Ratownik o erupcji wulkanu na wyspie White: Sytuacja przypominała sceny z serialu "Czarnobyl"

- Jestem przekonany, że nie przeżył nikt, kto pozostał na wyspie - powiedział podczas konferencji prasowej wiceszef nowozelandzkiej policji, John Tims. Kolejne doniesienia o erupcji wulkanu w Nowej Zelandii składają się na przerażający obraz.

Władze Nowej Zelandii potwierdziły, że wskutek wczorajszego wybuchu wulkanu na wyspie White zginęło 6 osób. Osiem wciąż uznaje się za zaginione. Ponad 30 turystów doznało poważnych poparzeń.

Ratownik o erupcji: jak scena z serialu "Czarnobyl"

Russel Clark, jeden z ratowników uczestniczących w akcji ratowniczej po wybuchu wulkanu mówił, że wyspa wyglądała podobnie jak w scenach z serialu "Czarnobyl". - Wszystko dookoła było pokryte popiołem - opisywał. - Jeden z helikopterów, które były na wyspie w chwili wybuchu, miał urwane łopatki wirnika - dodał.

>>> Zobacz jak wyglądał wybuch wulkanu w Nowej Zelandii:

Zobacz wideo

W ewakuacji turystów uczestniczyły cztery helikoptery i łodzie. Michael Schade, mężczyzna który przebywał w okolicy wyspy zarejestrował erupcję i tłoczących się na brzegu ludzi.

Ustalono, że w chwili wybuchu na wyspie White przebywało w sumie 47 turystów, między innymi z Wielkiej Brytanii, Niemiec, Nowej Zelandii, Chin, Malezji oraz Australii i USA. Część z nich przebywała przy samym kraterze wulkanu.

Organizatorzy wycieczki mogą stanąć przed sądem

Wyspa White jest położona niedaleko wyspy północnej Nowej Zelandii i uważana za jeden z najbardziej aktywnych sejsmicznie terenów w kraju. Codziennie setki turystów przypływają tam wycieczkowymi statkami.

Jak podaje "The New Zealand Herald", do touroperatorów od dawna napływały sygnały, że teren w pobliżu wulkanu na wyspie jest bardzo niebezpieczny. Mimo to organizatorzy wycieczek nadal wysyłali tam grupy zwiedzających. - Mogą zostać oskarżeni o spowodowanie śmierci tych osób, jeśli udowodni im się, że nie chronili w wystarczający sposób swoich klientów - mówi, cytowany przez portal, prawnik.

Więcej o: