UE martwi się uchodźcami, gdy 1200 z nich dostało się do Grecji. "Ludzie pionkami w grze politycznej"

Grecja wysłała wojsko, a przedstawiciele UE pojechali na granice po tym, jak kilka tysięcy osób podjęło próbę dostania się z Turcji do Grecji. Turecka gra ludzkim życiem okazuje się częściowo skuteczna, gdyż zwróciło to uwagę Unii na sytuację w Syrii - gdzie przed ofensywą w prowincji Idlib uciekło 948 tysięcy ludzi. Organizacje pozarządowe krytykują tak UE, jak i Turcję.

1 i 2 marca z Turcji do Grecji dostało się 1200 osób szukających azylu. To znacznie więcej, niż dziennie przekraczało granicę w ostatnich miesiącach. Z drugiej strony liczba ta kontrastuje z 948 tysiącami Syryjczyków, którzy w ciągu trzech miesięcy uciekli z domów w prowincji Idlib na północnym zachodzie kraju. Trwa tam ofensywa wojsk rządowych wspieranych przez Rosję na tereny zbrojnej opozycji wspieranej przez tureckie wojsko.

Zobacz wideo PCPM pomaga uchodźcom w Arsalu

W Syrii od kilku miesięcy trwają ostre walki i bombardowania, które są głównym powodem wysiedlania blisko miliona osób. Codziennie giną w nich cywile, w tym dzieci. Niszczone są szkoły i szpitale. Tylko we wtorek w przypisywanym Rosji bombardowaniu zginęło dziewięć osób, w tym pięcioro dzieci. Jednak sytuacja w Syrii zyskała nowy, międzynarodowy wymiar z powodu bezpośredniej eskalacji między syryjskim reżimem a Turcją: w jednym nalocie zabito ponad 30 tureckich żołnierzy. Prezydent Recep Tayyip Erdogan zareagował nie tylko odwetowym atakiem, ale też groźbą wobec UE: zaprzestaniem blokowania granic Turcji z Unią dla osób szukających azylu. 

Turcja zarzuciła Unii Europejskiej, że ta miała nie wywiązać się ze swojej strony porozumienia o blokowaniu migrantów. UE m.in. dawała Turcji miliardy euro i przyjmowała uchodźców w Syrii "w zamian" za tych zatrzymanych na nielegalnym przekraczaniu granicy. Jednak według komentatorów chodzi przede wszystkim o to, by wymusić na Unii większe wsparcie dla tureckich działań w Syrii, np. poparcie wprowadzenia strefy zakazu lotów nad prowincją Idlib. Grecja zareagowała komplety zablokowaniem swoich granic i powstrzymywaniem migrantów. Na nagraniach widać, jak straż przybrzeżna niemal taranuje pontony migrantów i strzela obok nich.

Umowa z Turcją "zamieniła ludzi w karty przetargowe"

Organizacje pozarządowe krytykują zarówno Turcję - za "wykorzystywanie ludzi jako pionków w grze politycznej", jak i Grecję i UE za łamanie prawa międzynarodowego i niehumanitarne traktowanie ubiegających się o azyl. Turcja - by wywrzeć presję na UE - nie tylko zadeklarowała otwarcie granic dla migrantów, ale wręcz zawodziła ich tam autobusami, media relacjonowały przekraczanie granicy, a władze powtarzały przesadzone twierdzenia o rzekomo "dziesiątkach tysięcy", którzy przedostali się do Grecji. W rzeczywistości granicę pokonało na razie 1200 osób, a jak - opisują media - wielu przyjechało na miejsce i po przekonaniu się, że granica grecka wcale nie jest otwarta - zrezygnowało. 

Turcja już teraz gości 3,5 miliona uchodźców z Syrii. To ludzie, którzy przybyli tam w latach 2012-2014 i są tam od wielu lat. Wielu z nich - nawet setki tysięcy - mieszka w Stambule. Są też tam setki tysięcy migrantów w innych krajów. Nie ma jeszcze dokładnych danych, ale wiemy, że osoby przybywające do granicy turecko-greckiej to nie tylko Syryjczycy, ale też obywatele Afganistanu, Pakistanu i innych krajów

- powiedział w rozmowie z Gazeta.pl dr Wojciech Wilk, prezes Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej i ekspert ONZ. 

"Rządy wykorzystują ludzi uciekających przed przemocą i prześladowaniami jak pionki w grze politycznej, aby uniknąć wzięcia odpowiedzialności" - napisała organizacja Oxfam.org. Zarzuciła, że "nie ma uzasadnienia dla decyzji Unii i greckiego rządu o pozostawieniu ludzi na ziemi niczyjej na ich granicach bez dostępu do żywności, schronienia i opieki medycznej". Skrytykowano decyzję Grecji o zawieszeniu przyjmowania wniosków o azyl. "Przypomina to katastrofalny brak przywództwa z lat 2015/2016, kiedy żaden rząd w Europie nie chciał wziąć odpowiedzialności za ludzi w potrzebie, a UE zawarła umowę o migracji z Turcją, która była zasadniczo wadliwa" - pisze organizacja, dodając, że - "zamieniła ona ludzi w potrzebie w karty przetargowe". Erdogan już wcześniej "groził" UE otwarciem granic Turcji dla migrantów. 

Traktowanie życia ludzkiego jako pionka w negocjacjach politycznych jest niedopuszczalne i stawia fundamentalne prawa człowieka na drugim miejscu w stosunku do korzyści politycznych, naruszając zarówno prawo międzynarodowe, jak i prawo UE

O "grze ludzkim życiem" pisało w liście także 70 małych organizacji pomagających uchodźcom na greckich wyspach. Podkreślali oni, że sytuacja - która teraz znów przyciąga uwagę świata - była bardzo trudna od dawna. Ludzie wciąż przybywali do Grecji w ostatnich latach i byli zmuszeni do życia w przeludnionych ośrodkach lub obozowiskach, w niehumanitarnych warunkach. Także kilkudziesięciu członków Parlamentu Europejskiego zaapelowało do władz UE we wspólnym liście o zaprzestanie przemocy wobec osób szukających azylu na greckiej granicy. "Grecja nie może i nie powinna musieć sama radzić sobie z tą sytuacją. To europejski obowiązek" - napisali. Dodali, że oznacza to też, iż odpowiedzialność za naruszenie praw człowieka spada na wszystkich w UE i "nie możemy odwracać wzroku". Wzywają do specjalnego szczytu UE w tej sprawie i ewakuacji uchodźców. 

Sytuacja na greckich wyspach staje się coraz bardziej napięta. Dotychczasowy stan rzeczy - przepełnione obozy, zła sytuacja humanitarna, niedostatek pomocy i brak realnych rozwiązać - pogarszał życie tak migrantów, jak i lokalnych mieszkańców. Teraz to może ulec jeszcze większemu pogorszeniu. W ostatnich dniach w Grecji zostali zaatakowani dziennikarze relacjonujący sytuację, a na wyspie Chios spłonął magazyn organizacji pomocowych, w którym były m.in. ubrania dla potrzebujących.

Potencjalny kryzys na innej granicy Turcji

Serwis bloomberg.com zwraca uwagę, że na teraz dużo poważniejszy jest kryzys humanitarny na granicy Turcji z Syrią i to stamtąd może zacząć podróż do Europy rzeczywiście ogromna liczba zdesperowanych uchodźców. Wielu Syryjczyków i migrantów w innych krajów Bliskiego Wschodu jest w Turcji w bardzo trudnej sytuacji ekonomicznej. Z drugiej strony bloomberg.com opisuje, że część jest tam w stabilnej sytuacji i nie musi chcieć ryzykować niebezpiecznej drogi do UE. Co innego ci w Idlibie, którzy uciekają przed postępującą armią, bombami i beznadziejnym życiem w obozach. 

- Kontynuacja walk w północno-zachodniej Syrii, a szczególnie w przypadki kiedy wojska rządowe zmusiłyby do ucieczki kolejne osoby na terytoriach kontrolowanych przez zbrojną opozycję, to do Turcji wejdzie kolejne kilkaset tysięcy, a nawet kilka milionów uciekinierów - ocenia Wojciech Wilk w rozmowie z Gazeta.pl. 

- Turcja raczej nie otworzy granicy dla nowych uciekinierów z Syrii. Obecność przez wiele lat 3,5 miliona uchodźców, jednym z największych grup uchodźców na świecie, jest dużym obciążeniem. Kolejne miliony uciekinierów byłyby jeszcze większym - stwierdza prezes PCPM. Jak dodaje, kolejnym aspektem są kwestie bezpieczeństwa - w prowincji Idlib działają milicje, klasyfikowane przez niektóre kraje, w tym europejskie, jako organizacje terrorystyczne. - Mają około razem około 100 tys. bojowników. Ci bojownicy maja zaś rodziny. Zatem wśród uciekinierów z Idlibu mogą potencjalnie znaleźć się osoby, które uczestniczyły w walkach, miały w rękach broń - mówi.

Kilka dni temu siłom tureckim i wspieranym przez nie milicjom udało się odbić część terenów zajętych wcześniej przez armię rządową, ale już teraz część z nich utracili z powrotem. Może zdarzyć się sytuacja, że siły rządu syryjskiego wejdą do obozów uchodźców, położonych w bezpośredniej bliskości granicy tureckiej, lub zaczną je bombardować. W tym momencie może wybuchnąć panika. Na granicy syryjsko-tureckiej jest 3-metrowy mur. Normalnie ciężko go sforsować. Ale setki obozów, w których mieszkają setki tysięcy uciekinierów, są dosłownie przyklejone do tego muru od syryjskiej strony

 - stwierdza. - Niewielu ludzi marzy o tym, by uciekać przez wiele krajów, ryzykować życie na morzu i trafić do obozu w Grecji. Chcą spokoju i bezpieczeństwa - podkreśla i dodaje - Dlatego jako PCPM wysyłamy do północnej Syrii transport składanych domów, aby w ten sposób wesprzeć budowę nowych obozów na terenach, które są jeszcze w miarę bezpieczne. 

W czwartek Erdogan ma spotkać się z Władimirem Putinem i omówić sytuację w Syrii. Strona turecka chciałaby co najmniej zachowania kontroli przez zbrojną opozycję nad częścią prowincji Idlib. Z drugiej strony celem reżimu Asada, wspieranego przez Rosję, jest ostatecznie odzyskanie kontroli nad całym krajem. Możliwe, że dojdzie chociaż do wynegocjowania zawieszenia broni. Jednak byłoby to już kolejne takie zawieszenie broni, z których wszystkie dotychczas kończyły się prędzej czy później powrotem do walk. - Ostatnie zawieszenie broni, wynegocjowane przez prezydentów Erdogana i Putina w styczniu, utrzymało się dwa dni - mówi dr Wilk.

PCPM zapowiedziało wysłanie domów modułowych dla Syryjczyków prowadzi pilną zbiórkę na ten cel. Można ją wesprzeć przez Facebooka lub stronę organizacji pcpm.org.pl.

Więcej o:
Weź udział w dyskusji:
UE martwi się uchodźcami, gdy 1200 z nich dostało się do Grecji. "Ludzie pionkami w grze politycznej"
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl