Władze Białorusi potwierdziły pożar w elektrowni atomowej leżącej 200 km od polskiej granicy

Po dziewięciu miesiącach białoruskie władze poinformowały o incydencie, do którego doszło na terenie elektrowni atomowej. Według Ministerstwa Energii w wyniku pożaru nie doszło do uszkodzenia sprzętu ani konstrukcji budowlanych.

Białoruska Elektrownia Jądrowa znajduje się w miejscowości Ostrowiec w powiecie grodzieńskim sąsiadującym z Litwą. Elektrownia zlokalizowana jest w odległości około 220 kilometrów od przejścia granicznego w Ogrodnikach w województwie podlaskim.

Informację na temat incydentu, który miał miejsce w maju 2019 roku, podała rosyjska agencja Interfax. Elektrownia budowana jest już od kilku lat: w 2020 roku ma zostać uruchomiony pierwszy blok, a start bloku nr 2 planowany jest na 2021 rok. Koszty budowy mają wynieść około 11 mld dolarów.

Pożar w elektrowni jądrowej na Białorusi - władze poinformowały o tym po dziewięciu miesiącach

Pierwsze informacje na temat incydentu pojawiły się w sierpniu ubiegłego roku. Wtedy telegramowy kanał Nexta ujawnił dokument, z którego wynikało, że na terenie elektrowni doszło do pożaru, jednak informacja o tym została ukryta przed opinią publiczną. Białoruski bloger, który udostępnił dokumenty sugerował, że w wyniku wypadku mogło dojść do np. napromieniowania.

Wiceminister energii Białorusi Michaił Michajuk przekazał w wywiadzie dla gazety "Respublika", że pożar wywołany był przez zapalenie się resztki farby. Polityk przekazał, że winnym wybuchu pożaru jest jeden z pracowników, który naruszając przepisy bezpieczeństwa, zapalił papierosa obok wiadra z farbą. Pomieszczenie wypełniło się dymem, jednak ogień został szybko ugaszony. Michajuk zapewniał, że w wyniku zdarzenia nie doszło do uszkodzenia sprzętu ani konstrukcji budowlanych.

Pracownik, który zapalił papierosa oraz osoba nadzorująca, zostali zwolnieni z pracy. - Jeśli pożar doprowadzi do uszkodzenia sprzętu lub konstrukcji budowlanych, które mają wpływ na bezpieczeństwo elektrowni jądrowej, społeczeństwo zostanie poinformowane - dodał polityk.

Michaił Michajuk powiedział, że kierowano się wytycznymi Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej, zgodnie z którymi takie zdarzenie nie wymagało natychmiastowego informowania opinii publicznych. Ogień nie zagrażał budowanym reaktorom ani systemom technologicznym. Wiceminister energii na krytykę ze strony Litwy odpowiedział, że podczas budowy podobnej elektrowni na Litwie dochodzi do incydentów, o których rzekomo władze tego kraju nie informują.

Więcej o:
Weź udział w dyskusji:
Władze Białorusi potwierdziły pożar w elektrowni atomowej leżącej 200 km od polskiej granicy
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl