Rosja. Po wakacjach w Chinach trafiła do szpitala. Razem z synem uciekła przez okno. Nie była jedyna

"Nie spodziewaliśmy się, że będą trzymać nas przez pięć dni w ciemności w szpitalu chorób zakaźnych, w którym łamie się standardy sanitarne i epidemiologiczne" - tłumaczy swoją decyzję Rosjanka, która wraz z dzieckiem uciekła przez okno szpitala w Petersburgu. Izolacji została poddana po powrocie z wakacji w Chinach. Inna kobieta wracająca z Chin uciekła ze szpitala po dwóch tygodniach izolacji.

Koronawirus rozprzestrzenia się w kolejnych krajach, a ich rządy podejmują coraz bardziej drastyczne środki, by przeciwdziałać epidemii. Dwie Rosjanki wracające z wakacji z - oddalonej o 1500 kilometrów od chińskiego Wuhan - wyspy Hajnan doświadczyły tego na własnej skórze.

Matka o ucieczce przez okno: "Nie mieliśmy innego wyjścia"

Jedna z kobiet zmieściła na Instagramie obszerne wyjaśnienie decyzji o ucieczce ze szpitala przez okno. Tłumaczy ją mało pomocną postawą lekarzy, złymi warunkami oraz obawą przed zakażeniem się koronawirusem.

 

Jak napisała cztery dni po powrocie z wakacji, jej syn Leo miał kaszel i temperaturę wynoszącą 37.3 st. C. Lekarze zdiagnozowali u chłopca wirusowe zakażenie układu oddechowego oraz skierowali wraz z matką na badania mające stwierdzić ewentualną obecność koronawirusa.

Według relacji kobiety szpital zobowiązał się do przedstawienia wyników po trzech dniach, jednak później przedłużył zapowiedziany czas oczekiwania o kolejne dwa dni. Gdy próbowała uzyskać informację o wynikach, personel szpitala ignorował ją. Dlatego Rosjanka skontaktowała się w centrum diagnostycznym w Nowosybirsku, który zapewnił ją o szybkim przedstawieniu diagnozy. Jednocześnie Leo w wyniku leczenia zaczął czuć się lepiej. 

Kobieta zaniepokojona była luźnym podejściem do procedur w szpitalu w Petersburgu. Według jej relacji personel medyczny wchodził do objętego kwarantanną obszaru bez maseczek i ubrań ochronnych. Rosjanka stwierdziła, że "jej syn był przerażony". "Nie mieliśmy innego wyjścia, jak tylko opuścić szpital bez zgody, przez okno" - napisała kobieta. Tak też zrobiła.

Po dwóch tygodniach izolacji wyszła bez słowa

U drugiej kobiety, która wróciła z wyspy Hajnan, po badaniach w Chabarowsku i w Petersburgu lekarze nie zdiagnozowali koronawirusa. Gdy kilka dni później 32-letnia kobieta poczuła silny ból w gardle, skierowano ja na dwutygodniową kwarantannę.

W rozmowie z lokalna gazetą "Fontanka" powiedziała, że przez cały czas była zamknięta w izolatce bez mydła, dostępu do internetu i książek oraz z nigdy nie opróżnianym koszem na śmieci. Kobieta, gdy tylko zorientowała się, jak otwiera się elektroniczny zamek, uciekła ze szpitala. O opuszczeniu placówki nikogo nie poinformowała. 

W mediach społecznościowych kobieta uzasadnia swoją decyzję argumentując, że ponieważ w Petersburgu nie ogłoszono "stanu wyjątkowego" w związku z chińskim koronawirusem, lekarze nie mieli prawa trzymać jej w szpitalu wbrew jej woli. Podkreśla, że "nie mogła napisać oświadczenia odmawiającego hospitalizacji, ponieważ nikt nie dał jej długopisu i papieru.

Zachowanie kobiety skrytykował główny lekarz szpitala im. Botkina, Aleksiej Jakowliew. Według jego relacji pacjentka przyjechała do szpitala z podpisanym rozporządzeniem od głównego lekarza sanitarnego w Petersburgu, w którym poinformowano ją o konieczności obserwacji medycznej. - Uważam jej zachowanie za aspołeczne Tak niska odpowiedzialność obywatelska najbardziej nas niepokoi - stwierdził w rozmowie z petersburską telewizją Piatyj Kanał. Powiedział również, że szpital poinformował o tym zdarzeniu policję

Gazeta "Fontanka" opublikowała również nagranie, które wykonać miał inny pacjenci poddany kwarantannie w szpitalu w Petersburgu. Widać na nim dwie młode kobiety trzymające kartkę z napisem "Prosimy, wypuście nas stąd".

>>> Czy epidemia koronowirusa popsuje wizerunek Chin? Zobacz wideo:

Zobacz wideo