Chiny. Koronawirus "wymknął się" z laboratorium w Wuhan? Mnożą się teorie dotyczące wybuchu epidemii

Chińskie miasto Wuhan, w którym zanotowano pierwsze przypadki śmiertelnego koronawirusa, zostało odizolowane od świata. Pojawiają się kolejne spekulacje dotyczące możliwych przyczyn wybuchu epidemii. Jedna z nich zakłada, że wirus "wymknął się" z krajowego laboratorium biologicznego w Wuhan. Przed takim ryzykiem ostrzegali amerykańscy naukowcy jeszcze w 2017 roku.

Koronawirus z Chin spowodował jak dotąd śmierć 80 osób. Potwierdzono, że zakażonych jest nim przynajmniej 2300 osób. Najmłodsza osoba z objawami wirusa to dziewięciomiesięczna dziewczynka - podaje CNN. Opanowanie epidemii jest utrudnione ze względu na długi czas rozwoju choroby - pierwsze objawy mogą pojawiać się nawet po kilku tygodniach od zakażenia. W całych Chinach 15 miast o łącznej populacji ponad 57 milionów ludzi zostało objętych całkowitą lub częściową kwarantanną - to więcej, niż cała populacja Korei Południowej. Miasto Wuhan, w którym wybuchła epidemia, zostało odizolowane od świata - wszystkie trasy w mieście są zamknięte, a ruch jest ściśle kontrolowany przez służby.

Zobacz wideo

Wirus z Chin "uciekł" z laboratorium? Mnożą się teorie dotyczące przyczyn wybuchu epidemii

W mediach pojawiają się kolejne doniesienia dotyczące przyczyn, dla których epidemia nowego koronawirusa wybuchła. jedna z nich zakłada, że wirus mógł "wymknąć się" z laboratorium w Wuhan.To właśnie tam znajduje się National Biosafety Laboratory, czyli jedyne certyfikowane laboratorium w Chinach, w którym badane są niebezpieczne patogeny BSL-4, w tym SARS i Ebola. Otwarto je w 2018 roku. Amerykańscy eksperci do spraw już w 2017 roku ostrzegali, że wirus może wydostać się z obiektu, a skutki takiego zdarzenia mogą być tragiczne - podaje "Daily Mail".

Tim Trevan, konsultant ds. bezpieczeństwa biologicznego w Maryland, powiedział wówczas prestiżowemu, branżowemu magazynowi "Nature" w lutym 2017 roku, że martwi się, iż Chińczycy nie będą w stanie zabezpieczyć placówki w wystarczający sposób. Richard Ebright, biolog molekularny z Rutgers University w New Jersey podkreślał z kolei, że wcześniej do "ucieczki" wirusa SARS doszło w Pekinie w 2004 roku. - Kraj musi być gotowy na każdą ewentualność. Wirusy nie znają granic - mówił w rozmowie z "Nature".

Dotychczas nie potwierdzono, czy obawy amerykańskich naukowców się sprawdziły, a koronawirus faktycznie wydostał się z chińskiego laboratorium. Wiadomo, że pacjent "zero" - czyli pierwsza osoba, która się nim zakaziła, to mężczyzna pochodzący z Wuhan. Do zakażenia doszło na początku grudnia zeszłego roku. Z ustaleń chińskich naukowców wynika, że nigdy nie odwiedził on miejskiego targu owoców morza, który początkowo uważano za epicentrum wybuchu epidemii. Naukowcy ustalili, że u żadnego z członków rodziny mężczyzny nie wystąpiły objawy choroby, ani żadne problemy z drogami oddechowymi - podaje "South China Morning Post". Szanghajska Miejska Komisja Zdrowia podała z kolei, że pierwszy pacjent od początku epidemii został wyleczony i wypisany ze szpitala.To 56-letnia kobieta o imieniu Chen. 

Więcej o:
Weź udział w dyskusji:
Chiny. Koronawirus "wymknął się" z laboratorium w Wuhan? Mnożą się teorie dotyczące wybuchu epidemii
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl