Jak rozprzestrzenia się koronawirus na tle innych epidemii? Do pandemii wciąż daleko

Koronawirus z Wuhan rozprzestrzenia się szybciej niż inne epidemie XXI wieku - wynika z dotychczasowych danych. Jednak choroba nie jest tak groźna, jak np. ta wywołana wirusem ebola. Daleko też do skali, jaką osiągnęła pandemia świńskiej grypy 10 lat temu - czy nawet grypy sezonowej.

W Chinach zarażonych koronawirusem jest ponad 77 tys. osób, do prawie 2600 wzrosła liczba ofiar śmiertelnych. Epidemia rozszerzyła się już na 25 krajów świata. W Europie najwięcej przypadków zakażenia odnotowano we Włoszech, Niemczech, Francji i Finlandii. W Polsce na razie nie potwierdzono żadnego przypadku zakażenia koronawirusem.

Wraz z rozwojem epidemii pojawiają się pytania o to, co właściwie oznacza jej skala - czy 77 tys. zakażonych w około dwa miesiące to dużo, czy mało? W porównaniu do innych epidemii z ostatnich dziesięcioleci widać, że tempo rozprzestrzeniania się koronawirusa 2019-nCoV w pierwszych miesiącach jest duże. Wirus rozprzestrzenia się dużo szybciej niż SARS (inny koronawirus) czy ebola. Ten ostatni, podczas epidemii w latach 2014-2016, objął mniej osób (28 tys. przypadków w dwa lata) niż koronawirus z Wuhan po ponad miesiącu - jednak był nieporównywalnie groźniejszy. Śmiertelność u zakażonych wynosiła około 40 proc. w porównaniu do 2-3 proc. w przypadku wirusa z Wuhan. 

Także pandemia świńskiej grypy (wirus A/H1N1) rozwijała się wolniej w analogicznym okresie. Pierwsze przypadki wykryto w marcu 2009 roku; 1 maja oficjalnie potwierdzono ich około 300 - wynika z danych WHO. Po dwóch miesiącach było prawie dziewięć tysięcy - tyle przypadków zakażenia koronawirusem 2019-nCoV było już pod koniec stycznia bieżącego roku, po około miesiącu od kiedy zaczęto potwierdzać pierwsze przypadki. Jednak z czasem choroba wywołana wirusem Świńskiej grypy rozprzestrzeniła się na miliony osób. Ostatecznie liczbę przypadków w ciągu roku pandemii szacuje się na 60 mln, a ofiar śmiertelnych - od 150 do 500 tys.

W ostatnim sezonie ponad 100 ofiar grypy sezonowej w Polsce 

Trzeba wziąć pod uwagę, że część danych jest szacunkowa, ponadto mogą pojawić się nieścisłości ze względu na różne źródła danych lub różne założenia (np. kiedy dokładnie przypada "dzień zero" epidemii). Widać jednak trendy m.in. taki, że w początkowym okresie okresie liczba przypadków koronawirusa rosła szybciej, niż w porównaniu do innych epidemii. Szacowana śmiertelność jest dużo niższa, niż w porównaniu do np. eboli, większa jednak niż w pandemii świńskiej grypy. 

Warto porównać sytuację nie tylko do epidemii nowych chorób, ale też "zwykłej" grypy sezonowej. Jak informuje Państwowy Zakład Higieny, w okresie od 1 do 15 lutego 2020 r. "zarejestrowano w Polsce ogółem 200 tys. zachorowań i podejrzeń zachorowań na grypę". Odnotowano cztery zgony z powodu grypy. W poprzednim sezonie grypowym (od września 2018 do marca 2019) "zanotowano łącznie 3,3 mln zgłoszeń przypadków zachorowań lub podejrzeń zachorowań na grypę i zachorowania grypopodobne". W tym okresie na grypę zmarło w Polsce 108 osób. - To groźny wirus, ale jeśli chodzi o Polskę, to istotne zagrożenie widzę, jeśli chodzi o narastającą liczbę zachorowań na grypę, która w zeszłym roku spowodowała śmierć 160 Polaków - powiedział o koronawirusie w wywiadzie dla "Polska Times" Jarosław Pinkas, szef GIS.  

Rozwój epidemii koronawirusa widać na animacji, opublikowanej w serwisie youtube.com w połowie lutego. Autor zwraca też uwagę, że obecna i inne choroby wirusowe są przyczyną śmierci u niewielkiego odsetka populacji - w porównaniu do nowotworów, chorób układu krążenia, czy innych przyczyn:

 

Zobacz wideo: Chiny, koronawirus i tajemnice. Co ukrywa Xi Jinping?

Zobacz wideo

Ognisko koronawirusa we Włoszech 

We Włoszech z powodu zarażenia koronawirusem zmarło siedem osób. Rośnie też liczba stwierdzonych zarażeń. Poinformował o tym podczas konferencji prasowej szef ochrony cywilnej, Angelo Borelli.

Borelli zaznaczył, że wszystkie ofiary śmiertelne to ludzie starsi, którzy cierpieli również na inne choroby, więc ich organizm był osłabiony. Dodał, że parę chińskich turystów - dwie pierwsze osoby, u których we Włoszech stwierdzono koronawirusa - można uważać za wyleczone. Ogólna liczba zarażeń to obecnie 219, czyli o 70 więcej niż w niedzielę. Borelli stwierdził, że Włochy są w tej chwili krajem bezpiecznym dla turystów: - Zareagowaliśmy w sposób zdecydowany i bezkompromisowy. Jesteśmy przekonani, że system bezpieczeństwa i ochrony zdrowia w naszym kraju działa. Można do Włoch spokojnie przyjeżdżać - powiedział. 

Więcej o:
Weź udział w dyskusji:
Jak rozprzestrzenia się koronawirus na tle innych epidemii? Do pandemii wciąż daleko
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl