Iran zaatakował dwie amerykańskie bazy w Iraku. Pentagon szacuje straty

Iran ostrzelał dwie bazy wojskowe Stanów Zjednoczonych w Iraku. To odpowiedź na zabicie przez Amerykanów dowódcy irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej generała Kasima Sulejmaniego. Waszyngton zareagował na atak powściągliwie.

Według resortu obrony USA Iran wystrzelił kilkanaście rakiet balistycznych, które spadły na bazy wojskowe Asad i w Irbilu. Jak dotąd nie ma doniesień o ofiarach wśród Amerykanów.

Według informacji MON, Polakom stacjonującym w bazie Al-Asad nic się nie stało.

Tymczasem irańska telewizja podała, że w atakach na bazy zginęło 80 amerykańskich żołnierzy, zniszczone zostały samoloty oraz inny sprzęt wojskowy.

Donald Trump monitoruje sytuację 

Pentagon szacuje straty. Rzeczniczka Białego Domu Stephanie Grisham poinformowała, że Donald Trump monitoruje sytuację. Prezydent USA spotkał się późnym wieczorem czasu lokalnego z doradcami do spraw bezpieczeństwa narodowego. Biały Dom poinformował jednak, że w najbliższych godzinach nie należy się spodziewać oświadczenia prezydenta.

O ataku zostali także poinformowani politycy Partii Demokratycznej, którzy spotykali się w parlamencie w sprawie procedury impeachmentu Donalda Trumpa. - Musimy się modlić - powiedziała obecna na spotkaniu członkini kongresu Debbie Dingell. Przewodnicząca Demokratów w Izbie Reprezentantów Nancy Pelosi oświadczyła, że Stany Zjednoczone i świat nie mogą pozwolić sobie na wojnę.

Po irańskim ataku wzrosły ceny ropy na rynkach światowych do poziomu ponad 70 dolarów za baryłkę. Eksperci spodziewają się spadku cen akcji na giełdach. Prezydent Donald Trump ostrzegał we wtorek, że irański odwet za zabicie generał Sulejmaniego może spotkać się z surową odpowiedzią Stanów Zjednoczonych.

Zobacz wideo
Więcej o: