System Tor. Ma bronić kolumn czołgów, a to prawdopodobnie on zestrzelił ukraiński samolot

Samowystarczalny, zautomatyzowany i mobilny. Miał reagować w ciągu kilku sekund na zagrożenia z powietrza dla nacierających na Europę Zachodnią kolumn radzieckich czołgów. System Tor do tego zadania ma się świetnie nadawać. Ma jednak też wady, które mogły się przyczynić do tragedii nad Teheranem.

Iran przyznał, że należący do linii Ukraine International Boeing B737, który rozbił się w środę niedługo po starcie z lotniska w Teheranie, został zestrzelony. Zginęli wszyscy obecni na pokładzie - 176 osób. 

Nieoficjalne przecieki do zachodniej prasy ze służb wywiadowczych i zdjęcia rzekomo wykonane w rejonie tragedii wskazują, iż narzędziem zestrzelenia był radziecki/rosyjski system przeciwlotniczy Tor-M1.

Iran zakupił takie uzbrojenie w Rosji w 2005 roku. Kontrakt na niemal miliard dolarów obejmował dostawę 29 mobilnych wyrzutni oraz dodatkowych centrów dowodzenia, radarów, rakiet i usług w postaci szkolenia oraz pomocy w obsłudze.

Zobacz wideo

Szybka reakcja, szybka rakieta i uderzenie masy odłamków

System Tor uchodzi za udaną, choć dość skomplikowaną i drogą konstrukcję radziecką z przełomu lat 70. i 80. To następca wcześniejszego systemu Osa, który znajduje się między innymi na wyposażeniu Wojska Polskiego. Ogólnym przeznaczeniem tego rodzaju broni jest obrona poruszających się w terenie oddziałów przed atakiem z powietrza na krótkich dystansach rzędu kilku kilometrów. Z tego powodu duży nacisk położono na zdolność do poruszania się w terenie, działania w ruchu, szybkiej reakcji i autonomiczność.

Efektem jest system, który wszystko, co konieczne do działania, ma zamknięte na jednym dość dużym pojeździe na podwoziu gąsienicowym (dobre możliwości poruszania się w terenie i dotrzymywania kroku czołgom). Mieści czterech żołnierzy obsługi, radar i osiem rakiet gotowych do startu (w najnowszej wersji już 16). Każda z rakiet ma około trzech metrów długości, waży około 160 kilogramów i krótko po starcie osiąga prędkość ponad dwóch tysięcy km/h. Może sięgnąć cel odległy o około sześć kilometrów. Jest naprowadzany zdalnie komendami z wyrzutni, śledzącej cel radarem. Trafienie powolnego i dużego celu w rodzaju B737, odległego o kilka kilometrów, byłoby dla takiego systemu wyjątkowo proste.

Sama głowica jest niewielka. Waży około 16 kilogramów. Zapalnik ma miniaturowy radar, który wykrywa z małej odległości cel jeszcze zanim rakieta w niego uderzy lub go minie. Dzieła zniszczenia dokonuje nie sam wybuch głowicy, ale uwolniona w jego wyniku chmura małych metalowych odłamków, która ma za zadanie poszatkować wrogi samolot/śmigłowiec/drona. W przypadku tak dużego samolotu jak B737 rakieta systemu Tor mogła nie zamienić go natychmiast w kulę ognia, ale wywołać katastrofalne uszkodzenia, których załoga nie miała szans opanować.

Głowica jest umieszczona nie na czubku rakiety, ale nieco niżej. Jest teoretycznie możliwe, że znajdująca się na czubku część systemu naprowadzania przetrwa eksplozję bez specjalnych uszkodzeń po czym spadnie na ziemię i zostanie sfotografowana. Tak jak to mogło mieć teraz miejsce, ponieważ w sieci krążą już zdjęcia czubka rakiety 9M311, które rzekomo zrobiono w rejonie katastrofy ukraińskiego samolotu.

W idealnych warunkach cztery wyrzutnie systemu Tor działają w grupie wspartej przez mobilne centrum dowodzenia oraz łączności, które może im przekazywać informacje z innych radarów czy środków rozpoznania. To lek na problemy, które wynikają z ograniczonych możliwości niewielkiego radaru zainstalowanego na mobilnej wyrzutni.

Zobacz wideo

System ma słabości

Bardzo autonomiczny i zautomatyzowany charakter systemu Tor mógł się przyczynić do tragedii nad Teheranem. Ponieważ to broń przeciwlotnicza krótkiego zasięgu, to zazwyczaj pojedynczymi wyrzutniami dowodzą stosunkowo młodzi oficerowie, a co za tym idzie mogą mieć niewielkie doświadczenie. Dodatkowo mogą zrobić wszystko sami, od wykrycia celu po jego zniszczenie. Przebywają też w dość ciasnym przedziale bojowym, który nie należy do wygodnych i może powodować zmęczenie.

Ponadto system Tor ma skomplikowaną elektronikę jak na standardy radzieckie sprzed czterech dekad. Proces wykrycia celu, identyfikacji i przygotowania do odpalenia rakiety ma być mocno zautomatyzowany. Chodziło przecież o to, aby maksymalnie skrócić czas reakcji i móc w ciągu kilku sekund zareagować na przykład na amerykański śmigłowiec wyłaniający się zza wzgórza kilka kilometrów dalej.

Wszystko to razem daje pole do popełnienia pomyłki. Do katastrofy ukraińskiego samolotu doszło kilka godzin po irańskim ataku rakietowym na amerykańską bazę w Iraku. Irańskie wojsko na pewno było w maksymalnej gotowości, oczekując prawdopodobnego odwetu USA. Niemal na pewno polegałby na atakach rakietowych i lotniczych, czyli czymś, przed czym ma bronić system Tor. Obsługa mogła być zestresowana i przemęczona wieloma godzinami spędzonymi w ciasnym przedziale bojowym w pełnym napięciu. Do tego mogła być młoda, kiepsko wyszkolona i pozbawiona kontaktu z wyższym dowództwem. Teoretycznie mógł się na to nałożyć jakiś problem z elektroniką, która nie należy już do najnowszych.

To domysły jednak trudno inaczej wytłumaczyć, jak można było popełnić tak gigantyczny błąd. Ukraiński samolot był duży i wolny (jak na standardy wojskowe), dodatkowo wznosił się i leciał z kierunku pobliskiego sporego portu lotniczego. Nadawał też automatyczne sygnały z informacją, czym jest. Obsada systemu przeciwlotniczego stojącego kilka kilometrów od jednego z największych lotnisk Iranu powinna widzieć takie obiekty nieustannie i być do nich przyzwyczajona. Jakim sposobem mogłaby zakwalifikować ukraiński samolot jako wrogi i posłać w jego kierunku rakiety? Trudno zrozumieć.