Amerykanie zbombardowali własną bazę. Inne zwiedzają uradowani Rosjanie

Chaotyczne wycofanie się z północnej Syrii przysparza Amerykanom wielu problemów. Musieli między innymi zbombardować jeden ze swoich składów amunicji i sprzętu, którego nie mogli zabrać ze sobą. Wiele mniej cennego wyposażenia po prostu porzucają. Do jednej z opuszczonych baz amerykańskich wkroczyli Rosjanie, którzy mają teraz wiele satysfakcji z jej zwiedzania.

Do nalotu miało dojść w środę. Potwierdził to Pentagon wydając oficjalne oświadczenie. - Dwa samoloty F-15E będące częścią sił koalicyjnych (zwalczającej dżihadystów - red.), wykonały wcześniej zaplanowany precyzyjny nalot na fabrykę cementu Lafarge (ważne centrum dowodzenia sił USA w Syrii - red.) w celu zniszczenia składu amunicji i ogólnego zredukowania przydatności militarnej całej bazy - stwierdzono w komunikacie.

Zrobiono tak, aby zapobiec wpadnięciu amunicji, broni i wyposażenia w ręce działających pod nadzorem tureckim arabskich bojówek. Wkraczają one do północnej Syrii, na tereny kontrolowane przez do niedawna sojuszników USA, czyli kurdyjsko-arabskich bojówek SDF (Syryjskie Siły Demokratyczne).

Zobacz wideo

Amerykanie zabierają to co ważne i odjeżdżają

Tego rodzaju nalot jest dowodem na to, w jakim pośpiechu Amerykanie wycofują się z Syrii. Według nieoficjalnych informacji podawanych przez amerykańskie media, Pentagon był zaskoczony decyzją prezydenta Donalda Trumpa, który w ubiegłym tygodniu publicznie oznajmił, iż USA wycofują się z tego kraju. Turcja uznała to za zielone światło do przeprowadzenie inwazji na terytorium kurdyjskie.

W północnej Syrii stacjonowało ponad tysiąc żołnierzy USA, głównie z sił specjalnych. Wcześniej przez lata pomagali oni Kurdom w walce z dżihadystami. Wspierali ich w krytycznych momentach, koordynowali wsparcie z powietrza, dowodzenie i pomagali dostawami broni oraz zapasów. Po zniszczeniu tak zwanego Państwa Islamskiego, Amerykanie pozostali na miejscu dbając o stabilność sytuacji i współpracę z Kurdami. Ich obecność hamowała między innymi zapędy Turków. W związku z tym pobudowali szereg baz i mocno się "zadomowili".

Teraz na gwałt te bazy porzucają. Według anonimowego informatora stacji CNN, wszystkie siły USA w Syrii są koncentrowane w jednym miejscu w pobliżu miasta Kobane na granicy z Turcją. Amerykanie pobudowali tam w ostatnich latach lotnisko, które stało się ich centrum logistycznym. Teraz mają się na nim umocnić i być stopniowo ewakuowani drogą lotniczą. Pierwsze loty miały się odbyć już we wtorek.

Do pobliskiego Kobane już wkroczyły siły syryjskiego reżimu, który Amerykanie od lat traktują jako wroga i chcieli jego upadku. Jednak wobec ich ucieczki z Syrii, pozostawieni sami sobie Kurdowie zwrócili się do reżimu i Rosjan, aby im pomogli wobec tureckiej napaści. Ci szybko skorzystali z okazji i wkraczają teraz na miejsce pośpiesznie wycofujących się Amerykanów.

Rosjanie mają satysfakcję

Pośpieszne wycofywanie się sił specjalnych USA dostarczyło dużo uciechy i satysfakcji Rosjanom. Ich siły wkroczyły miedzy innymi do miasta Manbidż, gdzie znajdowała się jedna z większych baz amerykańskich. Rosyjscy "doradcy", żołnierze i dziennikarze, szybko skorzystali z okazji i zaczęli wrzucać do sieci nagrania z opuszczonego obozu wojska USA. Widać na nich, że Amerykanie wyraźnie wynosili się w pośpiechu.

Rosjanie z nieukrywaną satysfakcją buszują pośród pozostawionego sprzętu, niedokończonych posiłków, lodówek z puszkami Coli czy rzeczy osobistych żołnierzy, które zostały w barakach. Nie widać jednak na nagraniach, aby pozostała tam jakakolwiek broń, amunicja czy istotne wojskowe wyposażenie.

 

Amerykanie pozostawili też wiadomości. Rosjanie wrzucili do sieci zdjęcia dużych białych tablic z napisami i rysunkami wykonanymi markerami. Większość jest zdecydowanie zbyt nieparlamentarna, aby je powtarzać. Są jednak wyrazem miłości amerykańskich żołnierzy do swoich rosyjskich "towarzyszy" oraz ich matek. Towarzyszą temu piktogramy zawierające między innymi męskie narządy płciowe.

Niezależnie od tego, Rosjanie zapewne czują wielką satysfakcję. Tydzień temu Amerykanie w znacznym stopniu kontrolowali większą część północnej Syrii i byli poważnym graczem na lokalnej arenie. Teraz w pośpiechu wycofują się porzucając sojuszników, swoje bazy i swoją wiarygodność. Ich miejsce zajmują z jednej strony Rosjanie i ich sojusznik - reżim Baszara Assada. Z drugiej strony przez granicę nacierają Turcy i sprzymierzone z nimi arabskie bojówki, dokonujące zbrodni wojennych. Ze strachu przed nimi tysiące ludzi opuszcza swoje domy. 

Wszystko przez jedną, wydaje się bardzo pochopną, decyzję Trumpa.

Więcej o:
Weź udział w dyskusji:
Amerykanie zbombardowali własną bazę. Inne zwiedzają uradowani Rosjanie
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl