Putin mówił o "wspólnikach" nazistów. Była ambasadorka: Ludzie będą myśleć nie tylko o Polakach

- Rosyjscy dyplomaci doskonale wiedzieli, że gdyby Putin w Jerozolimie otwartym tekstem oskarżył Polskę o współpracę z hitlerowskimi Niemcami, to naraziłby się na śmieszność i musiałby się spotkać z ostrą reakcją - mówi Agnieszka Magdziak-Miszewska, w latach 2006-2012 ambasadorka RP w Izraelu.

Jacek Gądek: Mosze Kantor, organizator Światowego Forum Holocaustu w Jerozolimie, pytany o nieobecność prezydenta Polski Andrzeja Dudy odpowiedział, że to żaden skandal, ale jedynie statystyka, bo zawsze ktoś nie przyjeżdża. Faktycznie?

Agnieszka Magdziak-Miszewska: Tego właśnie należało się spodziewać po Kantorze.

Aż takiego lekceważenia?

Po pierwsze: Kantor ma osobisty uraz wobec Polski, bo ten rosyjski oligarcha starał się przejąć spółkę Polskie Azoty i został przez nasze władze odprawiony z kwitkiem. To ma niewątpliwie wpływ na jego brak sympatii. A po drugie: Kantor utrzymuje bliskie, osobiste relacje z prezydentem Władimirem Putinem, a od pewnego czasu jest też doradcą premiera Izraela, Benjamina Netanjahu. Stanowi dla niego bezcenny kanał komunikacji z Kremlem. Polska dla Mosze Kantora nie ma żadnego znaczenia.

Sam premier Izraela też ma uraz. Dwa lata temu, dążąc do utrzymania dobrych relacji z Polską, zgodził się podpisać wspólną deklarację premierów, w której zrównano antysemityzm z antypolonizmem. Netanjahu był za to bardzo dotkliwie krytykowany w Izraelu.

Yad Vashem zarzuciło mu, że podpisał się pod dokumentem zawierającym historyczne przekłamania.

Bo antysemityzm i tzw. antypolonizm nie są z tej samej kategorii. Premier Izraela swojego upokorzenia z pewnością polskim władzom nie zapomniał. Nie zmienia to jednak faktu, że w budowaniu wzajemnej nieufności swoje niewątpliwe zasługi ma przede wszystkim rząd PiS.

Czy V Światowe Forum Holocaustu ma jakąś wagę dla relacji polsko-izraelskich?

Przede wszystkim dobrze pokazuje stan wzajemnych stosunków. Polska miała dla premiera Izraela duże znaczenie tak długo, jak długo była wpływowym członkiem Unii Europejskiej, z którą Izrael starał się zachować bardzo dobre stosunki. Jerozolima była w Brukseli na cenzurowanym ze względu na politykę wobec Palestyńczyków, a Polska (i Czechy) starały się pokazać, że obraz nie jest czarno-biały, zwracając uwagę na rolę państw arabskich i organizacji terrorystycznych takich jak Hamas czy Hezbollah. W momencie gdy Polska traciła pozycję w UE, a Rosja zastąpiła USA w roli głównego gracza na Bliskim Wschodzie, to ona stała się strategicznie ważna dla bezpieczeństwa Izraela.

Obie administracje, w Polsce i Izraelu, są zresztą do siebie podobne: prawicowe, nacjonalistyczne i populistyczne. Netanjahu jest cynicznym graczem dążącym do utrzymania władzy za wszelką cenę, także w obawie o własną przyszłość wobec poważnych oskarżeń o korupcję.

Patrząc już post factum na to, co powiedział Władimir Putin w Jerozolimie, to czy można uznać, że obecność polskiego prezydenta - nawet bez możliwości zabrania głosu przed bądź po nim - byłaby błędem?

W Latrun, przed wielkim muzeum czołgów, wisi pięć flag koalicji antyhitlerowskiej. Są to flagi Związku Sowieckiego, Wielkiej Brytanii, USA, Francji i Polski. Jeśli więc w Jerozolimie przemawiał Emmanuel Macron, a nie przewidziano wystąpienia prezydenta Polski, to widać w tym złą wolę organizatorów Forum, zwłaszcza finansującego przedsięwzięcie Mosze Kantora.

Można twierdzić, że Polski po wojnie formalnie nie uznano za członka koalicji, ale wiemy, dlaczego tak się stało. Jednak polski wkład w walkę z hitlerowskimi Niemcami z pewnością nie był mniejszy niż francuski. Odbierając Polsce głos, de facto wykluczono ją z koalicji antyhitlerowskiej. Co oczywiście było na rękę Putinowi.

Chcąc uniknąć takiej sytuacji prezydent Izraela, Reuwen Riwlin, który zresztą będzie na obchodach w Polsce, zaproponował polskiemu prezydentowi - jak twierdzą "The Times of Israel" i "Haaretz" - rolę jedynego mówcy w czasie transmitowanego w mediach otwierającego Forum State Dinner. "Na kolacji" w polskiej logice brzmi niepoważnie, ale w tradycji amerykańskiej i izraelskiej taki keynote speaker - główny mówca - na oficjalnym wydawanym przez prezydenta obiedzie czy kolacji to ważna rola. Wówczas prezydent Duda miałby szansę, aby nadać ton późniejszej konferencji.

A przemówienie na kolacji nie miałoby jednak takiej wagi jak na samym Forum?

O tę wagę należałoby zadbać kanałami dyplomatycznymi i prywatnymi. Postarać się o stworzenie wydarzenia - to już praca polskich dyplomatów w Izraelu.

Inni przemawiają na Forum, a jeden Andrzej Duda na kolacji - to by tylko podkreśliło, że w czasie najważniejszego wydarzenia nie może nic powiedzieć, a na pocieszenie mógł coś powiedzieć do kotleta?

Oczywiście, można by i tak to zinterpretować.

Mówię wyłącznie o możliwościach. Wygłaszając na kolacji swoją mowę, prezydent Polski mógł jednak spróbować nadać ton przed Forum. Możliwe, że mówcy samego Forum odwoływaliby się do jego słów. Prezydent Duda musiałby jednak powiedzieć prawdę - jeśli mówiłby o dramatycznym wzroście antysemityzmu i zakłamywaniu historii, to musiałby też powiedzieć, że takie zjawiska zdarzają się również w Polsce. A tego nigdy by przecież nie powiedział.

Co tak w zasadzie zapamiętamy z tego Forum, jeśli chodzi o polskie wątki?

Przede wszystkim naszą nieobecność. Po drugie: palenie kukły Żyda na rynku we Wrocławiu i fragmenty nagrań z Marszu Niepodległości wśród materiałów filmowych prezentujących współczesny antysemityzm. Część izraelskiej prasy zdecydowanie przypominała, kto w rzeczywistości wywołał II wojnę światową. Pisały o tym media w USA i w Europie. Ale niestety przypomniano też to, co złego działo się w Polsce po 2015 r. w relacjach polsko-żydowskich - choćby ustawę o IPN.

Putin mówił o wspólnikach przy dokonywaniu Holocaustu (cytat z Putina: "Nie zapomnimy o tym, że w tej zbrodni byli wspólnicy, którzy okrucieństwem często prześcigali swych panów. Fabryki śmierci i obozy koncentracyjne obsługiwali nie tylko naziści, lecz także ich wspólnicy"). Wprost nie wymienił Polaków, ale czy na społecznym gruncie w Izraelu i tak wiele osób odczyta, że chodziło właśnie o Polaków?

Tak, ale ludzie będą myśleć nie tylko o Polakach. Także o Ukraińcach, Holendrach, Francuzach czy Austriakach.

Przemówienie Putina nie było tak agresywne jak jego wcześniejsze wypowiedzi. Dlaczego?

Nie bardzo rozumiem, dlaczego rozpętano wokół tego Forum i faktu, że Putin na nim wystąpi, tak straszliwą histerię.

Bo przez parę tygodni Kreml wysuwał oskarżenia pod adresem Polski o przyczynienie się do wywołania II wojny światowej, a ta ofensywa zbiegała się z Forum.

Polska dyplomacja jednak nie docenia rosyjskiej dyplomacji i samego Putina.

Dlaczego?

Agresja słowna Putina na Polskę skierowana była do własnej opinii publicznej. Służy budowaniu nowej pamięci historycznej. Rosyjscy dyplomaci doskonale wiedzieli, że gdyby Putin w Jerozolimie otwartym tekstem oskarżył Polskę o współpracę z hitlerowskimi Niemcami, to naraziłby się na śmieszność i musiałby się spotkać z ostrą reakcją. A nie na tym przecież mu zależało. Cele, które sobie postawił, przyjeżdżając z lekkim spóźnieniem do Jerozolimy, zrealizował w stu procentach. Ale to już zupełnie inna historia i nie dotyczy ani Holocaustu, ani pamięci o nim.

Więcej o:
Weź udział w dyskusji:
Putin mówił o "wspólnikach" nazistów. Była ambasadorka: Ludzie będą myśleć nie tylko o Polakach
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl