Spłonął obszar wielkości Słowacji. Pożary w Australii pokazują, jakie są skutki zmian klimatu

Patryk Strzałkowski
Pożary w Australii są szokiem, ale nie zaskoczeniem. Efekty zmian klimatu są dokładnie takie, jak przewidywali naukowcy: fale upałów, zmiana wzorców pogodowych, susze. To wszystko sprawia, że zagrożenie pożarowe jest większe, ogień dociera w nowe miejsca i zajmuje większe tereny. Związek globalnego ocieplenia z pożarami jest jasny. A to dopiero początek kryzysu.

Dziś Piątek dla Klimatu - jak co tydzień w Gazeta.pl i Next.gazeta.pl piszemy na temat związany trwającym kryzysem klimatycznym.

Niebo zabarwiło się na czerwono, lodowce z Nowej Zelandii - na żółto, a po przejściu ognia zostało czarne cmentarzysko martwych drzew i zwierząt. Według szacunków w ostatnich pożarach w Australii zginęło nawet miliard zwierząt, przetrzebiona została populacja narażonych na wyginięcie koali, a niektóre gatunki mogły zostać pchnięte w stronę wymierania. Strażacy, wolontariusze i przypadkowe osoby ratują poparzone koale i inne zwierzęta, ale wiele z nich można już tylko uśpić. 

Lato w Australii dopiero się zaczęło i najgorętszy okres może być dopiero przed kontynentem, a już teraz spłonęła powierzchnia porównywalna z powierzchnią Słowacji. Pożary strawiły tysiące kilometrów kwadratowych buszu więcej niż w czasie ostatnich wielkich pożarów w Amazonii. Zginęły co najmniej 24 osoby, tysiące musiało opuścić swoje domy, a część z nich nie ma do czego wrócić. Na piątek w największych miastach kraju zaplanowano protesty przeciwko rządowi, który nie prowadzi odpowiedzialnej polityki klimatycznej.

Mieszkańcy i strażacy mówią, że to najgorsze pożary, jakie widzieli. A eksperci zwracają uwagę, że - wbrew twierdzeniom m.in. australijskich władz - pożary są ściśle związane z kryzysem klimatycznym. I przedstawiają wizję przegrzanej planety, która stanie się codziennością, jeśli nie zatrzymamy postępującego ocieplenia klimatu. 

>>> Tragiczne pożary w Australii. Strażacy pokazują "przejazd przez piekło". Zobacz materiał wideo: 

Skąd wiemy, że pożary maja związek z kryzysem klimatycznym?

I pożary buszu, i ekstremalnie gorące lato zdarzały się w Australii już wcześniej. Co zatem wyróżnia ten rok? Koncentracja gazów cieplarnianych w atmosferze sama w sobie nie wywołuje pożarów. Ale jej efekty sprawiają, że są lepsze warunki do ich powstawania i rozprzestrzeniania, a wiec pożary są częstsze i większe. 

Rok 2019 był najgorętszym i najbardziej suchym w historii pomiarów w Australii. Kończył najgorętszą dekadę. Silniejsze fale upałów i zmiana wzorców pogodowych (w tym opadów) to przewidywane przez badaczy skutki globalnego ocieplenia. To - w dużym uproszczeniu - związek między pożarami buszu a kryzysem klimatycznym. W raporcie naukowym na zlecenie australijskiego rządu oceniono, że w wielu rejonach Australii globalne ocieplenie znacznie zwiększa ryzyko pożarowe. Np w rejonie stolicy kraju ocieplenie o 2 stopnie Celsjusza zwiększa intensywność pożarów o 25 proc., większa teren objęty pożarami i o połowię zmniejsza okres między wybuchaniem pożarów.  

Zmieniający się klimat wpływa na to, jak groźne są pożary. Według cytowanych przez "Guardiana" naukowców ekstremalna susza i upały pozwalają np. na powstawanie gigantycznych pożarów - pojedyncze osiągają nawet 500 tys. hektarów. Taka skala ognia jest nie do opanowania przez strażaków. Dla porównania - największy pożar lasu w powojennej Europie miał miejsce w Kuźni Raciborskiej w 1992 roku i wtedy spłonęło dziewięć tys. hektarów. 

Roczna anomalia temperatury w Australii (wobec średniej lat 1961-1990) oraz 10-letnia średnia anomalii:

embed

W skali całego kraju pożary nie są największe w historii, ale w skali niektórych stanów - już tak. Np. w Nowej Południowej Walii - najbardziej zaludnionym stanie Australii - spalona powierzchnia jest o ponad milion hektarów większa niż w rekordowych pożarach lat 70. "Guardian" zwraca uwagę, że obecne pożary sięgają gęsto zaludnionych terenów i stanowią większe zagrożenie dla mieszkańców. Ponadto pożary pojawiają się w tym samym czasie na całym kontynencie, a nie tylko w jednym regionie, co jest bezprecedensową sytuacją. Ponadto przez zmieniające się warunki klimatyczne wydłuża się "sezon pożarów". 

Serwis vox.com zwraca uwagę, że pożary do pewnego stopnia są częścią naturalnego cyklu przyrodniczego australijskiej przyrody, a na obecną sytuację składają się różne czynniki, takie jak wiatr (który pomaga w rozprzestrzenianiu się ognia) czy trwająca od 2017 roku susza (znacznie mniejsze są m.in. opady deszczu zimą). Ale fakt, że klimat już teraz ocieplił się o ponad stopień Celsjusza sprawa, że i tak złe warunki są jeszcze gorsze. A w perspektywie mamy ocieplenie się Ziemi o trzy-cztery stopnie, jeśli drastycznie nie ograniczymy emisji gazów cieplarnianych. 

Pożary i ocieplenie wzajemnie się potęgują

Wiemy, że przez fale upałów i zmiany wzorców pogody zmiany klimatu pogarszają zagrożenie pożarami. Jednak działa to też w drugą stronę - spalanie ogromnych terenów i niszczenie ekosystemów dodatkowo potęguje efekt cieplarniany. 

Spalanie roślin emituje nie tylko dym i zanieczyszczenie powietrza, które są groźne dla zdrowia. Przez pożary do atmosfery uwalniany jest także dwutlenek, który wcześniej zmagazynowały rośliny. Global Carbon Project oszacowało, że od września z powodu pożarów do atmosfery dostało się 350 mln ton dwutlenku węgla. To dwie trzecie rocznych emisji Australii związanych z działalnością człowieka lub więcej niż wszystkie emisje z Polski.  

Lasy i inne naturalne ekosystemy mogą być pomoce w walce i przystosowaniu się do zmian klimatu. Jednak ich niszczenie ma przeciwny efekt i tylko dokłada się do kryzysu. W tym wypadku mamy do czynienia ze sprzężeniem zwrotnym lub spiralą - przez spowodowane przez ludzi ocieplenie płonie więcej lasów, to emituje dodatkowe gazy cieplarniane, atmosfera bardziej się ociepla, przez co zagrożenie pożarami jeszcze rośnie.  

Wizja przyszłości na przegrzanej Ziemi

Grudzień w Australii był o ponad trzy stopnie gorętszy od średniej. Był to najgorętszy grudzień w historii pomiarów w kraju, z najmniejszą sumą opadów, padły kolejne rekordy temperatury dziennej dla kraju i niektórych miast. 

To wszystko działo się przy globalnym poziomie ocieplenia o ponad stopnień Celsjusza. Już wkrótce świat sięgnie pułapu półtora stopnia, a jeśli nie ograniczymy emisji gazów cieplarnianych, to do końca stulecia będą to trzy-cztery stopnie. To, co dziś jest ekstremalnymi warunkami, będzie wtedy codziennością - a ekstrema będą jeszcze gorsze. 

Anomalie temperatury w Australii w 2019 roku (ciemny pomarańcz - rekordowe, pomarańcz - dużo powyżej średniej, żółty - powyżej średniej):

embed

Badacz klimatu Michael Mann w wywiadzie przestrzegał jednak przed określaniem ekstremalnej pogody i pożarów w Australii jako "nowej normalności". Argumentuje, że wkraczamy na nowe, nie do końca przewidywalne terytorium zmian klimatycznych i mogą istnieć procesy w naturze, które nie są przewidywane w wykorzystywanych przez naukowców modelach. 

Przykładem ekstremalnego zjawiska jest np. to, jak pożary w Australii "tworzą własną pogodę" na dużą skalę. Jak opisuje biuro meteorologiczne stanu Victoria, nad pożarami tworzą się chmury typu pyrocumulonimbus. Powstają one nad wielkimi źródłami ciepła - jak pożary czy wulkany - i są dodatkowo zanieczyszczone pyłem. Z tych chmur mogą powstać burze, a pioruny wywołują... kolejne pożary buszu. W ten sposób jedne pożary pośrednio przyczyniają się do powstawania kolejnych. 

Istnieje duża możliwość, że w naszych obecnych modelach nie doceniamy, jak źle sprawy mogą się potoczyć z powodu efektu kaskadowego. Nagle wszystko się pogarsza, ponieważ pojawiają się zupełnie nowe zjawiska. To nie daje nam - naukowcom, którzy zajmują się zmianami klimatu - spać po nocach

- powiedział Mann. 

Australijska katastrofa to lekcja dla Polski

Efekty kryzysu klimatycznego w Australii mogą wydawać się odległe - zarówno przez to, jak daleko leży kontynent i to, jak tamtejsze ekstrema pogodowe różnią się od tego, co mamy obecnie w Polsce. Jednak zmiany klimatu nas nie ominą i będą miały podobne skutki, nawet jeśli będzie to na mniejszą skalę. Od lat Polska wysycha, nasilają się fale upałów. To będzie przyczyniać się do pożarów. Już za 20-30 lat upały będą w naszym kraju przekraczać 40 stopni Celsjusza. 

Jeśli nie zredukujemy emisji gazów cieplarnianych i nie przygotujemy się na skutki ocieplenia, to do podobnych jak w Australii katastrof, czyli ogromnych pożarów lasów i pól uprawnych, z którymi nie będą w stanie poradzić sobie służby, dochodzić będzie także w naszym kraju - uważa prof. Zbigniew Karaczun z SGGW, ekspert Koalicji Klimatycznej. - Dlatego też tak ważne jest to, aby wreszcie nasz rząd zmienił swoje podejście do polityki klimatycznej i rozpoczął działania na rzecz osiągnięcia przez Polskę neutralności klimatycznej - podkreślił.

Masz pytanie lub pomysł na temat, o którym powinniśmy napisać? Wyślij maila do autora na adres patryk.strzalkowski@agora.pl. Jeśli chcesz co tydzień otrzymywać podsumowanie najważniejszych informacji dotyczące środowiska i klimatu, ciekawe teksty i nie tylko, dopisz się do naszego Zielonego Newslettera na newslettery.gazeta.pl

Więcej o:
Weź udział w dyskusji:
Spłonął obszar wielkości Słowacji. Pożary w Australii pokazują, jakie są skutki zmian klimatu
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl