Ocenzurowane zdjęcie i rok dedukowania. Tak CIA rozpracowało największe tajemnice ZSRR [TAKA CIEKAWOSTKA]

Służby wywiadowcze są stereotypowo kojarzone ze szpiegami i akcjami w rodzaju tych przeprowadzanych przez agenta 007. Prawda jest inna. Ogromna liczba informacji pochodzi z publicznie dostępnych źródeł, takich jak gazety czy publikacje naukowe. Wystarczy je przeanalizować i "połączyć kropki". Bardzo dobrze opisuje to historia jednego, pozornie niewinnego zdjęcia, na które natrafili analitycy CIA w 1958 roku.

Historia została odtajniona i opublikowana przez bibliotekę CIA. W ramach swoich zadań prowadzi ona bardzo ciekawą stronę internetową, na której są umieszczane różne materiały dotyczące przeszłości agencji.

Ten konkretny ma formę wspomnienia spisanego przez Henry'ego S. Lowenhaupta, analityka CIA zajmującego się przez dekady radzieckim wojskowym przemysłem jądrowym. Początkowo było opatrzone klauzulą "Secret", ale zostało odtajnione w połowie lat 90. i opublikowane w sieci ponad dekadę później.

Kluczowy region ZSRR

Lowenhaupt opisuje, jak w 1958 roku przyszedł do niego podległy mu analityk Charles V. Reeves. Jego specjalnością były sieci energetyczne. Przed pracą w CIA zarządzał takową w rejonie Bostonu ze swojego stanowiska w regionalnej dyspozytorni. Wykorzystując swoje doświadczenie w agencji miał za zadanie tworzyć dokładny obraz radzieckiej sieci energetycznej w kontekście zaopatrywania przez nią wojskowego przemysłu jądrowego.

Reeves pokazał szefowi zdjęcie, jakie znalazł w popularnym radzieckim tygodniku ilustrowanym "Ogoniok". Przedstawiało wnętrze centralnej dyspozytorni energetycznej w Swierdłowsku (obecnie Jekaterynburg), w samym sercu Uralskiego Okręgu Przemysłowego. Przed operatorami było widać umieszczony na ścianie schemat sieci energetycznej w całym regionie. Oczywiście mocno ocenzurowany z precyzyjnie zakrytymi wszelkimi podpisami pozwalającymi zidentyfikować co jest czym. Na dodatek niektóre jego części były zasłonięte lub poza kadrem. Dla laika to plątanina nic nie mówiących kresek, kropek i tablic. Dla Reevesa była to jednak skarbnica wiedzy. Uznał, że na tej podstawie będzie w stanie dokładnie rozpracować możliwości energetyki w tym kluczowym regionie ZSRR.

Rzeczone zdjęcie z tygodnika 'Ogoniok' przedstawiające centrum zarządzania siecią energetyczną w Uralskim Okręgu PrzemysłowymRzeczone zdjęcie z tygodnika 'Ogoniok' przedstawiające centrum zarządzania siecią energetyczną w Uralskim Okręgu Przemysłowym Fot. CIA

Uralski Okręg Przemysłowy był niezwykle ważny dla CIA. Po pierwsze podczas II wojny światowej przeniesiono tu znaczną część przemysłu ciężkiego i zbrojeniowego z europejskiej części ZSRR. Po wojnie szybko stał się też kluczowy dla gwałtownie rozbudowywanego wojskowego przemysłu jądrowego. To tu umieszczono główne zakłady produkujące materiały rozszczepialne - pluton (zakłady Kysztym/Majak) i wzbogacony uran (zakłady w Nowouralsku). To tutaj je obrabiano i to tutaj produkowano seryjnie pierwsze bomby RDS-4 (zakłady w Niżniajej Turze). Wszystko to wymagało trzech rzeczy - ogromnych ilości energii, wody i tajemnicy. Zapewniał je stosunkowo bezludny i bogaty w surowce naturalne region uralski.

Amerykanie mieli bardzo ograniczoną wiedzę na temat tego co się dzieje za Uralem. Wiedzieli gdzie znajdują się jakieś większe zakłady i w przypadku niektórych mieli ogólną wiedzę do czego służą. Kluczowe było jednak określenie skali produkcji. To była najpilniej strzeżona tajemnica, ponieważ pozwalała ocenić jak będzie się zwiększał radziecki arsenał jądrowy. I tą tajemnicę Reeves postanowił odsłonić dzięki zdjęciu z "Ogonioka". Możliwości produkcyjne zakładów wytwarzających wzbogacony uran i pluton są bowiem proporcjonalne do ilości konsumowanej przez nie energii. Wiedząc jaką ma wydajność sieć energetyczna je zasilająca, można więc oszacować ich produkcję.

Niepozorne detale odsłaniają tajemnicę

Rozpracowanie tablicy w dyspozytorni w Swierdłowsku zajęło Reevesowi rok mrówczej pracy. Kluczowych strzępków informacji dostarczała lektura wszystkich dostępnych publicznie materiałów publikowanych w ZSRR na temat energetyki w regionie uralskim. Były to pozornie niewinne detale takie jak liczba generatorów w tej czy innej elektrowni, czy propagandowy komunikat o zamiarze budowy/ukończeniu budowy nowej linii przesyłowej wysokiego napięcia. Uzupełniały je skąpe informacje pochodzące z tego stereotypowego wywiadu, czyli od szpiegów i informatorów (głównie zwolnionych z obozów niemieckich jeńców wojennych oraz raport z propagandowej wizyty brytyjskiej delegacji w dwóch elektrowniach).

Dodatkiem były też nieliczne i bardzo niedokładne zdjęcia wykonane przez bezzałogowe balony szpiegowskie (program Genetrix). Wypuszczano je u zachodnich granic ZSRR i niesione prądem strumieniowym na wysokim pułapie przelatywały nad całym Krajem Rad, lądując gdzieś za jego wschodnimi granicami. Była to bardzo zawodna metoda, ponieważ większość balonów ulegała awarii lub była zestrzeliwana czy znoszona z kursu, jednak czasem dostarczały przydatnych informacji. Przed samolotami szpiegowskimi U-2 a potem satelitami, nie było innego sposobu na zrobienie z góry zdjęć Uralskiego Regionu Przemysłowego.

Balon szpiegowski wypuszczony nad ZSRR w ramach programu GenetrixBalon szpiegowski wypuszczony nad ZSRR w ramach programu Genetrix Fot. USAF

Początkiem rozszyfrowywania układanki było założenie, że widoczna w lewym dolnym rogu tabliczka musi reprezentować hydroelektrownię Kama niedaleko Permu. W jednej z radzieckich publikacji Reeves natrafił na informację, że ma wyjątkowo dużo generatorów - aż jedenaście (standardem było mniej więcej o połowę mniej). Już wcześniej uznał, że kropki widoczne na wielu tabliczkach muszą oznaczać generatory. Od ich ilości była zależna szerokość tabliczki, bo gdzieś trzeba było je wszystkie oznaczyć. Tabliczka w lewym dolnym rogu była zdecydowanie najszersza, choć częściowo zasłonięta i nie było możliwe dokładne policzenie kropek. Wniosek? To musi być hydroelektrownia Kama.

Później układanka zaczęła się stopniowo składać w całość. W innej publikacji towarzysze radzieccy się pochwalili, iż ukończyli dwie linie przesyłowe wysokiego napięcia z elektrowni Kama do stacji elektroenergetycznej obsługującej miasto Swierdłowsk. I już było wiadomo, czym jest duża tabliczka w centrum schematu połączona dwoma grubymi kreskami z tą w lewym dolnym rogu. W ten sposób Reeves metodycznie ustalał która tabliczka jest którą elektrownią, która linia reprezentuje którą linię przesyłową, a która tabliczka jest którą stacją obsługującą miasto lub duży zakład przemysłowy.

Zdjęcie z 'Ogonioka' z nałożonymi podpisami. Niestety lepszej jakości nie sposób uzyskać z PDF-a udostępnionego przez CIA. Można jednak co nieco rozszyfrowaćZdjęcie z 'Ogonioka' z nałożonymi podpisami. Niestety lepszej jakości nie sposób uzyskać z PDF-a udostępnionego przez CIA. Można jednak co nieco rozszyfrować Fot. CIA

Potwierdzenie z powietrza

Po roku takiej dedukcji Reeves zaprezentował dokładny schemat sieci energetycznej w Uralskim Okręgu Przemysłowym. Stwierdził między innymi, że zakłady wzbogacania uranu w Nowouralsku zużywają około tysiąca megawatów energii (z marginesem błędu wynoszącym 15 procent), co stanowiło połowę zużycia analogicznych zakładów amerykańskich w Oak Ridge. Zakłady w Majaku z reaktorami produkującymi pluton zużywały 150 megawatów (margines błędu 30 procent) a zakład w Niżniajej Turze zużywał 100 megawatów. Tyle wystarczyło CIA do doprecyzowania swoich szacunków skali produkcji radzieckiej broni jądrowej.

Precyzja dedukcji Reevesa znalazła twarde potwierdzenie niecały rok później, kiedy pierwszy samolot szpiegowski U-2 wykonał zdjęcia zakładów w Nowouralsku i Niżniajej Turze. Analiza widocznych na fotografiach stacji energetycznych zaopatrujących oba kompleksy w prąd potwierdziła wszystko co analityk wyczytał z jednego niepozornego ocenzurowanego zdjęcia. Na przykład szacowane przez niego zużycie energii przez zakład w Nowouralsku okazało się być zawyżone o tylko 10 procent, co uznano za wybitny wynik.

Cała ta historia jest świetnym przykładem na to, że praca wywiadu to nie emocjonujące akcje rodem z powieści płaszcza i szpady. Te się owszem zdarzają i to na ich relacjonowaniu skupiają się autorzy książek czy filmów. Jednak szeregowy pracownik wywiadu większość czasu spędza za biurkiem, przetwarzając nie tylko supertajne informacje od szpiegów czy z satelitów zwiadowczych, ale wielką liczbę pozornie błahych informacji, dostępnych publicznie. To tak zwany OSINT - Open Source Intelligence, po polsku "biały wywiad", czyli pozyskiwanie danych wywiadowczych z jawnych źródeł. Bezcenne jak i niepozorne źródło wiedzy.

Oryginalny plik PDF z opisem historii rozszyfrowania zdjęcia.

Dzisiaj zdjęcia niegdyś tajnych zakładów na Uralu można bez problemu oglądać choćby w Google Maps. Reeves wykonałby swoje zadanie w kilka godzin. Tutaj na przykład główny radziecki/rosyjski zakład wzbogacania uranu w Nowouralsku.Tutaj kompleks Majak.

Więcej o:
Weź udział w dyskusji:
Ocenzurowane zdjęcie i rok dedukowania. Tak CIA rozpracowało największe tajemnice ZSRR [TAKA CIEKAWOSTKA]
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl