USA. Podwójne zaskoczenie w Iowa. Pete Buttigieg i Bernie Sanders na prowadzeniu w prawyborach Demokratów

Prawybory Partii Demokratycznej w Iowa przyniosły podwójne zaskoczenie: najpierw w związku z awarią aplikacji do liczenia głosów nie ogłoszono wyników na czas, później zaś, gdy poznaliśmy już częściowe wyniki, okazało się, że pierwsze miejsce w wyborach zajął Pete Buttigieg - kandydat, któremu jeszcze niedawno nikt nie dawał szans na zwycięstwo. Tuż za nim uplasował się Bernie Sanders. Obaj kandydaci do niedawna przez większość mediów określani byli jako "niewybieralni".

Pete Buttigieg otrzymał 26,8 proc. głosów. Trudno mówić jednak o jego jednoznacznym zwycięstwie, gdyż tuż za nim uplasował się Bernie Sanders, na którego głos oddało 25,2 proc. głosujących w Iowa. Oznacza to, że obaj "zdobyli" po 10 delegatów. Kolejna w rankingu jest Elizabeth Warren, z poparciem na poziomie 18,4 proc. (i 4 delegatów). Zaskakująco słaby jest wynik dotychczas uważanego za faworyta Joe Bidena, który zdobył jedynie 15,4 proc (brak delegatów). Dwucyfrowe poparcie udało się zdobyć również Amy Klobuchar, która otrzymała 12,6 proc. (brak delegatów). Chociaż wyniki są zaskakujące, należy podchodzić od nich ostrożnie, ponieważ dotyczą głosów z jedynie 71 proc. okręgów w Iowa.

Buttigieg i Sanders - nowi liderzy?

Buttigieg - jak podkreśla Associated Press - jest pierwszym otwarcie homoseksualnym kandydatem, który zyskał takie poparcie uczestników głosowania. 38-letni kandydat jest radykalnie młodszy od swoich konkurentów (Sanders ma 78 lat, Biden - 77, Warren - 70). Polityk nie ma również porównywalnego z nimi doświadczenia: najwyższe stanowisko, jakie piastował, to burmistrz 100-tysięcznego miasta. Sam twierdzi, że właśnie to stanowi o jego sile. W Iowa faktycznie zdobył poparcie wśród mieszkańców wsi i małych miasteczek. Choć Buttigieg kampanie prowadzi razem ze swoim mężem, jest kandydatem umiarkowanym i tylko w niewielkim stopniu krytycznym wobec politycznego establishmentu w Waszyngtonie. Buttigieg jest absolwentem Uniwersytetu Harvarda i weteranem wojennym (służył w Afganistanie), deklaruje przywiązanie do chrześcijańskich wartości oraz opowiada się za stopniowymi zmianami społeczno-ekonomicznymi.

Bernie Sanders, dotychczasowy faworyt w Iowa, reprezentuje radykalne skrzydło Partii Demokratycznej. 78-polityk z polsko-żydowskimi korzeniami jest ikoną amerykańskiej lewicy. W latach 60. i 70. działał jako aktywista na rzecz równouprawnienia i przeciwko wojnie Wietnamie, w latach 80. był samorządowcem, później przez kilkanaście lat członkiem Izby Reprezentantów, a od 2007 - niezależnym senatorem. Jest socjalistą, postuluje m.in. wprowadzenie powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego, zniesienie opłat za studia, walkę z kryzysem klimatycznym, wzrost płacy minimalnej, opodatkowanie miliarderów i wielkich korporacji. Część centrowych wyborców uważa go za zbyt "radykalnego", by mógł wygrać wybory prezydenckie. 

Jakie znaczenia mają wyniki z Iowa? Stan wyłania 41 delegatów spośród 3979 w skali całego kraju, co teoretycznie znaczy, że głosowanie w Iowa o niczym nie przesądza. Jednak jak pokazuje historia, wynik w Iowa może poważnie wpłynąć na resztę kampanii. Spośród siedmiu ostatnich kandydatów Partii Demokratycznej, pięciu zwyciężyło właśnie w Iowa, w tym wszyscy po 2000 roku - Al Gore, John Kerry, Barack Obama i Hillary Clinton. Z drugiej strony tegoroczne wybory są pod wieloma względami wyjątkowe, o czym świadczy chociażby to, że po raz pierwszy w historii aż pięcioro kandydatów otrzymało dwucyfrowy wynik.

Iowa caucus najbardziej chaotyczny od dekad

Prawybory w amerykańskiej Partii Demokratycznej to długi i złożony proces. Rywalizacja pomiędzy politykami ubiegającymi się o prezydencką nominację trwa już od dobrych kilku miesięcy. 

Wybór kandydata w Iowa, który ostatecznie uzyska nominację partii, odbywał się w Iowa nie przez oddawanie głosów i wrzucanie ich do urny, lecz podczas tzw. caucus, czyli poprzez lokalne zebrania zarejestrowanych członków partii uprawnionych do głosowania. Chcący wziąć w nim udział zbierają się w 1600 punktach wyborczych, np. w szkołach, kościołach, gdzie przekonują się nawzajem do swoich kandydatów, a następnie w dwóch turach dokonują wyboru. Robią to, ustawiając się w odrębnych miejscach sali - popierający kandydata A stają w jednym rogu, kandydatkę B w drugim rogu itd. Do drugiej tury przechodzą kandydaci mający ponad 15 proc. głosów, a popierających pozostałych mają szansę zagłosowania ponownie. W końcu wybiera się delegata, który zagłosuje na odpowiedniego polityka.

Choć procedura wyboru kandydata jest złożona od dekad przebiegała bez problemów. Po wielu godzinach od zakończenia głosowania nie ogłoszono wyników. Stanowy komitet Partii Demokratycznej jako powód podał nowe zasady raportowania wyników, niespójność części danych oraz troskę o ich dokładność. Jednocześnie zdementowano informacje o rzekomym ataku hackerów. Do problemów doszło w związku z awarią aplikacji do liczenia głosów. Wszystko to sprawiło, że kandydaci biorąc też pod uwagę własne dane zinterpretowali wyniki na swoją korzyść i zaczęli kontynuować kampanię skupiając się na New Hampshire, kolejnym stanie, w którym odbędzie się głosowanie.

Z kolei prezydent Donald Trump chaotyczny przebieg demokratycznych prawyborów w Iowa obrócił na swoją korzyść. Sytuację określił jkao "całkowitą katastrofę". "Nic nie działa, tak jak wtedy, kiedy rządzili krajem" - napisał Trump na Twitterze, dodając, że "jedyną osobą, która może uznać się za zwycięzcę w Iowa" jest on sam.