowych. Wyjazd został odwołany.

- Mój przełożony powiedział wprost, żebym został w Polsce, bo panuje trudna sytuacja - mówi Włoch. Pracuje więc za pośrednictwem internetu, wykorzystując telefon, komunikatory.

- Ludzie na miejscu są wystraszeni, miesiąc temu sytuacja była spokojniejsza, ale teraz jest dużo stresu. Włosi widzą, że przyjeżdża mało turystów, wpływa to negatywnie na przedsiębiorców - komentuje pan Stefano.

- Moi rodzice mieszkają na północy Włoch, gdzie sytuacja jest najgorsza. Są zaniepokojeni. To osoby starsze, nie wychodzą często na zewnątrz. Rzad poprosił ludzi powyżej 75. roku życia o pozostawanie w domach - dodaje mężczyzna.

Koronawirus w Polsce i na świecie

Ministerstwo Zdrowia poinformowało w piątek, że dotychczas przebadano 855 próbek pod kątem obecności koronawirusa. Nie stwierdzono nowego zakażenia. Do tej pory potwierdzono jeden przypadek koronawirusa w Polsce. To mieszkaniec województwa lubuskiego.

Dotychczas na calym świecie stwierdzono ponad 100 tys. przypadków koronawirusa. Poza Chinami i Koreą Południową koronawirus najszybciej rozprzestrzenia się w Iranie oraz we Włoszech.

Koronawirus. Czytaj także:

O krok od pandemii, a może jednak wszyscy trochę przesadzamy? Siedem rzeczy, które warto wiedzieć o nowym koronawirusie z Chin >>>

Jak niebezpieczny jest koronawirus? W 80 proc. przypadków choroba ma łagodny przebieg >>>

Koronawirus: dzieci wydają się mniej podatne na zakażenie wirusem. Naukowcy nie wiedzą, dlaczego >>>