Irańskie rakiety to potężna broń. Zwłaszcza jeśli nie są używane

Irański arsenał rakietowy jest głównym straszakiem przy każdym wzroście napięć na Bliskim Wschodzie. Rzeczywiście stanowi zagrożenie, ale mniejsze niż mogłoby się wydawać. Jego największa wartość to samo istnienie.

Najnowszym pokazem możliwości irańskiego arsenału rakietowego był atak na amerykańską bazę Al-Asad w nocy z siódmego na ósmego stycznia. Irańskie media twierdzą, że Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej wystrzelił w jej kierunku kilkanaście rakiet balistycznych krótkiego zasięgu Fateh-313 i Qiam. Według Amerykanów nie ucierpiał żaden ich żołnierz. Według Irańczyków 80 zginęło a 200 jest rannych.

Bardziej wiarygodna jest wersja amerykańska, ponieważ ofiar na dłuższą metę nie dałoby się ukryć. W mediach w USA pojawiają się sugestie, oparte na informacjach anonimowych informatorów z Pentagonu, że Irańczycy musieli celowo nie chcieć trafić, aby nie eskalować napięcia bardziej niż to konieczne. Na potrzeby propagandowe ogłosili sukces i zemstę za zabicie kilka dni temu przez wojsko USA swojego ważnego generała Kasema Sulejmaniego.

Z drugiej strony pierwsze zdjęcia satelitarne zaatakowanej bazy pokazują ślady po eksplozjach na jej terenie, wśród zabudowań, co by raczej przeczyło wersji o celowaniu obok. Wobec tego bardziej prawdopodobne staje się to, że po prostu wszyscy zdążyli schować się w schronach i na jaw wyszły ograniczenia irańskich rakiet, o których piszę poniżej. Czy było to celowe, czy nie, raczej nie pokazały się jako śmiertelne zagrożenie, jak je zwykły malować media. Wręcz przeciwnie.

Zobacz wideo

Błądzenie w oparach propagandy

Nie ulega przy tym wątpliwości, że jeśli chodzi o skalę programu rakietowego Iran jest potęgą na Bliskim Wschodzie. Różnych typów rakiet jest całe mnóstwo. Od takich o zasięgu kilkudziesięciu kilometrów, do takiej zdolnej przelecieć podobno dwa tysiące kilometrów lub wynieść satelitę na orbitę. Iran w ciągu trzech dekad zdołał od zera (przy skrytej współpracy z Chinami i Koreą Północną) stworzyć imponujący potencjał, co samo w sobie jest dużym osiągnięciem.

Problem w tym, że nie ma wiarygodnych szczegółowych danych na temat żadnej z irańskich rakiet. To, co Iran sam podaje do wiadomości publicznej, można z całą pewnością traktować jako propagandę. Dane wywiadowcze uzyskane przez inne państwa są tajne. Ujawniane są jedynie ogólniki. I jedynie na takim ogólnikowym poziomie można pisać na temat irańskiego arsenału rakietowego.

Są jednak pewne niezmienne problemy, z którymi musi się zmierzyć każde państwo, opracowujące swoje rakiety balistyczne.

Trafić choćby gdzieś w okolicy celu

Pierwszym kluczowym problemem jest celność. Sprawić, żeby rakieta przeleciała dwa tysiące kilometrów to jedno. Trzeba jednak jeszcze sprawić, aby trafiła w cel, albo przynajmniej w jego pobliżu. Dopiero wtedy będzie miała realną wartość bojową.

Celność rakiet balistycznych określa się przy pomocy współczynnika CEP. Jego wartość mówi, w okręg o jakiej średnicy trafi połowa wystrzelonych rakiet wycelowanych w środek tegoż okręgu. Na przykład najcelniejsze rakiety balistyczne Rosji czy USA mają mieć współczynnik CEP na poziomie kilku metrów. Chodzi przy tym o pociski krótkiego zasięgu. Te mogące przelecieć kilka tysięcy kilometrów w najlepszym wypadku schodzą do nieco poniżej stu metrów.

Tego rodzaju wartości można osiągnąć, stosując mieszankę systemów nawigacji inercyjnej ("wyczuwającej" ruchy rakiety i na tej podstawie określające gdzie się znajduje), astronawigacji (ustalają położenie dzięki obserwacji kilku wybranych gwiazd), nawigacji satelitarnej i systemów naprowadzania w ostatniej fazie lotu (różnymi metodami skanują teren poniżej i porównują z jego obrazem zapisanym w pamięci).

Wartości rzędu tych osiąganych przez najlepsze rakiety Rosji czy USA są jednak raczej nieosiągalne dla Iranu. Choćby przez fakt, że trudno uwierzyć, iż obłożone szczelnymi sankcjami i stosunkowo biedne państwo zdoła osiągnąć podobny poziom technologii nawigacji i naprowadzania jak największe mocarstwa, które pracowały nad tym problemem od lat 50., wydając nań ogromne fundusze.

Jakie współczynniki CEP mogą więc mieć irańskie rakiety? Oczywiście dokładnie nie wiadomo. Irańczycy twierdzą, że ich najcelniejsze rakiety Fateh-110 i ich rozwinięcie Fateh-313 mają mieć CEP rzędu stu metrów. Zachodni eksperci powątpiewają jednak w takie twierdzenia. Prawdopodobnie jest to wartość większa.

Zobacz wideo

Ograniczona moc głowic

Domniemana ograniczona celność irańskich rakiet ma kluczowe znaczenie w połączeniu z drugim problemem - rozmiarem i potencjałem wybuchowym głowic. Szacunki na podstawie ogólnych rozmiarów rakiet prezentowanych publicznie pozwalają domniemywać, że mają one masę od kilkuset kilogramów do około tony. To ogólnoświatowy standard. Wbrew pozorom to niewiele, kiedy mowa o konwencjonalnych materiałach wybuchowych, które poważne szkody mogą wyrządzić w promieniu kilkuset metrów.

Gdyby chodziło o głowicę jądrową to sprawa byłaby zupełnie inna. Tych jednak Iran nie posiada. Na ma też informacji o tym, aby posiadał broń biologiczną lub chemiczną, a co za tym idzie stosowne głowice do swoich rakiet.

Sumując rakiety o ograniczonej celności z głowicami o stosunkowo niedużych możliwościach, uzyskujemy broń, która nie nadaje się do precyzyjnych ataków, do jakiego przyzwyczaiły nas nagrania uderzeń w wykonaniu państw zachodnich w ostatnich dekadach. Nie nadają się też do wywoływania jakichś apokaliptycznych zniszczeń na miarę III wojny światowej.

Lepiej nie robić nic

Irańskie rakiety nie są więc jakąś superbronią. Oczywiście w odpowiedniej ilości i przy odpowiedniej dozie "szczęścia" mogłyby wyrządzić bolesne straty na przykład na terenie baz wojskowych, które są dużymi celami. Choćby podczas ciągle trwającej wojny w Jemenie tamtejsi rebelianci dysponującymi radzieckimi rakietami balistycznymi dość starego systemu Toczka zdołali kilka razy trafić nimi w bazy wojsk koalicji pod wodzą Arabii Saudyjskiej, zabijając po kilkudziesięciu lub ponad stu żołnierzy na raz.

Jednak czy można sposób zmusić wrogie państwo w rodzaju Arabii Saudyjskiej do uległości czy zniszczyć siły USA w rejonie Zatoki Perskiej. Wątpliwe. Zabić kilkuset żołnierzy i wyrządzić dotkliwe szkody materialne? Owszem. Odnieść totalne zwycięstwo? Zrujnować miasto wielkości Warszawy? To już nie.

Z drugiej strony tego rodzaju rakiety mogą być idealną bronią terrorystyczną. Trafienie w cel wielkości miasta to znacznie prostsze zadanie niż na przykład w centrum dowodzenia. Władze żadnego państwa będącego potencjalnym wrogiem Iranu nie mogą zignorować możliwości, choćby była ona mała, że irańska rakieta będzie miała "szczęście" i trafi w środek zatłoczonego skrzyżowania zabijając kilkuset cywili.

Z tego powodu irańskie rakiety mają znacznie większy potencjał, kiedy sobie spokojnie stoją w podziemnych korytarzach i są od czasu do czasu pokazywane w materiałach propagandowych, niż kiedy są wystrzeliwane. Samo ich istnienie i groźba użycia zmusza potencjalnych przeciwników do innego traktowania Iranu. Gdyby już doszło do otwartego konfliktu, to z dużym prawdopodobieństwem irańskie rakiety balistyczne osiągnęłyby znacznie mniej, niż można by się spodziewać po tym, jak są przedstawiane w mediach.

Zwłaszcza, że buńczuczne deklaracje Irańczyków o zdolności do wystrzelenia tysięcy rakiet w krótkim czasie, można włożyć między bajki. Byłoby to możliwe w odniesieniu do tych o najkrótszym zasięgu, jednak nie tych o zasięgach rzędu kilkuset kilometrów czy więcej. Po prostu wymagałoby to tysięcy wyrzutni i dziesiątek tysięcy żołnierzy obsługi a takich sił Iran nie ma. Dla kontrastu zachodnie szacunki na temat irańskich rakiet średniego zasięgu (czyli tych mogących teoretycznie przelecieć do około dwóch tysięcy kilometrów) Shahab-3/Ghadr-110/Sejjil-2 (nazwy i typy irańskich rakiet balistycznych to prawdziwy galimatias, którego nie będę nawet próbował tutaj tłumaczyć) mówią o może stu gotowych do użycia.

Naprawdę niebezpieczny arsenał rakietowy Iranu zrobi się dopiero wtedy, kiedy powstaną pierwsze irańskie głowice jądrowe a Irańczykom uda się rozwiązać szereg problemów związanych z ich użyciem na rakietach balistycznych (głównie osłona przed dużymi temperaturami wywoływanymi przez tarcie podczas lotu z wielkimi prędkościami). Wówczas Teheran będzie miał bardzo skuteczną broń odstraszania. Celność i masa głowicy stają się znacznie mniejszymi problemami, kiedy detonacja może wyrządzić szkody w promieniu wielu kilometrów.

Zobacz wideo