Eskaluje przemoc w Hongkongu. Chiny tracą cierpliwość? Ekspert: stawka jest wysoka

Podczas ostatnich protestów w Hongkongu po raz pierwszy policja użyła ostrej amunicji wobec uczestnika demonstracji. Czy teraz - gdy 70. rocznica utworzenia ChRL jest już za nami - Chiny zdecydują się na siłowe rozwiązanie sytuacji w Hongkongu? Tego obawia się analityk Eswar Prasad. Politolog i sinolog Bogdan Góralczyk podkreśla z kolei, że możliwe scenariusze są bardzo trudne do przewidzenia, ale siłowe rozwiązanie nie jest na rękę chińskim władzom.
Zobacz wideo

We wtorek Chiny obchodziły 70. rocznicę utworzenia Chińskiej Republiki Ludowej. W tym czasie w Hongkongu odbywały się kolejne prodemokratyczne protesty. Tym razem policja była wyjątkowo brutalna - po raz pierwszy do uczestnika demonstracji strzelono ostrą amunicją. 18-letni demonstrant z raną klatki piersiowej w stanie krytycznym trafił do szpitala. Łącznie rannych zostało kilkadziesiąt osób, a niektóre nagrania z protestów, które pojawiły się w mediach społecznościowych, sprawiają wrażenie, jakby Hongkong pogrążony był stanie wojny:

 

Czy po wtorkowych obchodach Pekin spróbuje siłowo rozwiązać problem w Hongkongu? Tego obawia się między innymi Eswar Prasad, specjalista od polityki handlowej z Uniwersytetu Cornella. - Martwię się, że Chiny mogą zająć ostrzejsze stanowisko i przejść od słów do działania - mówi w rozmowie z CNBC Prasad. - Myślę, że eskalacja protestów w dniu obchodów rocznicy przetestowała już cierpliwość Pekinu, a teraz wydaje się, że Pekin dojrzał do fazy, by przeprowadzić bezpośrednią interwencję - ostrzega.

"Klucze do rozwiązania sytuacji ma Pekin"

Prasad podkreślił, że jawne użycie siły przed 1 października przekreśliłoby huczne obchody na Placu Tiananmen. Możliwość użycia siły według specjalisty uprawdopodabniają słowa samego Xi Jinpinga. - Utrzymamy długoterminową stabilność Hongkongu i Makau - zapowiadał chiński prezydent podczas obchodów. Jinping mówił też o konieczności zjednoczenia kraju, co prawda miał na myśli jednoczenie pokojowe, ale podkreślał też znaczenie armii, mogącej "zdecydowanie strzec suwerenności i bezpieczeństwa kraju". Przypomnijmy, że od sierpnia w położonym zaledwie pół godziny drogi od Hongkongu Shenhzen stacjonują chińskie wojska.

Czy możemy spodziewać się eskalacji? - pytamy o to dr. hab. Bogdana Góralczyka, politologa i sinologa z Uniwersytetu Warszawskiego.

Eskalację mamy już w tym momencie - mówi nam specjalista.

- Tam widać interesy wielu różnych stron: Chin, młodzieży hongkońskiej, inteligencji, klasy średniej. Interesy Tajwanu i zachodu, rozumianego jako Europa zachodnia i Stany Zjednoczone. Efekt sprawia, że bardzo trudno jest przewidzieć, co ostatecznie się wydarzy. Nie mam żadnych wątpliwości, że klucze do rozwiązania tej sytuacji ma Pekin, już nie administracja lokalna w Hongkongu i Carrie Lam - tłumaczy.

Wybory na Tajwanie i wojna handlowa z USA. "Wysoka stawka"

Ekspert również zwraca uwagę na przemowy chińskich polityków podczas poniedziałkowych uroczystości. - Teraz pojawiła się koncepcja, by próbować dialogu. Jeżeli ona nie wypali w ciągu dwóch - trzech dni i demonstrację będą nadal (a młodzież nie mówi, że z nich zrezygnuje), to czytałem wypowiedzi chińskich polityków z okazji 70. rocznicy, którzy mówią, żeby zaprowadzić porządek. 

Jak mówi Bogdan Góralczyk, siłowe zaprowadzenie porządku - przy udziału wojska lub innych oddziałów zmilitaryzowanych - nie jest na rękę chińskim władzom.

To praktycznie przesądza nadchodzące wybory na terenie Tajwanu. Rządząca tam Demokratyczna Partia Postępowa przed demonstracjami wczesną wiosną w Hongkongu była w odwrocie, a w tej chwili w sondażach zwycięża. Dla Pekinu to jest ważne, bo ta partia nie chce dialogu poprzez cieśninę, natomiast Kuomintang, partia narodowa, taką wolę wyraża. Stawka więc jest bardzo wysoka - stwierdza specjalista. 

W całej układance trzeba brać pod uwagę też wojnę handlowa między Chinami a USA. - To umknęło uwadze, bo wszyscy zajęliśmy się paradą wojskową, ale wczoraj ostatecznie cały import amerykański z Chin został objęty cłami. Zapowiedziano wznowienie rozmów i jeśli to nastąpi, to sytuacja trochę się ustabilizuje. Mamy tu naczynia połączone i poza dwoma lub trzema władcami w Pekinie, nikt nie jest w stanie przewidzieć, co się wydarzy - mówi nam ekspert.