US Navy potwierdza autentyczność nagrań UFO. Wytłumaczenia brak

Przedstawiciel floty USA oficjalnie potwierdził, że ujawnione ponad rok temu nagrania niezidentyfikowanych obiektów latających, są autentyczne. Wojskowi nie potrafią wytłumaczyć, czym mogą być owe obiekty.

Najnowszy komentarz dotyczy trzech nagrań niezidentyfikowanych obiektów, które opublikowała pod koniec 2017 roku organizacja o nazwie "To The Stars Academy of Arts and Science" (TTSA). Miała do nich dostęp, dzięki pracującemu dla niej byłemu cywilnemu analitykowi Pentagonu, który brał udział w badaniu różnych niewytłumaczonych zjawisk zarejestrowanych przez wojskowy sprzęt.

Niespodziewana reakcja wojska

Owe trzy nagrania od początku były traktowane jako autentyczne z dużą dozą prawdopodobieństwa. Zwłaszcza, że razem z TTSA dwa z nich opublikował dziennik "New York Times", który dodatkowo zdołał przekonać dwóch byłych pilotów wojskowych, którzy mieli brać udział w nagranych incydentach, do opowiedzenia o swoich przeżyciach. Zrobili to otwarcie i pod nazwiskiem, co bardzo uwiarygodniało całą historię.

Teraz jednoznacznie autentyczność nagrań potwierdził Joseph Gradisher, rzecznik prasowy wiceszefa Operacji Morskich ds. Wojny Informacyjnej. Zrobił to w rozmowie z portalem "The Black Vault", prowadzonym przez miłośników teorii spiskowych i zagłębiania się w niejawne informacje rządu USA. Później powtórzył to dla bardziej wiarygodnego portalu "The Vice".

- US Navy formalnie uznaje zjawiska widoczne na tych trzech nagraniach za "Niezidentyfikowane Zjawiska Powietrzne" - stwierdził Gradisher. Wytłumaczył, że przestano używać tradycyjnego określenia "Niezidentyfikowane Obiekty Latające", czyli UFO, ponieważ to nowe (UAP) ma lepiej opisywać naturę problemu. Nie wiadomo, czy chodzi o obiekty czy o coś innego, więc uznano, że lepsze będą "zjawiska".

- Zdecydowanie spodziewałem się, że wojsko odpowie w kwestii tych wideo tak samo, jak zawsze robiło to wcześniej w oficjalnych dokumentach czy wypowiedziach, czyli określi owe zjawiska jako drony albo balony. Jednak nie zrobili tego. Oficjalnie potwierdzili, że zjawiska widoczne na tych nagraniach pozostają niezidentyfikowane - stwierdził w rozmowie z "The Vice" John Greenwald, główny administrator portalu "The Black Vault". - To bardzo mnie zaskoczyło, zaintrygowało i zmotywowało do jeszcze bardziej energicznego poszukiwania prawdy - dodał.

Ponadto Gradisher potwierdził to, co już kilka miesięcy temu podał portal "The Black Vault". Wszystkie trzy nagrania opublikowane przez TTSA pozostają formalnie niejawne i nie powinny zostać pokazane opinii publicznej, choć sama organizacja twierdzi, iż uzyskała stosowne zgody Pentagonu.

Spotkania nad oceanem

Potwierdzenie autentyczności nagrań nie przybliża nas jednak do wyjaśnienia, co właściwie na nich widać.

Jedno z nich zostało wykonane w 2004 roku przez systemy celownicze myśliwca F/A-18 Super Hornet, należącego do US Navy. Maszyna znajdowała się wówczas nad poligonem morskim w pobliżu San Diego na pacyficznym wybrzeżu USA. Nagranie przedstawia podłużny, owalny obiekt uchwycony w podczerwieni. W pewnym momencie to "coś" gwałtownie ucieka z pola widzenia systemów celowniczych, które nawet nie próbują utrzymać "na celowniku".

W pogoni za niezidentyfikowanym "zjawiskiem" uczestniczyła też druga maszyna F/A-18. Jej pilot zrelacjonował swoje przeżycia dziennikowy "NYT". Komandor David Fravor mówił, że podczas rutynowej misji treningowej został niespodziewanie skierowany do normalnego "bojowego" przechwycenia obiektu wykrytego przez radar krążownika eksportującego lotniskowiec USS Nimitz.

Po dotarciu we wskazany obszar dostrzegł coś "przypominającego kształtem podłużnego tic-taca". Obiekt unosił się na małej wysokości nad wodą, po czym gwałtownie ruszył w kierunku F/A-18 i zaczął wykonywać manewry mające "wykraczać poza możliwości naszej technologii". Po chwili odleciał. - Nie wiem, co widziałem. Nie miało piór, skrzydeł ani wirników i było znacznie szybsze niż nasze maszyny. Wiem, że chciałbym tym latać - powiedział komandor w rozmowie z "NYT".

Dwa kolejne opublikowane nagrania pochodzą z tego samego incydentu w 2015 roku. Je również wykonały załogi samolotów F/A-18 Super Hornet przy pomocy swoich systemów celowniczych. Te wydarzenia miały jednak miejsce nad Atlantykiem, u wschodnich wybrzeży USA. Na obu nagraniach widać szybko przemieszczający się i wykonujący dziwne manewry owalny obiekt. Słychać też komentarze załóg samolotów, które są wyraźnie zaskoczone tym co widzą i nie potrafią tego zidentyfikować.

W tym wypadku nie udało się znaleźć i przekonać do wywiadu pilotów, więc szczegóły zdarzenia nie są znane.

Nadal nic nie wiadomo

Potwierdzenie przez wojsko USA autentyczności nagrań nie przybliża niestety wytłumaczenia tego, co na nich widać. Ze skrótem UFO automatycznie kojarzą się srebrne latające spodki pilotowane przez kosmitów przybyłych z kosmosu. Takie skojarzenie zaszczepiły w powszechnej świadomości amerykańskie filmy, książki i komiksu rodem z lat 50., kiedy wybuchła mania UFO. Jednak w rzeczywistości do dzisiaj nie ma wiarygodnego i bezspornego dowodu, pozwalającego rzeczywiście stwierdzić, że Ziemię odwiedzają kosmici.

Widoczne na nagraniach z systemów celowniczych samolotów "zjawiska" mogą być wieloma rzeczami. Nie tylko latającym spodkami, ale też na przykład tajnymi i awangardowymi systemami uzbrojenia rozwijanymi przez wojsko USA (incydenty miały miejsce na poligonach morskich) lub innego kraju, niewytłumaczonymi zjawiskami naturalnymi albo efektami usterek systemów myśliwców.

Wytłumaczenia brak.

Więcej o:
Weź udział w dyskusji:
US Navy potwierdza autentyczność nagrań UFO. Wytłumaczenia brak
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl