Żołnierz dostał skarpetki, prysznic i nie musi grabić liści. Tak Rosjanie zmieniają wojsko i stają się groźniejsi

Onuce poszły w kąt, żołnierze przestali grabić liście od rana do wieczora, mogą bez ograniczeń korzystać z takich zdobyczy cywilizacji jak prysznic i dostali pięć razy więcej amunicji do ćwiczenia. O takich zmianach wprowadzonych w ostatnich latach opowiada w swoim pierwszym wywiadzie Sergiej Szojgu. Minister obrony Rosji rysuje obraz gruntownej i przemyślanej reformy wojska, która z perspektywy Polski może być mocno niepokojąca.

Szojgu szefuje rosyjskiemu ministerstwu obrony od końca 2012 roku. Przez te siedem lat właściwie nie rozmawiał z mediami. Teraz udzielił długiego wywiadu gazecie "Moskowskij Komsomolec". Poruszył w nim wiele tematów, ale z polskiej perspektywy najciekawszy jest ten o tym, jakie myślenie leży u podstaw zmian w rosyjskim wojsku, które mają miejsce na przestrzeni ostatniej dekady.

Odbicie się od dna

Nie jest tajemnicą, że po rozpadzie ZSRR i degrengoladzie lat 90., rosyjskie wojsko na początku XXI wieku było w stanie katastrofalnym. Przyznaje to w wywiadzie Szojgu, mówiąc o "pożałowania godnej" sytuacji. Brakowała pieniędzy na wszystko, sprzęt niszczał i był rozkradany, szalała korupcja, a zwykły żołnierz był traktowany gorzej niż bydło. W kolejnych latach powstrzymano rozkład, ale dopiero wojna z Gruzją w 2008 roku wywołała wstrząs, konieczny do gruntownej reformy. Rosjanie wojnę owszem wygrali, ale za cenę nieproporcjonalnie dużych strat. Na jaw wyszło zacofanie w wielu sprawach, koniecznych do prowadzenia nowoczesnej wojny. Kulało dowodzenie, łączność, rozpoznanie, a wyszkolenie okazało się być bardzo słabe. Mobilizacja zajmowała więcej czasu niż powinna.

Do wstrząśnięcia wojskiem wyznaczono najpierw Anatolija Sierdiukowa, cywila, prawnika i ekonomistę. Pod jego kierownictwem przeprowadzono ostre redukcje i reorganizacje, których celem w założeniu było odchudzenie rosyjskiego wojska, tak aby można było je sprawniej unowocześnić. Na przykład jednym ruchem zmniejszono liczbę oficerów o około połowę. Zaczęto kłaść nacisk na profesjonalizację i ograniczenie bardzo niepopularnego poboru.

Działania pod kierownictwem Sierdiukowa uderzyły jednak w wiele silnych grup interesów. Opór w siłach zbrojnych i przemyśle zbrojeniowym był duży. W 2012 roku dokonano więc roszady. Sierdiukowa w atmosferze skandalu korupcyjnego odwołano a na jego miejsce wkroczył Szojgu. Człowiek z kręgu tak zwanych kremlowskich "siłowików", czyli związanych ze służbami i wojskiem ludzi z kręgów rosyjskiej władzy. Pozwoliło to uspokoić atmosferę, ale reforma ogólnie rzecz biorąc trwała nadal. I o tym w wywiadzie opowiada Sierdiukow.

Zobacz wideo

Zamiast głupot więcej ćwiczenia

- Nie było żadnej magii. Były duże i małe kroki, takie zauważalne i takie zupełnie niewidoczne, które razem były niezbędne dla gruntownej reformy. Na wstępie zadałem dowódcom proste pytania, które wydawały się oczywiste, ale jakoś ich nie zadawano - stwierdza minister. - Dlaczego żołnierz ma się kąpać raz w tygodniu? Dlaczego ma dostawać ubranie na zmianę raz w tygodniu, nawet jeśli cały ten tydzień spędza od rana do wieczora na ćwiczeniach? Dlaczego stołówka musi być na drugim końcu jednostki, tak że żołnierz idąc na posiłek musi przejść ją całą w poprzek? Dlaczego żołnierze muszą prać swoją bieliznę w baliach? Czy wstawienie pralek do koszar to jakiś kosmiczny wysiłek? I dlaczego w trzecim tysiącleciu muszą chodzić w onucach? - opisuje.

Szojgu zaznacza, że nie chodzi tu tylko o to, żeby żołnierzowi było miło i wygodnie. W ramach reform zredukowano długość służby poborowych z dwóch lat do roku. - Ponieważ czasu jest mniej, to szkolenie musi być bardziej intensywne. Trzeba maksymalnie ograniczyć czas poświęcany na zbędne czynności. W związku z tym żołnierz ma nie grabić liści czy odśnieżać od rana do wieczora, przestać być pomocą kuchenną czy męczyć się praniem w średniowiecznych warunkach. Jak to zrozumieliśmy, to zainstalowaliśmy w koszarach 35 tysięcy pryszniców, kupiliśmy 21 tysięcy odkurzaczy i 16 tysięcy zmywarek - opisuje Szojgu. Do tego twierdzi, że każdy żołnierz dostaje teraz dobrej jakości ubranie wykonane przez krajowe firmy. - Dzisiaj to wszystko jest już traktowane jako coś zupełnie normalnego. Takie właśnie zmiany stopniowo wprowadzaliśmy na każdym odcinku - mówi w wywiadzie minister.

Zmiany dotknęły też szkolenie. Po pierwsze miano podliczyć ile amunicji do wystrzelenia podczas szkolenia ma przeciętny żołnierz rosyjski i zachodni. - No i wyszło, że [rosyjski] kilka razy mniej. Oznaczało to, że cały proces szkolenia nie miał sensu. Zwiększyliśmy więc przydziały pięć razy. Efekty było szybko widać - twierdzi minister. Zmieniono też w jaki sposób żołnierze się szkolą. Wcześniej wszystko było zgodne z radzieckimi wzorami. - Szkolenie odbywało się na specjalnym sprzęcie do tego przeznaczonym, który każdy znał jak paciorek. Do tego na zawsze tym samym poligonie, który każdy znał jak własny ogródek i mógł właściwie strzelać na pamięć. Wszystko można było powtarzać z zamkniętymi oczami - opisuje Sierdiukow. - Doszliśmy do wniosku, że musimy przestać sami się oszukiwać. Zmanipulowane informacje o stanie jednostek były prawdziwą plagą - dodaje.

Wobec tego postawiono na "niezapowiedziane sprawdzany gotowości bojowej", które dzisiaj są sztandarowym zajęciem rosyjskiego wojska. Całe jednostki są nagle podrywane na nogi i wysyłane na niezapowiedziane ćwiczenia. Wszystko przy użyciu normalnego sprzętu i na odległych poligonach. - Kiedy zrobiliśmy pierwsze takie sprawdziany, żadna jednostka ich nie zaliczyła. Ani jedna. Teraz wszystkie poligony są zajęte przez 80 procent czasu i mamy wojsko w ciągłej gotowości - twierdzi Sierdiukow.

Poligon syryjski

Szojgu opisuje też jak cennym doświadczeniem dla rosyjskiego wojska była interwencja w Syrii, trwająca od 2015 roku. Rosjanie wydatnie wsparli tam reżim dyktatora Baszara Asada w walkach z rebelią (choć według rosyjskiej narracji były to walki z "globalnym terroryzmem") i w znacznej mierze pozwolili mu tą wojnę wygrać. - Musieliśmy się tam nauczyć walczyć na nowo i zrobiliśmy to - twierdzi. Do działań na Bliskim Wschodzie celowo wysyłano jak najwięcej ludzi, aby mogli zdobyć trochę cennego doświadczenia w warunkach realnej wojny.

Szojgu twierdzi, że przez Syrię przewinęło się 90 procent załóg lotnictwa bojowego. Do tego mnóstwo specjalistów z firm zbrojeniowych, dla których Syria była świetnym poligonem. - W około 300 wzorach uzbrojenia zastosowaliśmy wnioski z Syrii. 12 wzorów, które wydawały się być obiecujące, zostały po sprawdzeniu w Syrii całkowicie odrzucone - twierdzi minister.

Szojgu porusza też szereg innych tematów. Zapowiada między innymi, że nie będzie całkowitej rezygnacji z poboru, ponieważ jest to konieczny środek do budowania rezerw ludzi z podstawowym przeszkoleniem wojskowym, koniecznych na wypadek wojny. Deklaruje też, że w obecnej rosyjskiej armii nie ma fali (nazywanej w Rosji diedowszczyną), która w czasach ZSRR i latach 90. przyjmowała skrajną formę prowadzącą często do zabójstw, samobójstw i okaleczeń.

Rzeczywistość bywa bardziej skomplikowana

W całym wywiadzie przedstawia też standardowy kremlowski punkt widzenia świata. Zachód i NATO są agresywne, zagrażają stabilności na świecie, wszczynają wojny i przewroty, okrążają Rosję, łamiąc wcześniejsze zobowiązania. To NATO ma prowadzić wojnę hybrydową, atakując fałszywymi wiadomościami, manipulując w mediach społecznościowych, siejąc niezgodę i destabilizując rosyjskie społeczeństwo. W obliczu tego modernizacja rosyjskiego wojska jest konieczna do skutecznej obrony. I tylko wyłącznie do obrony. Szojgu podkreśla też konieczność budowania dumy Rosjan ze swoich sił zbrojnych i znaczenie wychowania patriotycznego młodzieży.

Trzeba przy tym pamiętać, że wszystko co mówi w wywiadzie minister, należy traktować z pewnym dystansem. To w oczywisty sposób promocja rosyjskich sił zbrojnych, mająca przekonywać o ich sile oraz o wielkich zasługach grupy obecnie rządzącej Rosją. Trudno uwierzyć, że w ciągu kilku lat w całym rosyjskim wojsku zniknęła diedowszczyna i korupcja, a żołnierze dobrze jedzą, są przyzwoicie odziani i mają głównie nowoczesny sprzęt. W rosyjskich mediach systematycznie można przeczytać o niepowodzeniach w pracach nad nowym uzbrojeniem, korupcji, bałaganie a czasem wprost głupocie w rosyjskich siłach zbrojnych.

Jednak po odcedzeniu propagandy, Szojgu przedstawia przemyślany i logiczny program reformy rosyjskiego wojska. Otwarcie wskazuje słabości, o których było wiadomo od dekad i mówi o rozwiązaniach podobnych do tych, które sprawdziły się na Zachodzie. Do tego Rosjanie za parawanem głośnych deklaracji o tym jak to nie tworzą najlepszego na świecie uzbrojenia, faktycznie kupują głównie takie, które jest znacznie tańszą i prostszą modernizacją sprzętu radzieckiego. Na takie ich stać. I nie wychodzą na tym źle, bo dość szybko unowocześniają wojsko do przyzwoitego poziomu.

Z perspektywy Polski pozostaje mieć nadzieję, że realizacja tego sensownego planu natrafia na tradycyjny rosyjski bałagan, a problemy rosyjskiej gospodarki nie pozwolą go w całości zrealizować.