Trump chce poznać tożsamość sygnalisty. Prawnicy: Obawiamy się o jego bezpieczeństwo

"Jak każdy Amerykanin zasługuję na to, by poznać tego, kto mnie oskarża" - napisał w wieczornej serii tweetów Donald Trump. Chodzi o tzw. sygnalistę, od którego raportu zaczęło się śledztwo ws. impeachmentu prezydenta USA. Wcześniej prawnicy anonimowego sygnalisty alarmowali, że coraz bardziej boją się o jego bezpieczeństwo.

W Stanach Zjednoczonych trwa polityczna burza po wszczęciu przez Izbę Reprezentantów śledztwa ws. impeachmentu Donalda Trumpa. W Kongresie wkrótce ma dojść do przesłuchania tzw. sygnalisty, który w raporcie opisał podejrzenia nadużycia władzy przez prezydenta. Tymczasem Trump ostrzega osoby odpowiedzialne za przeciek przed konsekwencjami.

W serii wpisów na Twitterze w niedzielę wieczorem czasu amerykańskiego Trump sugerował zdradę i szpiegostwo w kontekście śledztwa ws. impeachmentu. Zarzucił szefowi komisji wywiadu Izby Reprezentantów Adamowi Schiffowi, że ten kłamał przed Kongresem. "Chcę, by został przesłuchany na najwyższym szczeblu za oszustwo i zdradę" - napisał prezydent. Komisja wywiadu jest jedną z kilku, które prowadzą śledztwo ws. impeachmentu.

Prezydent USA chce poznać tożsamość sygnalisty. "Jak każdy Amerykanin zasługuję, by poznać tego, kto mnie oskarża, szczególnie gdy on, tak zwany 'sygnalista', przedstawił idealną rozmowę z innym przywódcą w całkowicie niedokładny i fałszywy sposób" - napisał. Dodał, że chce poznać nie tylko sygnalistę (o którym wiadomo jedynie, że jest analitykiem CIA), ale osobę lub osoby, które przekazały mu informacje. Sygnalista sam nie był bowiem świadkiem rozmowy Trumpa z prezydentem Ukrainy, lecz nagłośnił przekazane mu informacje. Trump zarzucił, że przekazanie tych informacji było "nielegalne" i sugerował, że osoba, która to zrobiła, mogła "szpiegować prezydenta USA". 

Prawnicy sygnalisty: Obawiamy się o jego bezpieczeństwo

Trump już wcześniej sugerował, że osoba, która przekazała informacje sygnaliście, to "prawie szpieg". Wtedy zrobił to nie publicznie, a na zamkniętym spotkaniu z pracownikami ambasady USA przy ONZ. - Chcę wiedzieć, kim jest osoba, która dała sygnaliście informacje, bo jest to prawie szpieg. Wiecie, co dawniej, gdy byliśmy mądrzy, robiliśmy ze szpiegami i zdradą, prawda? Radziliśmy sobie z tym inaczej niż dzisiaj - stwierdził w wypowiedzi ujawnionej przez media. 

Po ujawnieniu tej wypowiedzi prawnicy reprezentujący sygnalistę poinformowali, że obawiają się o jego bezpieczeństwo. W liście do p.o. Dyrektora Wywiadu Narodowego Josepha Maguire'a cytowali właśnie słowa prezydenta Trumpa. "Celem tego listu jest formalne poinformowanie o poważnych obawach co do osobistego bezpieczeństwa naszego klienta" - napisali prawnicy. Ich zdaniem jeśli doszłoby do ujawnienia jego tożsamości, mogłaby stać mu się krzywda. Poza słowami prezydenta o "zdradzie" pisali, że "pewne osoby" oferują 50 tys. dolarów nagrody za informacje nt. tożsamości sygnalisty.

Szef komisji wywiadu Adam Schiff w Kongresie dziękował sygnaliście za poinformowania służb o podejrzeniach i za "odwagę". Zachęcał inne osoby, by także ujawniały ważne dla śledztwa informacje pomimo "gróźb i zastraszania". - Od tego zależy nasza demokracja - ocenił.