Australia. Rodzina na sześć dni uwięziona w kinie przez pożary. Oglądali "Krainę Lodu"

Czteroosobowa rodzina spędziła swoje wakacje w Australii uwięziona w kinie z powodu pożarów buszu. Razem z setkami innych osób czekali na ewakuację od sylwestra. - To było jak pułapka - wspomina Meaghan Wegg. Rodzice starali się uspokajać dzieci przez zabawy i filmy.
Zobacz wideo

Meaghan Wegg i jej mąż Tim Buckley przylecieli do Australii na wakacje tuż po Bożym Narodzeniu. Australijsko-kanadyjska rodzina przebywała na południowo-wschodnim wybrzeżu, w okolicy miasta Mallacoota - opisuje CNN.

W sylwestra - wspominają - temperatura przekroczyła 40 stopni, dlatego zabrali dzieci (3-letnia Georgia - 5-letni Jackson) na plażę, by chłodzić się w wodzie. Wtedy usłyszeli syreny alarmowe i wezwanie do natychmiastowej ewakuacji. Uciekli na inną plażę. Nocą niebo było zabarwione na pomarańczowo, widać był zbliżający się ogień, choć był zimno. Nad ranem musieli uciec do innego schronienia. 

W końcu rodzina - tak jak kilkaset innych osób - trafiła do lokalnego kina, które zamieniono na schronienie dla uciekających.  

 

Ewakuacja śmigłowcem

Rodzina pozostała tam przez sześć dni. Spali na matach. Do środka dostawał się dym i popiół, nieraz musieli zakładać maski. Jak widać na jednym z nagrań, które Wegg zamieściła na Instagramie, w środku dnia niebo nad Mallacootą było zabarwione na czerwono. 

Rodzice starali się pocieszać i uspokajać dzieci przez gry i zabawy, szczególnie 3 stycznia, kiedy przypadały urodziny córki. W kinie puszczano im też filmy, m.in. bajkę "Krainę Lodu", która dzieje się w lodowej krainie. 

Tymczasem władze lokalne sporządzały listy ewakuacji i m.in. rodziny z małymi dziećmi zapisano na ewakuację śmigłowcem, a niektóre inne - łodziami. Jednak dym przez pewien czas uniemożliwiał lądowanie. W pewnym momencie musieli dojechać na lokalne lotnisko, gdzie czekali na śmigłowce, jednak znów nie udało się wylądować i musieli wrócić na jeszcze jedną noc do kina. W końcu ewakuacja się udała.

 

Australia: strażacy przygotowują się na pogorszenie pogody pod koniec tygodnia

Ponad 2 tysiące domów zostało zniszczonych w pożarach, z którymi od kilku miesięcy zmaga się Australia. Zginęło 25 osób, a trzy uznaje się za zaginione. W ostatnich dniach pogoda poprawiła się, dając mieszkańcom i strażakom chwilę wytchnienia. Opady deszczu, które przeszły nad niektórymi regionami, częściowo zmniejszyły pożary. Nie były jednak wystarczające, aby całkowicie je ugasić.

Synoptycy zapowiadają powrót trudnych warunków pod koniec tygodnia. W piątek temperatury mogą osiągnąć nawet 35 stopni na południowo-wschodnim wybrzeżu Australii, a w głębi lądu - nawet 40 stopni. Takie warunki sprzyjają powstawaniu burz bez opadów, a wyładowania atmosferyczne mogą tworzyć kolejne pożary.

Straż pożarna rozmieściła ponad 2600 funkcjonariuszy, którzy mają budować zapory powstrzymujące rozprzestrzenienie się ognia między obszarami płonącego buszu i terenami zamieszkanymi przez ludzi. W pożarach zginęły miliony zwierząt, także z gatunków chronionych. Z powodu zmian klimatu upały i susze, które sprzyjają powstawaniu pożarów, są coraz bardziej prawdopodobne i intensywne. 

Więcej o: