Tu Greta Thunberg za protest mogłaby zostać zatrzymana przez policję. A jednak młodzi wyszli na ulice

Patryk Strzałkowski, Bogota
Mają podobne hasła i transparenty, inspiruje ich Greta Thunberg, a wkurza bierność rządzących. Jednak zmagają się z innymi problemami, a czasem boją o swoje bezpieczeństwo. Udział w strajku klimatycznym w Kolumbii pokazuje, jak wiele łączy protestującą na świecie młodzież, ale też jak złożony jest kryzys klimatyczny i walka z nim - pisze dziennikarz Gazeta.pl Patryk Strzałkowski, który wziął udział w strajku w Bogocie.
Zobacz wideo

Prawie dobę po protestach w Australii i wiele godzin po strajkach klimatycznych w Polsce, na tę samą manifestację zebrałą się młodzież z Kolumbii. Plac Bolivara w centrum Bogoty był świadkiem niektórych z największych manifestacji, a także jednego z najtragiczniejszych zdarzeń w historii kraju, szturmu na Pałac Sprawiedliwości. 

Manifestacja na placu w piątkowe popołudnie nie była wielka - mogła liczyć najwyżej kilkaset osób. Nie skończyła się też tragicznie. Atmosfera, jak na strajkach w innych miejscach świata, była na przemian podniosła i radosna. Ale dla uczestników - niektórych dopiero od niedawna zaangażowanych w walkę o klimat - to kolejny ważny krok. Zaś obserwując ich demonstrację widać wspólnotę i solidarność z młodzieżą całego świata. Choć ta tutejsza mierzy się z problemami czasem zupełnie innymi niż w Polsce. 

“Nasz dom się pali” 

Na proteście w Bogocie od początku uderzało, jak bardzo podobny jest do tych po drugiej stronie świata, w Polsce, czy w setkach innych miejsc. Młodzi ludzie wzywali na transparentach i w okrzykach, by władze podjęły działania; by politycy zaczęli słuchać naukowców; by wspólnie uratować środowisko. “Nie ma planty B”, “Ty jesteś częścią rozwiązania”, “Nasz dom się pali” - pisali na kartonowych transparentach. Podobne hasła widać na zdjęciach z całego świata.

- Czuję, że jesteśmy po dobrej stronie historii. Chcę, byście wy w Polsce też po niej byli. Róbcie tyle, ile możecie - powiedział w rozmowie z Gazeta.pl Ivan, uczestnik protestu.  26-latek właśnie zaangażował się w kolumbijski oddział ruchu Extinction Rebellion. - Od dawna chciałem wciąż udział w czymś takim. Zmiany klimatu to zagrożenie dla nas wszystkich, dla naszej planety, dla wszystkiego, co na niej żyje. Chciałem zrobić więcej, niż tylko udostępniać coś na Facebooku - mówił. 

18-letni David, jeden z organizatorów demonstracji w Bogocie wspomina, że do działania zainspirowała go Greta Thunberg, inicjatorka piątkowych strajków dla klimatu. Jednak - zwrócił uwagę w rozmowie z Gazeta.pl - w Kolumbii sytuacja jest inna, niż np. w Szwecji. - Jeśli Greta chciałaby protestować tu przez kilka dni, policja by ją zatrzymała - ocenił. - To jest rzeczywistość, z którą musimy się zmierzyć. To także kształtuje to, jak działamy. Bardziej pokojowo, bardziej sprytnie - dodał. Według działacza protestowanie dla klimatu w Kolumbii może być trudne i niebezpieczne. - Teraz są tu dzieci i nastolatki, więc policja stoi daleko. Ale normalnie, w czasie protestu - szczególnie demonstracji studentów - doszłoby do starć - powiedział. 

Strajk klimatyczny w BogocieStrajk klimatyczny w Bogocie Fot. Patryk Strzałkowski

David podkreślał, że czuje inspirację widząc, że jest częścią globalnego ruchu. - Gratuluję też protestującym w Polsce. Chciałbym im powiedzieć, że są bardzo odważni i ogromnie ich wspieram - powiedział.

Protest w Bogocie był mniejszy niż w wielu innych miejscach na świecie i zdaniem Davida jest tak m.in. dlatego, że ludzie obawiają się udziału w demonstracji. Zaś młodzi uczniowie nie mogli wyjść ze szkół, by wziąć w nim udział. - Widać, że są tu raczej licealiści i studenci, a nie młodsi uczniowie - powiedział. 

Z kolei Ivan uważa, że kraj wciąż zmaga się z wieloma innymi problemami, a o kryzysie klimatycznym nie mówi się wiele.  - Mam wrażenie, że politycy nie uznają tego za coś pilnego - powiedział. - Potrzebujemy, by więcej Kolumbijczyków zaczęło sobie zdawać sprawę z problemu - dodał. 

U nas węgiel, w Kolumbii - krowy

Protestujący na całym świecie domagają się działania. Jednak w różnych miejscach może to oznaczać zupełnie co innego, co dobrze widać porównując polski i kolumbijski strajk dla klimatu. Młodzież w Warszawie, Poznaniu czy Koninie mówi dużo o odejściu od węgla. Tymczasem kolumbijska energetyka jest w większości odnawialna dzięki elektrowniom wodnym. 

Dużo gazów cieplarnianych emituje transport i rolnictwo, w tym hodowla bydła. Wśród transparentów widać było tabliczki z napisem “Nasza Amazonia nie jest dla krów”. - Mamy jeden z najwyższych wskaźników wylesiania na świecie. Częściowo winna jest temu właśnie hodowla przemysłowa bydła - powiedział David. Masowa hodowla krów jest szkodliwa dla klimatu na kilka sposobów, od bezpośrednich emisji po związane z nią wylesienie. - Mamy bardzo silne lobby przemysłu hodowlanego i powiązanych z nim wpływowych polityków. Jest on ono też związane z nielegalnymi grupami zbrojnymi - powiedział aktywista. - Ten przemysł odpowiada za wyrzucanie ludzi z ich ziemi tylko po to, by mieć więcej pastwisk - dodał. 

- Mierzymy się też z zagrożeniem szczelinowania hydraulicznego - zwrócił uwagę Santiago, 20-letni student muzyk i uczestnik strajku. Szczelinowanie to szkodliwa dla środowiska technologia związana z wydobyciem m.in. ropy czy gazu. - To bardzo niebezpieczne dla naszych źródeł wody, które mogą zostać zanieczyszczone. A władze rozważają dozwolenie użycia tej metody - dodał. Na razie szczelinowanie jest w Kolumbii zakazane, jednak wg Sądu Najwyższego nie oznacza to, że nie wolno prowadzić projektów badawczych w tym kierunku. - Kolumbia jest znana z bioróżnorodności. Tymczasem tracimy nasze środowisko, tracimy nasze lodowce, nasze góry - stwierdził student.

- Pozwalamy zagranicznym firmom, by przyjeżdżały do Kolumbii i otwierały nielegalne kopalnie. W naszej części Amazonii także mamy do czynienia z wylesianiem, a rząd robi za mało, by temu przeciwdziałać - oburzał się Ivan. 

Strajk klimatyczny w BogocieStrajk klimatyczny w Bogocie Fot. Patryk Strzałkowski

“To, co działo się niedawno w Brazylii, będzie dziać się także w Kolumbii”

Emisje dwutlenku węgla na mieszkańca są w Kolumbii 4-5 raz mniejsze, niż w Polsce. Jednak zmiany klimatu działają globalnie i choć Kolumbia odpowiada za ułamek problemu, to odczuje poważne skutki. Tropikalne lodowce na najwyższych szczytach kraju znikną w ciągu 30 lat. Tereny nadmorskie będą narażone na zalania. W niektórych rejonach górskich przeciwnie - zmniejsza się intensywność opadów i może brakować wody. Nasila się ekstremalna pogoda, która już teraz wywołuje powodzie błyskawiczne i osuwiska błotne.

- Bardzo dużym zagrożeniem są pożary lasów.  To, co działo się niedawno w Brazylii, będzie dziać się także w Kolumbii - o ile temu nie zapobiegniemy. Kolejne zagrożenie to powodzie. Jedno z naszych najpiękniejszych miast, Cartagena (położona na wybrzeżu karaibskim - red.) zniknie pod wodą, jeśli nie zaczniemy działać. Będziemy mieć uchodźców klimatycznych - opisywał aktywista.

Dlatego - mówił David - ruch, w który się zaangażował, skupia się nie tylko na protestowaniu. - Chodzi też o propozycje rozwiązań. Żeby nie tylko mówić, że wszystko jest źle, ale też jak możemy to naprawić  - podkreślał. Hasłem grupy jest “Pakt dla klimatu”. - To krok dalej od samej deklaracji klimatycznego stanu wyjątkowego. Musimy to zrobić, ale musimy też podjąć działania. Jak? Właśnie w ramach paktu między różnymi częściami społeczeństwa. Od polityków, przez zwykłych obywateli, po korporacje, wszyscy musimy działać - wyjaśnił. 

Jeśli chcesz działać na rzecz klimatu, ale nie wiesz od czego zacząć lub jak to zrobić, możesz wesprzeć Greenpeace, które w Polsce prowadzi szereg działań na rzecz rozwoju czystych źródeł energii i sukcesywnie walczy z opieszałością polityków w tej kwestii. Nawet niewielka wpłata wzmacnia skuteczność tych działań. Możesz jej dokonać pod tym linkiem >>

Więcej o:
Weź udział w dyskusji:
Tu Greta Thunberg za protest mogłaby zostać zatrzymana przez policję. A jednak młodzi wyszli na ulice
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl