Morderca rosyjskich służb dwa dni spacerował po Warszawie. Zostawił telefon i pojechał do Berlina zabić

Przed zabiciem w Berlinie Zelimchana Changoszwiliego działający na zlecenie rosyjskich służb zamachowiec przez dwa dni udawał turystę w Warszawie. Zwiedzał między innymi Łazienki Królewskie. To z Warszawy najpewniej pociągiem udał się do Berlina wykonać swoje zadanie. Dziennikarze ustalili to dzięki jego telefonowi, który pozwolił im odtworzyć nawet to, w jakiej restauracji jadł w stolicy Polski.

Detale przygotowania do zabójstwa w Berlinie zostały rozpracowane przez dziennikarzy śledczych organizacji Bellingcat współpracujących z portalem Insider i gazetą "Der Spiegel". To już kolejny przypadek, kiedy głównie siłami internetowych śledczych udaje się obnażyć działania rosyjskich służb.

Opisywaliśmy jak w 2019 roku jak Bellingcat dokładnie rozpracował sprawców zamachu na Siergieja Skripala w Wielkiej Brytanii, udowadniając, że rzekomi "turyści" tak naprawdę są oficerami rosyjskich służb.

Morderca wymazany z baz danych

Teraz zrobili to ponownie. Choć od początku można było się domyślać, że morderca posługujący się aliasem Wadim Sokołow najpewniej ma związki z rosyjskimi służbami. 23 sierpnia 2019 roku zamordował w Berlinie Changoszwiliego, który był jednym z dowódców wojsk czeczeńskich podczas II wojny czeczeńskiej, a po ucieczce na Zachód miał współpracować z tamtejszymi służbami. Był uznawany przez Moskwę za terrorystę. Rosjanie mieli więc oczywisty powód, aby chcieć jego śmierci. W przeszłości zabili już innych czeczeńskich przywódców żyjących zagranicą.

Niemieckie służby i dziennikarze śledczy już w grudniu ustalili w sposób przekonywujący, że aresztowany niedługo po zamachu Sokołow to tak naprawdę Wadim Krasikow i że nie jest jakimś mafijnym "cynglem" czy płatnym zabójcą na usługach obecnych władz Czeczenii, ale działał najpewniej na zlecenie Kremla. W 2014 roku w podobny sposób jak Changoszwiliego zamordował w Moskwie rosyjskiego biznesmena. Wówczas wydano nakaz jego aresztowania, ale rok później w dziwnych okolicznościach rosyjskie władze go wycofały a wszelki ślad po Krasikowie zniknął z oficjalnych państwowych baz danych.

Teraz Bellingcat pokazuje przekonujące dowody wskazujące na to, że zamachowiec pracował na zlecenie rosyjskich służb. Przynajmniej jeśli chodzi o morderstwo Czeczena. Dowodów dostarczyły im telefony Krasikowa.

Telefon zdradzi wszystko

Dziennikarze śledczy poprzez swoje kontakty i dostępne w rosyjskiej sieci bazy danych wykradzione od operatorów sieci komórkowej, szybko odkryli, iż niedługo przed zamachem w Berlinie zarejestrowano telefon na Wadima Sokołowa.

Dane na temat jego aktywności miały być niepełne i w wyraźny sposób celowo zniekształcone. Śledczy byli w stanie jednak je w większości odszyfrować, dzięki wiedzy na temat tego kiedy i gdzie "Sokołow" odlatywał/przylatywał podczas swojej podróży do Berlina. Dysponując takimi danymi wyjściowymi rozkodowali praktycznie wszystko. Okazało się, że rejestry aktywności telefonu Sokołowa zaszyfrowano, co wyraźnie wskazuje na ingerencję państwowych służb bezpieczeństwa mających takie możliwości.

"Sokołow" aktywował swój nowy numeru telefonu 15 sierpnia, dwa dni przed rozpoczęciem podróży do Berlina. Będąc w Rosji praktycznie z niego nie korzystał. Tylko raz zadzwonił do agencji turystycznej, przez którą zarezerwował na siedem dni pokój w hotelu Forum w Warszawie oraz na trzy dni hotel w Paryżu.

Dzień przed wylotem do francuskiej stolicy, 16 sierpnia, telefon był praktycznie cały dzień wyłączony co wskazuje na pobyt zamachowca w miejscu, które ma ostre ograniczenia co do ich użycia. To standard w wielu budynkach wykorzystywanych przez służby specjalne.

17 sierpnia telefon był już włączony. Logował się do sieci komórkowej między innymi na lotnisku Szeremietiewo. Tam też urwał się jego ślad dokładnie w momencie rozkładowego odlotu samolotu "Sokołowa" do Paryża.

Dwie pierwsze doby pobytu zamachowca we francuskiej stolicy są zagadką. Telefon albo był wyłączony, albo dane z jego aktywności zostały wymazane z bazy danych operatora. Pierwszy ślad pochodzi dopiero z 19 sierpnia około południa. Przez całe popołudnie i wieczór rosyjski zamachowiec przykładnie udawał turystę. Był między innymi pod wieżą Eiffela, na Polach Elizejskich, w okolicy Luwru, kompleksu Les Invalides i bazyliki Sacre-Coeur.

Aktywność telefonu zamachowca w ParyżuAktywność telefonu zamachowca w Paryżu Fot. Bellingcat

Wycieczka do Warszawy

20 sierpnia w południe "Sokołow" odleciał do Warszawy. Jego telefon zalogował się do sieci na Okęciu 15:21 tegoż dnia. Z lotniska od razu pojechał taksówką do hotelu Forum. O 17:30 udał się najpewniej taksówką do Łazienek Królewskich, gdzie spędził niemal godzinę. Później pojechał na Stare Miasto. Około godziny 20 wrócił do hotelu, z którego niedługo później udał się na piechotę do restauracji Sexy Duck przy Placu Konstytucji. Był tam do 22, po czym wrócił do pokoju.

Następnego dnia dość długo zabawił w hotelu i wykonał kilka telefonów na numer, który śledczy zidentyfikowali później jako oferującego swoje usługi w sieci rosyjskojęzycznego przewodnika po Warszawie. Najprawdopodobniej spotkał się z nim w hotelu po 15, po czym samochodem (prywatnym przewodnika lub taksówką) pojechał do pałacu w Wilanowie, gdzie spędził kilka godzin. Ponownie samochodem wrócił do hotelu około godziny 20.

Następnego dnia, 22 sierpnia, telefon był wykorzystywany tylko w godzinach porannych. Przez następne kilka dni znajdował się w hotelu i wykazywał jedynie aktywność polegającą na automatycznej synchronizacji z siecią. Najpewniej po prostu leżał w pokoju "turysty Sokołowa". W tym czasie jego właściciel był już w Berlinie, gdzie 23 sierpnia dokonał zabójstwa.

Nie wiadomo jak Rosjanin pojechał do niemieckiej stolicy. Nie ma śladu po bilecie lotniczym z Warszawy do Berlina na to nazwisko. Bellingcat podaje jednak, że ostatnia wyraźna aktywność telefonu "Sokołowa" miała miejsce około godziny ósmej rano. O 9:06 22 sierpnia 2019 z Warszawy Centralnej odjechał do Berlina ekspres Intercity.

Aktywność telefonu zamachowca w WarszawieAktywność telefonu zamachowca w Warszawie Fot. Bellingcat

Wizyty w znamiennych miejscach

Prześledzenie aktywności telefonu "Sokołowa" dało dziennikarzom śledczym wyraźny obraz jego "podróży turystycznej" tuż przed morderstwem. Nie mówiło nic na temat przygotowań do zbrodni. Zaczęli więc szukać telefonu na prawdziwe dane zamachowa, czyli Wadima Krasikowa. Taka osoba nie istnieje jednak w oficjalnych państwowych bazach danych. Nie ma też na swoje dane telefonu.

Okazało się jednak, że w jednej z nielegalnie opublikowanych baz danych jest informacja o rejestracji w 2018 roku samochodu na jego żonę. Był tam też numer telefonu kontaktowego. Po zdjęciu profilowym przypisanym do numeru w aplikacji WhatsApp śledczy ustalili, że to rzeczywiście chodzi o panią Krasikową, która więcej swoich zdjęć umieściła na rosyjskim odpowiedniku Facebooka - VKontakte. Dziennikarze sprawdzili następnie z jakim numerem kobieta najczęściej kontaktowała się na przestrzeni ostatnich sześciu miesięcy. Okazało się, że jest on zarejestrowany na fikcyjną osobę nie istniejącą w bazach danych. Założyli więc, że to jak najbardziej może być żyjący w cieniu pan Krasikow. I trafili.

Informatorzy Bellingcat pracujący w firmie telefonicznej udostępnili śledczym obfitą bazę danych dotyczącą aktywności rzeczonego numeru. Okazało się, że telefon go używający spędzał noce najczęściej pod znanym adresem zamieszkania Krasikowa w Moskwie. Logował się też do sieci na lotnisku Wnukowo w czasie, kiedy żona mordercy wraz z dziećmi wracała z wypoczynku na Cyprze (znów informacja z mediów społecznościowych).

Przez swój telefon Krasikow wielokrotnie kontaktował się ze znanymi oficerami rosyjskich służb specjalnych. Zwłaszcza członkami stowarzyszenia weteranów formacji Wympieł, czyli jednostki specjalnej FSB (kiedyś KGB). Część z nich ma nadal zajmować w niej wysokiej rangi stanowiska i działać w kręgach rządzących Rosją. Formacja Wympieł niegdyś specjalizowała się w nielegalnych działaniach szpiegowskich i dywersyjnych poza granicami ZSRR. Po rozpadzie imperium zajmuje się głównie zwalczaniem separatyzmu i terroryzmu w granicach Federacji oraz na terenie WNP. Były czeczeński dowódca był więc jak najbardziej w kręgu zainteresowania formacji Wympieł.

Miejsca związane z FSB 'odwiedzane' przez telefon Krasikowa w miesiącach poprzedzających zamachMiejsca związane z FSB 'odwiedzane' przez telefon Krasikowa w miesiącach poprzedzających zamach Fot. Bellingcat

W miesiącach poprzedzających zamach telefon Krasikowa wielokrotnie logował się do sieci w pobliżu budynków lub kompleksów należących do FSB. Osiem razy spędzał od dwóch do pięciu godzin na terenie specjalnej jednostki wojskowej w Bałszychach pod Moskwą, gdzie mieści się centrum szkoleniowe formacji Wympieł. Raz spędził cztery dni w ośrodku szkoleniowym FSB w Awerkjewie, gdzie prowadzone są między innymi szkolenia strzeleckie dla funkcjonariuszy tej służby. Dwa razy był też w centrum zarządzania operacjami antyterrorystycznymi FSB przy prospekcie Wiernadskogo. Po jednej z tych wizyt pojechał bezpośrednio do miasta Brańsk, gdzie tak się składa, zostały wydane dokumenty tożsamości fikcyjnego "turysty Sokołowa".

Bellingcat podkreśla, że w ciągu trzech tygodni przed wyjazdem do Berlina Krasikow zaczął się regularnie komunikować z trzema osobami, które udało się zidentyfikować jako niższych rangą oficerów formacji Wympieł. Być może pomagali mu w jego misji. Śledczy deklarują, że to ci mężczyźni są obecnie ich celami do rozpracowania.

Więcej o:
Weź udział w dyskusji:
Morderca rosyjskich służb dwa dni spacerował po Warszawie. Zostawił telefon i pojechał do Berlina zabić
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl