"FP": "Trump porzucił Kurdów, Polska może być następna". Tyle, że te sytuacje nie są takie same

Polska powinna wyciągnąć wnioski z tego, jak Amerykanie zostawili Kurdów i dali Turcji "zielone światło" do operacji przeciwko nim - takie tezy pojawiają się w kontekście decyzji Donalda Trumpa. Pisał o tym m.in. serwis "Foreign Policy". Jednak sytuacja Polski i kurdyjskiej milicji jest zupełnie inna.
Zobacz wideo

"Dziś Kobani, jutro Kraków" - takim (trzeba przyznać - chwytliwym) nagłówkiem zaczyna się artykuł opublikowany w środę w serwisie foreignpolicy.com. Analityk ds. bezpieczeństwa Garvan Walshe porównuje w nim Polskę do syryjskiego Kurdystanu w kontekście decyzji Donalda Trumpa o wycofaniu stamtąd amerykańskich wojsk. Kobani to miasto na granicy syryjsko-tureckiej. Po wycofaniu się Amerykanów do szturmu na nie szykowała się Turcja, ale na razie weszły tam siły rządu w Damaszku Rosji.

"Każdy, kto polega na Stanach Zjednoczonych w kwestii swojego bezpieczeństwa dostał wiadomość: przysłuż się osobistej agendzie Donalda Trumpa, albo pozostań zdany na samego siebie" - pisze Walshe. Argumentuje, że to powinno "wywołać dreszcze" u przywódców w Europie Wschodniej. "Państwa Bałtyckie mogłoby zostać napadnięte przez Rosję. A Polska, gdzie ponownie wybranemu PiS-owi nie udało się utrzymać sił zbrojnych w gotowości, musi się teraz zastawiać, czy może polegać na Waszyngtonie" - czytamy w artykule. Autor przekonuje, że odpowiedzią na tę niepewność jest wspólna europejska polityka obronna. 

"Wnioski o niepewnym sojuszniku są chybione"

Teza o tym, że Polska powinna wyciągać wnioski z decyzji Trumpa ws. wycofania wojsk z syryjskiego Kurdystanu, pojawiła się bardzo szybko. Z pozoru wydaje się uzasadniona. Kurdowie przez lata byli sojusznikami USA i koalicji do walki z Państwem Islamskim i tysiące z nich zginęło w walce. Tymczasem Trump wycofując żołnierzy w praktyce dał zielone światło do tureckiej operacji przeciwko nim.

Jednak eksperci w Polsce zwracają uwagę, że nasza sytuacja jest zasadniczo inna, niż milicji w północnej Syrii. "Moim zdaniem błędne jest wyciąganie wniosku o braku przywiązania Trumpa do sojuszy z tego, że 'zdradził Kurdów'. To najzwyklejsze w świecie mylenie skutku z przyczyną" - pisał na Twitterze ekspert PISM Karol Wasilewski. Zwracał też uwagę na to, że Polska jest traktatowym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych i należy do NATO (jak - zresztą - Turcja), zaś Syryjskie Siły Demokratyczne nie są formalnym sojusznikiem, ani nawet państwem.

Podobnie argumentowała ekspertka OSW Justyna Gotkowska. "Wycofanie się USA z Syrii było zaprogramowane od początku, a współpraca z Kurdami miała na celu zwalczanie ISIS a nie ochronę Kurdów przed Turcją. Wnioski o niepewnym sojuszniku są chybione" - napisała na Twitterze. 

Więcej o: