Polka w Chinach w obliczu epidemii. "Nigdy nie widziałam tak pustych ulic jak obecnie"

- Mieszkam w Chinach od siedmiu lat i nigdy nie widziałam tak pustych ulic jak obecnie - mówi Polka mieszkająca w 13-milionowym mieście Shenzhen. Jak dodaje, w kraju zaczyna brakować maseczek, za których nienoszenie grozi kara. Niektórzy sprzedawcy wykorzystują sytuację i sprzedają zużyte maski. W sieci pojawiają się dramatyczne filmiki, które szybko z niej znikają. Chińczycy nie wiedzą, w co wierzyć.

Sytuacja w Wuhan i całych Chinach jest napięta. Codziennie pojawiają się informacje o nowych ofiarach śmiertelnych koronawirusa. Jak podaje Informacyjna Agencja Radiowa, dotychczas w Chinach wirusem zakaziły się 2744 osoby, a 81 zmarło. Rząd wydłużył przerwę świąteczną związaną z okresem Chińskiego Nowego Roku. Oznacza to, że w całym kraju przez kolejny tydzień zamknięte będą instytucje publiczne, szkoły oraz wiele sklepów. Ponad 50 mln osób w prowincji Hubei, która jest epicentrum zakażeń, do odwołania nie może wyjechać z miejsc pobytu. We wsiach i małych miejscowościach sąsiednich prowincji pojawiają się patrole złożone z mieszkańców, które bronią wstępu dla osób postronnych. Zamkniętych zostało 20 miast. Nie da się do nich wjechać ani z nich wyjechać.

"Mieszkam w Chinach od siedmiu lat i nigdy nie widziałam tak pustych ulic jak obecnie"

Poza oficjalnymi danymi podawanymi przez władze w mediach społecznościowych pojawiają się m.in. informacje o tym, że rząd zaniża liczbę ofiar koronawirusa oraz że lekarze odsyłają chorych do domów, bo w szpitalach zaczyna brakować miejsc i leków. Zapytaliśmy Polkę, która od kilku lat mieszka w Shenzhen, 13-milionowym mieście na południu kraju, o to, jak naprawdę wygląda sytuacja w walczącym z wirusem kraju. Według oficjalnych danych w niedzielę w Shenzhen potwierdzono zakażenie wirusem u 31 osób.

Co roku w okolicach Chińskiego Nowego Roku ulice pustoszeją. Ludzie podróżują do swoich bliskich, odpoczywają w domach. Jednak mieszkam w Chinach od siedmiu lat i nigdy nie widziałam tak pustych ulic jak obecnie

- mówi kobieta. Jak dodaje, koronawirus paraliżuje miasta. W wielu z nich zawiesza się lub ogranicza funkcjonowanie transportu publicznego. Odwołane zostają zagraniczne wycieczki. Ludziom zaleca się, aby zostawali w domach.

Szpitale podobno pękają w szwach. To tylko zasłyszane informacje. Trzymam się teraz z daleka od szpitali i przebywam tylko w mieszkaniu

- tłumaczy Polka. Ludzie na ulicach mają obowiązek nosić maski. Pojawiają się informacje, że ich nienoszenie może grozić karą. Jak podkreśla, maseczki są trudno dostępne. Mieszkańcy Chin proszą obcokrajowców, którzy wyjeżdżają z kraju o to, aby przesyłali im je z zagranicy. Brak masek i strach ludzi przed koronawirusem wykorzystują niektórzy sprzedawcy, dla których to świetny moment, aby zarobić pieniądze.

Dwa dni temu widziałam w chińskiej sieci filmik, w którym ludzie pakują zużyte maski do worków, by sprzedawać je jak nowe. Ufam jednak, że nie jest to standard. Chyba większość ludzi w tym momencie skupia się na zdrowiu i bezpieczeństwie, a nie na robieniu interesów

- mówi mieszkająca w Chinach kobieta.

"Wszystko nie tylko szybko się pojawia, lecz także szybko zostaje usuwane"

Polka podkreśla, że mimo iż ludzie się boją i nie wiedzą w co wierzyć, zachowują, pozorny przynajmniej, spokój. Ich wątpliwości wzbudzają sensacyjne doniesienia, które co rusz pojawiają się w sieci.

Filmiki z wypowiedziami rozhisteryzowanego personelu medycznego, ludźmi padającymi nieprzytomnie na ulice, a nawet zwłokami ludzi walającymi się po szpitalnych podłogach. Wszystko nie tylko szybko się pojawia, lecz także szybko zostaje usuwane

- zauważa. Jak dodaje, wielu Chińczyków jest podejrzliwych i nie wierzy "w tak zwane oficjalne dane". Jednak ten temat może okazać się ryzykowny dla osoby mieszkającej w Chinach, dlatego nasza rozmówczyni wolałaby go nie poruszać.

Polka podkreśla, że pojawiają się doniesienia o tym, że w szpitalach zaczyna brakować miejsc i lekarze odsyłają chorych do domów oraz że rząd chiński wprowadził karę siedmiu lat pozbawienia wolności dla tych, którzy opuszczą Wuhan. Nie można ich jednak potwierdzić.

Jakie są objawy koronawirusa?

Przypomnijmy, że chiński koronawirus (2019-nCoV) może spowodować niewydolność układu oddechowego i zapalenie płuc. Głównymi objawami zakażenia są wysoka gorączka, kaszel oraz duszności. Główny Inspektorat Sanitarny informuje, że udowodniono przenoszenie się wirusa z człowieka na człowieka, ale, według aktualnej wiedzy, nie ma ryzyka zakażenia się wirusem poprzez towary zamawiane z Chin.

>>> Miliony wirusów krążą nad naszymi głowami. Zobacz wideo:

Zobacz wideo
Więcej o:
Weź udział w dyskusji:
Polka w Chinach w obliczu epidemii. "Nigdy nie widziałam tak pustych ulic jak obecnie"
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl