Jeśli nie Trump, to kto? W 2020 r. Stany Zjednoczone wybiorą prezydenta

Wiceprezydent z czasów Obamy, zdeklarowany socjalistyczny rewolucjonista, pogromczyni wilków z Wall Street, 37-letni homoseksualny burmistrz prowincjonanego miasteczka i miliarder kontrolujący największą na świecie agencję prasową - prawdopodbnie jedna z tych osób będzie w przyszłym roku walczyć z Donaldem Trumpem o urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych. Co różni poszczególnych kandydatów i o co toczy się polityczna gra w USA?

Trzy lata temu świat zszokowało zwycięstwo Donald Trumpa - miliardera i celebryty, któremu początkowo nikt nie dawał szans na wygraną. Od tego czasu nic w amerykańskiej polityce nie jest już takie samo: Stany Zjednoczone porzuciły rolę strażnika światowego ładu i zaczęły realizować swoje - specyficznie pojęte - interesy.

Trump rozpoczął budowę muru na granicy z Meksykiem, zerwał porozumienie nuklearne z Iranem, wycofał amerykańską armię z Syrii, zaczął wojnę handlową z Chinami, poparł brexit oraz wycofał się z paryskiego porozumienia klimatycznego. Zmienił się również styl amerykańskiej polityki i - jak twierdzą krytycy prezydenta - zniszczone zostały jej standardy, co w ostateczności doprowadziło do formalnego oskarżenia Trumpa o nadużycia władzy i obstrukcję parlamentarnego śledztwa. Impeachment Trumpa jest jednak mało prawdopodobny, ponieważ Republikanie mają większość w amerykańskim Senacie. Wszystko wskazuje na to, że Trump będzie ubiegać się o reelekcję. 

2020 - rok walki o wszystko

Przyszłoroczne wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych, które odbędą się 3 listopada 2020 roku, będą zacięte jak nigdy dotąd. Choć wszyscy potencjalni konkurenci Trumpa zgadzają się co do tego, że urzędujący prezydent musi stracić władzę, ich poglądy na inne tematy - od służby zdrowia, przez system podatkowy, kryzys klimatyczny i postęp technologiczny, po politykę międzynarodową - są radykalnie odmienne.

Prawybory, podczas których zwolennicy Partii Demokratycznej będą wybierać kandydata na prezydenta, formalnie rozpoczną się w lutym 2020 r. Ich zwycięzcę poznamy w lipcu. Amerykańska opinia publiczna zadaje sobie dziś dwa pytania. Po pierwsze, kto wygra prawybory? Po drugie, kto ma największe szanse wygrać w konfrontacji z Trumpem?

Jak pokazują sondaże poparcia, preferencje wyborców są zmienne, więc to, co stanie się w lipcu, może nas zaskoczyć. Niemniej faworytem w prawyborach jest aktualnie były wiceprezydent Joe Biden, którego popiera około 28 proc. wyborców. Za nim plasują się tzw. progresywni kandydaci, czyli Bernie Sanders i Elizabeth Warren z poparciem na poziomie odpowiednio 19 i 15 proc. W grze liczą się również Pete Buttiegieg (8 proc.) i Michael Bloomberg (5 proc.). Według zagregowanych badań z grudnia Biden i Sanders mogą liczyć na wygraną z Trumpem, jednak ich przewaga nad obecnym prezydentem wynosi jedynie między 2,4 a 4,4 proc. Sondaże są mniej łaskawe dla Buttigiega, Warren i Bloomberga. Ktokolwiek uzyska nominacje, walka będzie wyrównana.

Joe Biden - wiceprezydent z czasów Obamy

Joe BidenJoe Biden STEVE MARCUS / AP

Joe Biden był wiceprezydentem przez dwie kadencje w czasach prezydentury Baracka Obamy. W przeszłości dwukrotnie bezskutecznie ubiegał się o prezydencką nominację: w 1998 i 2008. Wcześniej przez niemal cztery dekady był senatorem z Delaware. Długie doświadczenie 77-letniego polityka stanowi zarówno jego atut, jak i obciążenie. Progresywni krytycy wskazują na to, że Biden przyczynił się do podjęcia decyzji, które dziś uważana są za błędne, np. poparł wojnę z Irakiem w 2002 r.

Biden krytykuje Trumpa odwołując się do retoryki "amerykańskich wartości" i przedstawia się jako kandydat, który ma największe szanse na usunięcie go od władzy, ponieważ może liczyć na poparcie części republikańskich wyborców. - Jeśli damy Donaldowi Trumpowi osiem lat w Białym Domu, on na zawsze fundamentalnie zmieni charakter naszego narodu, tego kim jesteśmy. Nie mogę stać i patrzeć, jak to się stanie - mówił Biden tłumacząc, dlaczego zdecydował się na udział w prawyborach.

Konflikt między Bidenem a Trumpem już teraz jest ostry, ponieważ jest ściśle związany z procedurą impeachmentu urzędującego prezydenta. Demokraci twierdzą, że prezydent USA miał uzależniać wznowienie amerykańskiej pomocy wojskowej dla Ukrainy od pomocy w znalezieniu "haków" na swojego politycznego oponenta. Trump usiłował znaleźć dowody na to, że syn byłego wiceprezydenta Hunter Biden dopuszczał się przestępstw jako członek rady nadzorczej ukraińskiej spółki gazowej Burisma. W głośnej rozmowie z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim, Trump domagał się, aby ten wszczął śledztwo w tej sprawie. - Rosjanie nie chcą, żebym był prezydentem, a Trump nie chce, żebym uzyskał nominację" - powiedział Biden, komentując ten konflikt. 

>>> Joe Biden jest jednym z polityków dążących do impeachmentu Trumpa. Zobacz co mówi na ten temat:

Zobacz wideo

Bernie Sanders - demokratyczny rewolucjonista

Bernie SandersBernie Sanders Fot. Elise Amendola / AP Photo

Bernie Sanders to legenda amerykańskiej lewicy. W latach osiemdziesiątych, po tym, gdy głosząc otwarcie socjalistyczne postulaty, został burmistrzem Burlington w stanie Vermont, dowiedziała się o nim cała Ameryka. W kolejnych latach Sanders dłużej niż jakikolwiek inny polityk był niezależnym kongresmenem. 78-letni polityk, który sam określa się jako "demokratyczny socjalista", ma polsko-żydowskie korzenie.

W 2016 roku Sanders konkurował w prawyborach z Hilary Clinton. Chociaż przegrał, jego progresywne postulaty weszły do politycznego mainstreamu, a on sam zbudował dużą bazę zwolenników. Senator z Vermont opowiada się za zniesieniem opłat za studia, powszechnym ubezpieczeniem zdrowotnym oraz minimalną stawką godzinową na poziomie 15 dolarów.

Sanders regularnie określa Trumpa jako "patologicznego kłamcę" i "najbardziej skorumpowanego prezydenta w historii". Jednocześnie media głównego nurtu często przedstawiają jego samego jako "radykała", a jego polityczne plany opisywanie są niekiedy jako równie rewolucyjne, co prezydentura Trumpa, nawet jeśli mają być jej przeciwieństwem. Sanders i jego zwolennicy słyną z krytyki finansowego i politycznego establishmentu i upatrują nadziei na zwycięstwo w mobilizacji amerykańskiej klasy pracującej.

>>> Kim jest Bernie Sanders? Zobacz jak ogłasza swoją kandydaturę:

Zobacz wideo

Elizabeth Warren - pogromczyni wilków z Wall Street

Elizabeth WarrenElizabeth Warren Andy Barron / AP / AP

Elizabeth Warren jest obok Sandersa uznawana za kandydatkę progresywną. W trakcie kryzysu ekonomicznego w 2008 roku zasłynęła naciskiem na surową i drobiazgową regulację rynków finansowych, jak również spektakularnymi przesłuchaniami dyrektorów z Wall Street. Zanim została senatorką z Massachusetts w 2011 r., 70-letnia polityczka zajmowała się prawem upadłościowym na uniwersytecie Harvarda.

Pod koniec 2018 roku Warren wykonała test DNA, mający udowodnić jej pochodzenie z plemienia Czirokezów. Wywołało to spore kontrowersje, polityczka oskarżona została o rasizm, a Donald Trump wykorzystał tę sytuację i okrzykną ją "Pocahontas". Warren przeprosiła Czirokezów i - pomimo tymczasowego spadku notowań - wróciła do gry.

Senatorka z Massachusetts w kampanii zapowiada opodatkowanie osób szczególnie bogatych, rozbicie "monopolu gigantów" (tj. największych korporacji) i ograniczenie lobbingu w Waszyngtonie. Chce również zwiększyć dostęp do służby zdrowia oraz anulować część długów studenckich.

Pete Buttigieg - rewolucyjny powrót lepszych czasów

Pete ButtigiegPete Buttigieg Fot. Charlie Neibergall / AP Photo

Pete Buttigieg, do niedawna mało znany burmistrz niewielkiego miasta South Bend w stanie Indiana, w połowie tego roku niespodziewanie zyskał dużą popularność oraz wsparcie darczyńców. "Burmistrz Pete" - jak określają go niekiedy media - godzi religijne zaangażowanie ze światopoglądowym liberalizmem oraz doświadczenie pokolenia millenialsów z tradycyjną karierą opartą o służbę publiczną. Otwarcie mówi też o swoim homoseksualizmie. Gdyby został prezydentem Stanów Zjednoczonych, byłby nie tylko najmłodszym prezydentem w historii, ale również pierwszym prezydentem otwarcie deklarującym homoseksualizm. Jego retoryczne zdolności oraz wizjonerski entuzjazm sprawiły, że media często porównują go do Baracka Obamy.

Choć początkowo 37-letni absolwent Harvardu, weteran wojny w Afganistanie i lokalny polityk dbający o codzienne problemy zwykłych ludzi zdawał się obiecywać polityczną rewolucję, z czasem pojawiły się głosy krytyczne wobec jego kandydatury. Część komentatorów przekonuje, że nie jest on w stanie zdobyć kluczowych dla demokratycznego kandydata na prezydenta głosów Afroamerykanów (obciąża go sprawa rasizmu w jednostce policji w zarządzanym przez niego South Bend). Progresywni kandydaci zwracają z kolei uwagę na to, że Buttigieg nie chce zniesienia odpłatności za studia ani radykalnej reformy służby zdrowia.

Michael Bloomberg - nowy, lepszy Trump

Michael BloombergMichael Bloomberg Fot. Eric Risberg / AP Photo

Michael Bloomberg dołączył do wyścigu o nominację prezydencką w listopadzie. Dlatego jego kandydatura jest w tym momencie bardzo nieprzewidywalna. Wiele wskazuje na to, że polityk celowo zwlekał z włączeniem się w prawybory. Wejście w kampanię, gdy liczy się już tylko kilka nazwisk, ułatwiło mu wykorzystanie swoich zasobów finansowych do promowania swojej kandydatury. Od końca listopada miliarder codziennie wydaje 3,7 mln dolarów na reklamy polityczne.

Bloomberg jest jednym z najbogatszych ludzi na świecie, jego majątek wycenia się na 52 miliardy dolarów (dla porównania prywatny majątek Trumpa wynosi według rożnych szacunków około 3 miliardy dolarów). Kontroluje m.in. Bloomberg L.P., największą na świecie agencję prasową specjalizującą się w dostarczaniu informacji na temat rynków finansowych. W latach 2002 - 2013 Bloomberg był burmistrzem Nowego Jorku. W przeszłości przez lata związany był z Partią Republikańską, chociaż de facto reprezentował liberalne poglądy polityczne.

Bloomberg nie mówi wiele o konkretnych propozycjach, ale jego kandydatura ma być odpowiedzią na "dryfowanie Partii Demokratycznej na lewo". Konkurenci z Partii Demokratycznej nie szczędzą mu słów krytyki. "Jestem zdegustowany pomysłem, że Michael Bloomberg lub jakikolwiek miliarder myśli, że może obejść proces polityczny i wydać dziesiątki milionów dolarów na zakup wyborów" - napisał Sanders po ogłoszeniu przez Bloomberga jego politycznych ambicji.

O co toczy się gra?

Nie wiemy, kto będzie walczyć z Trumpem o prezydenturę w 2020 r., jednak już dziś wskazać można trzy prawdopodobne scenariusze. Po pierwsze, prawybory w Partii Demokratycznej wygrać może przedstawiciel progresywnej lewicy - Sanders lub Warren. Wówczas kluczowym pytaniem będzie to, jaka część wyborców niechętnych Trumpowi jest w stanie zaakceptować "radykalne" postulany gospodarcze, takie jak powszechne ubezpieczenia zdrowotne czy wysokie podatki dla najbogatszych.

W kolejnym scenariuszu, do walki z Trumpem stanie Biden lub Buttigieg. Choć 37-letni "burmistrz Pete" i 77-letni ekswiceprezydent na pierwszy rzut oka wydają się być bardzo różni, w istocie obaj są kandydatami politycznego i ekonomicznego establishmentu, który marzy o powrocie do czasów Obamy. W tym scenariuszu kluczowe dla pokonania Trumpa jest pytanie o to, czy wyborcy z klasy pracującej, jak również przedstawiciele mniejszości, zdecydują się oddać głos na kandydata Demokratów.

Ostatni scenariusz to konfrontacja Trumpa i Bloomberga. Gdyby faktycznie miała ona miejsce, oznaczać będzie to nową epokę w dziejach politycznych Stanów Zjednoczonych, w której demokratyczna kultura oparta o system dwupartyjny zastąpiona została przez plutokrację - system, w którym najwyższy urząd trafia w ręce miliarderów będących w stanie wpływać na proces polityczny za pomocą prywatnego majątku.