Protesty w Libanie. Wyszli na ulice po tym, jak władze postanowiły opodatkować Whatsappa

Propozycja podatku od komunikatorów internetowych była kroplą, która przelała kielich goryczy i skłoniła Libańczyków do protestu. Ale w trwających od czwartku demonstracjach protestują m.in. przeciwko korupcji i fatalnej kondycji gospodarki. Doszło do starć z siłami bezpieczeństwa, a ikoną protestów już stało się zdjęcie kobiety kopiącej uzbrojonego funkcjonariusza.

Protesty w Libanie zaczęły się w czwartek w związku z propozycją podniesienia podatków oraz wprowadzenia nowej opłaty. Jak podaje Al-Dżazira, rząd chciał wprowadzenia opłaty wysokości 20 centów (ok. 80 groszy) dziennie za korzystanie z komunikatorów internetowych takich jak Whatsapp. W piątek zamknięte były szkoły i banki. 

Komentatorzy podkreślają, że nowe podatki, w tym opłata za korzystanie z Whatsappa, to kropla, która przelała kielich goryczy dla Libańczyków. Niewielki kraj jest w coraz gorszej sytuacji gospodarczej. Ponadto od kilku miesięcy rząd wprowadza politykę "zaciskania pasa" by walczyć z deficytem; w ubiegłym miesiącu banki i kantory zaczęły ograniczać wymianę dolarów amerykańskich. Kolejnym źródłem niezadowolenia jest reakcja na wielkie pożary lasów, z których opanowaniem władze miały trudności. Pojawiły się doniesienia, że śmigłowce gaśnicze są od lat niesprawne i brakuje im części zamiennych, sprzęt musiały wysyłać inne kraje. 

W czwartkowy wieczór ludzie masowo wyszli na ulice Bejrutu. Wg relacji w protestach - co znaczące - biorą udział różne grupy społeczne, zarówno muzułmanie jak i chrześcijanie oraz inne mniejszości. Są na nich osoby, które nigdy wcześniej nie protestowały. "Te protesty są bezprecedensowe" - ocenił analityk Firas Maksad. Jego zdaniem rząd może upaść w wyniku demonstracji, ale nie poprawi to sytuacji, a raczej będzie oznaczać długi okres niepewności i pogarszających się warunków życia.  

Władze ogłosiły cofniecie decyzji o opodatkowaniu komunikatorów, ale nie miało to już wpływu na protesty. Demonstracje rozlały się także na inne miasta Libanu. Niektórzy politycy, w tym liderzy mniejszości druzyjskiej i chrześcijańskiej przyłączyli się do apeli o dymisję rządu. Premier Saad Hariri ma wydać w piątek oświadczenie.

"Lud żąda upadku reżimu"

W czasie demonstracji pojawiały się antyrządowe hasła, w tym okrzyk "Lud żąda upadku reżimu".Ten slogan silnie kojarzy się z innymi protestami w regionie, w tym z Arabską Wiosną.  

W czasie protestów doszło do starć z siłami bezpieczeństwa, na ulicach palono opony, blokowano drogę na lotnisko. Funkcjonariusze użyli m.in. gazu łzawiącego i gumowych kul. Wg służb 40 przedstawicieli Wewnętrznych Sił Bezpieczeństwa zostało rannych, obrażenia odniosło prawie 100 protestujących. Wg doniesień dwie osoby zmarły po tym, jak w mieszkaniu zatruły się dymem z palonych opon.  

W mediach społecznościowych pojawiło się zdjęcie kobiety, która kopnęła uzbrojonego funkcjonariusza sił bezpieczeństwa w krocze. Wideo szybko stało się jednym z symboli protestów i jest już przerabiane na grafiki promujące demonstracje

Więcej o:
Weź udział w dyskusji:
Protesty w Libanie. Wyszli na ulice po tym, jak władze postanowiły opodatkować Whatsappa
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl