Amerykańskie wojsko wraca do Syrii. Oficjalnie: ma chronić pola naftowe. Rosja: to bandyctwo!

Kilka tygodni po decyzji Donalda Trumpa o wycofaniu żołnierzy z północy Syrii, do kraju wjechał nowy konwój z amerykańskimi flagami. Żołnierze USA wracają po tym, jak Waszyngton zdecydował, że mają chronić pola naftowe. Może chodzić także o ograniczenie wpływu Iranu. Rosja oskarża USA o "państwowe bandyctwo".
Zobacz wideo

Prezydent Donald Trump przed trzema tygodniami zdecydował, by wycofać amerykańskich żołnierzy z północnej Syrii. Stacjonowali tam na trenach kontrolowanych przez Kurdów, wspólnie z którymi walczyli przeciwko Państwu Islamskiemu. Jednak Turcja uznawała kurdyjskie milicje i tworzoną tam autonomię Rożawy za zagrożenie.

Dlatego natychmiast po decyzji Trumpa Ankara zaczęła operację przeciwko Kurdom w Syrii i zajęła część ich terytorium. Ci zwrócili się o pomoc do syryjskiego reżimu i Rosji, którzy weszli na miejsce Amerykanów.

Tymczasem kilka tygodni po decyzji o wycofaniu żołnierzy, Waszyngton postanowił wysłać do Syrii nowy oddział - podaje CNN. Chodzi jednak nie o ochronę cywilów czy niedawnych kurdyjskich sojuszników, a pól naftowych na wschodzie kraju. W sobotę z Iraku do Syrii wjechał konwój pojazdów wojskowych z amerykańskimi flagami, ochraniany przez śmigłowce. 

Ruch Amerykanów potępiła Rosja. Ambasada rosyjska w Syrii opublikowała komunikat, w którym podkreśla, że złoża na terytorium kraju należą do Republiki Syrii. "Zajęcie i zbrojna kontrola pól naftowych we wschodniej Syrii to państwowe bandyctwo" - napisali Rosjanie. 

Ochrona przed islamistami czy Iranem?

Pola naftowe na wschodzie Syrii były kontrolowane przez Państwo Islamskie, zanim tereny te odbiły kurdyjskie milicje ze wsparciem wojsk USA i koalicji przeciwko islamistom. Teraz Trump i jego sekretarz obrony Mark Esper zapewniają, że chodzi o ochronę ropy, by nie wpadła ponownie w ręce ISIS. 

Jednak może chodzić nie tylko - a nawet nie głównie - o zagrożenie ze strony dżihadystów, lecz Iranu. Ten kraj od lat wspiera syryjski reżim, a wspierane przez Iran milicje walczą po jego stronie. Tego obawia się z kolei najważniejszy sojusznik USA w regionie, Izrael - zwiększenie wpływów w Syrii pozwala Teheranowi na umacnianie lądowego połączenia z Iranu, przez Irak i Syrię do Libanu.