Ogromna frekwencja w wyborach w Hongkongu. Opozycja wygrywa w "tsunami niezadowolenia"

Obóz demokratyczny odebrał władzę partiom pro-pekińskim w 17 z 18 dystryktów Hongkongu w niedzielnych wyborach. Ostateczne wyniki nie zostały jeszcze podane, ale wstępnie prodemokratyczna opozycja przejęła 260 z 452 miejsc w radach.

W niedzielnych wyborach do Rad Okręgowych w Hongkongu wzięły udział blisko 3 miliony osób. To oznacza, że do urn poszło 71 procent uprawnionych, co jest najwyższą dotąd frekwencja w tych wyborach. Choć zasadniczo były to wybory lokalne, w praktyce stanowiły plebiscyt między pro-pekińskim establishmentem, a prodemokratyczną opozycją i protestującymi.

Ci drudzy odnieśli powalające zwycięstwo - pokazują wstępne wyniki. Dziennik "South China Morning Post" pisze o "tsunami niezadowolenia", które poniosło obóz demokratyczny do zwycięstwa. Z 18 rad, które dotychczas były kontrolowane przez establishment, w 17 większość zdobyła opozycja. Partie pro-pekińskie straciły co najmniej 240 miejsc w radach (z 452), a prodemokratyczne zyskały 260. 

Dziennikarz "SCMP" Victor Ting napisał, że dla opozycji "zwycięstwo smakuje tym bardziej słodko", że pomimo prognoz zwyciężyła w "pro-pekińskich zagłębiach". Jednak - zwrócił uwagę - proporcje głosów pokazują, że około 40 proc. wyborców popiera frakcje pro-pekińskie, zatem społeczeństwo jest podzielone w stosunku do protestów i opozycji. 

Pekin skomentował już wyniki wyborów. Minister spraw zagranicznych Wang Yi powiedział, że "niezależnie co by się nie działo" Hongkong pozostaje częścią Chin. Dodał, że jakiekolwiek "próby zniszczenia Hongkongu lub podważenia jego stabilności nie mają szans na powodzenie".  

Zobacz też: Dlaczego Hongkong protestuje:

"Formalna konfrontacja" po miesiącach protestów

Opozycja podkreśla, że wysoka frekwencja jest sygnałem dla rządu o konieczności uwzględnienia głosu obywateli w prowadzonej polityce. Jimmy Sham, kandydat Frontu Praw Obywatelskich, który organizował niektóre antyrządowe wiece, mówił, że "wybory były wyjątkowe, ponieważ stanowiły formalną konfrontację partii pro-establishmentowych i prodemokratycznych po miesiącach niepokojów spowodowanych błędnym działaniem władz".

Przez Hongkong od kilku miesięcy przetacza się fala pro-demokratycznych protestów, z których wiele zamieniało się w bitwy z policją. Jednak głosowanie przebiegło bez większych zakłóceń. 

Oddając głos, wspierana przez Pekin szefowa władz lokalnych Carrie Lam zobowiązała się, że jej rząd będzie "intensywniej" słuchał opinii Rad Okręgowych w mieście. - Mam nadzieję, że ten rodzaj stabilności i spokoju dotyczy nie tylko dzisiejszych wyborów, ale także pokazuje, że wszyscy chcą, aby Hongkong nie wpadł ponownie w chaos - powiedziała Lam.

Rady okręgowe kontrolują niektóre wydatki i decydują o kwestiach takich, jak recykling i zdrowie publiczne. O 452 miejsca w Radach walczyło 1104 kandydatów.

Więcej o:
Weź udział w dyskusji:
Ogromna frekwencja w wyborach w Hongkongu. Opozycja wygrywa w "tsunami niezadowolenia"
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl