Zamieszki w Chile: Trzy ofiary śmiertelne. Prezydent wycofał się z podwyżek cen biletów

Trzy osoby zginęły w pożarze supermarketu w Santiago, stolicy Chile. Gwałtowne zamieszki na ulicach miasta trwały już drugą noc, mimo że prezydent Sebastian Pinera wycofał się z planowanych podwyżek cen biletów na metro. Od kilku dni protestują uczniowie i studenci, w ostatni piątek protesty przerodziły się w regularne starcia z policją.
Zobacz wideo

W Santiago już druga noc upłynęła pod znakiem krwawych zamieszek. Trzy osoby zginęły w pożarze supermarketu. Dwie zmarły na miejscu, jedna po przewiezieniu do szpitala.

Podwyżek nie będzie

Mimo że prezydent Sebastian Pinera wycofał się z planowanych podwyżek biletów metra (o 4 proc.), zamieszki trwały przez całą sobotę. Już w piątek przybrały na sile, kiedy doszło do regularnych starć z policją, a w Santiago wprowadzono stan wyjątkowy z godziną policyjną od 22 do 7.

Burmistrz stolicy Felipe Alessandri stwierdził, że drugiego dnia protestów w mieście zapanował komplety chaos, a centrum zamieniło się w okopy. Policja używa wobec protestujących armatek wodnych i gazu łzawiącego.

Największe zamieszki od 1990

To już oficjalnie największe zamieszki w Chile od czasu obalenia dyktatury Augusto Pinocheta. Na ulicach płoną autobusy i budynki, protestujący przeciwko nierównościom i wzrastającym kosztom życia wznoszą barykady. Aresztowanych zostało w sumie 300 osób, rannych w starciach zostało 156 funkcjonariuszy, w tym 11 cywilnych policji.

Jak podaje BBC, straty oszacowano na 700 tys. dolarów. Podpalony został też budynek firmy energetycznej Enel Chile, pracowników trzeba było ewakuować. Zniszczenia w metrze sprawiły, że pozostanie ono zamknięte przez weekend. W pacyfikowaniu protestów pomaga również wojsko.

Więcej o: