Polak zginął w zamieszkach w Chile. Został przypadkowo zastrzelony przez swojego teścia

W zamieszkach w Chile zginął Polak, pracujący w tym kraju jako nauczyciel języka angielskiego. Mężczyzna został zastrzelony przypadkowo przez swojego teścia, byłego oficera chilijskiej armii.
Zobacz wideo

Mimo że nazwisko Polaka, który pracował w szkole językowej jako lektor angielskiego, nie figuruje wśród piętnastu nazwisk ofiar śmiertelnych protestów w Chile, jego śmierć ma związek z manifestacjami. Równolegle do demonstracji chilijskich obywateli, spowodowanych podniesieniem cen komunikacji miejskiej, w mieście dochodzi do aktów wandalizmu i grabieży sklepów.

Jak podaje dziennik "La Tercera", w sobotę w nocy teść Polaka, emerytowany wojskowy Miguel Ángel Rojas Valladares, próbował powstrzymać plądrujących supermarket w dzielnicy Las Rosas de Maipú w Santiago de Chile. Kiedy z pomocą przyszedł mu zięć Mateusz Maj, został przez teścia przypadkowo postrzelony w głowę. 

Polaka przewieziono do szpitala do szpitala wojskowego, ale nie udało się go uratować. Jego teść został aresztowany, postawiono mu zarzut nieumyślnego spowodowania zabójstwa.

Informację o śmierci mężczyzny potwierdził na Facebooku jego szwagier. Zdarzenie nazwał "tragicznym wypadkiem".

Tragiczne skutki zamieszek w Chile

Zamieszki, trwające w Chile od prawie tygodnia, rozpoczęły się od protestów wobec podwyżek cen biletów do metra w Santiago de Chile. Od piątku zginęło w nich 15 osób. Pięć tysięcy zostało zatrzymanych.
Stanem wyjątkowym objęto dziesięć miast, m.in. miasta Antofagasta na północy kraju, Valdivia, Temuco i Punto Arenas na południu. Dekrety umożliwiają władzom na użycie wojska na ulicach.

Więcej o:
Weź udział w dyskusji:
Polak zginął w zamieszkach w Chile. Został przypadkowo zastrzelony przez swojego teścia
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl