Rosja naciska na unifikację z Białorusią, trwają rozmowy Łukaszenki z Putinem. Białorusini wyszli na ulice

- My mamy swój kraj. Nasi ludzie walczyli o niepodległość i teraz sprzedać ją za ropę i gaz to najgorsze, co może zrobić człowiek na świecie - powiedział jeden z uczestników mińskiego protestu przeciwko planom pogłębienia integracji Rosji i Białorusi. W sobotę, prawdopodobnie również w tej sprawie, spotkali się w Soczi prezydenci Władimir Putin i Aleksander Łukaszenka.

Demonstracja białoruskiej opozycji trwała kilka godzin. Demonstranci, trzymając się za ręce, utworzyli kilka żywych łańcuchów wzdłuż centralnego Prospektu Niepodległości w Mińsku. - Wiele narodów tylko marzy o niepodległości. My ją mamy i nie można jej zgubić - mówili protestujący.

Protesty w MińskuProtesty w Mińsku Fot. Sergei Grits / AP Photo

Protest opozycji w Mińsku. "Nie można siedzieć w domu"

Około tysiąca osób zebrało się na wiec na Placu Październikowym przed Pałacem Republiki, skąd wspólnie przeszło przez centrum miasta na główny Plac Niepodległości. Zebrani skandowali hasło "Niezależność".

Uładzimir Niaklajeu, pisarz i były opozycyjny kandydat na prezydenta w wyborach 2010 roku, zwrócił uwagę, że białorusko-rosyjskie dokumenty dotyczące pogłębienia integracji, były przygotowywane bez konsultacji ze społeczeństwem. - Gdyby nie było tej tajemnicy, tych tajnych protokołów, to nie musielibyśmy zbierać się tu i żądać od władz, aby nie handlowali naszym krajem - mówił Niaklajeu.

Inny lider opozycji Paweł Siawiaryniec, na apel którego zgromadzili się ludzie, podkreślał, że niezależność ma realne konsekwencje. - Niezależność jest wtedy, gdy waszych synów nie wysyła się, by walczyli w Syrii, Donbasie albo Libii. Niezależność jest wtedy, gdy my sami decydujemy, jak mamy żyć - mówił polityk.

Demonstracja zakończyła się na placu wieszcza narodowego Jakuba Kołasa. Siawiaryniec wezwał swoich zwolenników, aby jutro ponownie zebrali się w centrum stolicy. - To nie jest ten dzień, kiedy można siedzieć w domu. Ósmego grudnia, w rocznicę likwidacji Związku Radzieckiego i w rocznicę podpisania umowy o utworzeniu Państwa Związkowego Białorusi i Rosji, w południe wychodzimy na ulicę, by protestować - mówił opozycjonista.

Dzisiejsza akcja białoruskiej opozycji, w której wzięło udział około tysiąca osób, nie była uzgodniona z władzami. Milicja wzywała demonstrantów do rozejścia się, ale nie interweniowała.

>>> Nie tylko Białorusini są podejrzliwi wobec negocjacji z Rosją. Zobacz dlaczego tysiące Ukraińców protestowało przeciwko porozumieniu ich rządu z Rosją:

Zobacz wideo

Putin i Łukaszenko dyskutują o integracji Rosji i Białorusi

Prezydenci Rosji i Białorusi Władimir Putin i Aleksander Łukaszenka podczas spotkania w Soczi nad Morzem Czarnym rozmawiać mają o współpracy obu krajów, w tym o pogłębieniu integracji. Spotkanie prezydentów poprzedziły rozmowy premierów Rosji i Białorusi. Wiadomo, że wśród nierozwiązanych kwestii była sprawa ceny na rosyjski gaz i ropę dla Białorusi.

8 grudnia minie dwudziesta rocznica podpisania umowy o utworzeniu Państwa Związkowego Białorusi i Rosji. Od grudnia 2018 r. Moskwa naciska na "pogłębianie integracji" z Białorusią, uzależniając dalsze gospodarcze wsparcie dla tego kraju od realizacji zapisów umowy o powstaniu państwa związkowego z 1999 r., które przewidują m.in. utworzenie wspólnych instytucji państwowych.

Według rosyjskiego dziennika "Kommiersant", który dotrzeć miał do wstępnych dokumentów dot. integracji, dojść ma do unifikacji rynku ropy naftowej, gazu i prądu. Powstać ma też wspólny kodeks podatkowy i kodeks cywilny, jak również wspólny system rejestrujący własność nieruchomości. Rosja i Białoruś zachować miałby oddzielną walutę i banki centralne. Dokumenty, do których dotarła gazeta nie dotyczą sfery obronności i bezpieczeństwa państwowego, spraw znajdujących się w gestii MSW oraz funkcjonowania władzy wykonawczej.

Prezydent i premier Białorusi przed wylotem do Rosji zapewniali, że w agendzie rozmów nie ma kwestii politycznych, tylko gospodarcze i tym samym niepodległość Białorusi nie jest zagrożona. Jednak białoruska opozycja nie ufa tym zapewnieniom.