Minister w rządzie Borisa Johnsona rezygnuje ze stanowiska. Poszło o negocjacje ws. brexitu

Brytyjska minister ds. pracy i emerytur Amber Rudd zdecydowała się odejść z rządu Borisa Johnsona. Jednym z głównych powodów było wyrzucenie przez premiera z klubu parlamentarnego konserwatywnych buntowników, którzy sprzeciwili mu się w sprawie twardego brexitu.
Zobacz wideo

Minister ds. pracy i emerytur Amber Rudd odchodzi z brytyjskiego rządu i Partii Konserwatywnej. O swojej decyzji poinformowała na Twitterze. W piśmie do premiera Borisa Johnsona podkreśliła, że "to trudna decyzja". "Nie wierzę już dłużej w to, że głównym celem rządu jest opuszczenie Unii Europejskiej z umową" - napisała. Zarzuciła też rządowi, że zbyt mało wysiłku poświęca na negocjacje z Unią Europejską, a zbyt wiele na przygotowania na wariant twardego brexitu (bez umowy z UE).

Amber Rudd wskazała też, że nie zgadza się wyrzuceniem przez Johnsona z klubu parlamentarnego 21 konserwatywnych buntowników, którzy sprzeciwili mu się w sprawie twardego brexitu

Czytaj więcej: Autor ustawy blokującej "twardy brexit" przejęty słowami premiera. "Albo mamy praworządność, albo nie"

Brexit. Boris Johnson chce wyborów za pięć tygodni

Brytyjska opozycja ustaliła, że zablokuje poniedziałkowy wniosek premiera Borisa Johnsona o przedterminowe wybory w październiku. Boris Johnson chce wyborów za pięć tygodni, bo to szansa na to, by odzyskał kontrolę: zdobył większość i przekreślił uchwaloną przez obecną Izbę Gmin ustawę zakazującą mu twardego brexitu.

Ustawa w tej sprawie, uchwalona we środę przez posłów, została zatwierdzona przez Izbę Lordów. Prawo to mówi, że jeśli do 19 października premier nie uzyska umowy lub zgody posłów na jej brak, musi prosić Brukselę o przedłużenie brytyjskiego członkostwa do końca stycznia przyszłego roku.

Kiedy opozycja zablokuje poniedziałkową próbę rozwiązania parlamentu, premier będzie miał niewiele opcji. Po pierwsze, będzie mógł odejść ze stanowiska. Po drugie, może złamać wielokrotnie składaną publicznie obietnicę, że nie przełoży brexitu i poprosić o to Unię Europejską.

Jest też trzeci, mocno teoretyczny scenariusz, zakładający, że premier złamie prawo i nie zastosuje się do podpisanej przez Królową ustawy parlamentu. Za to, zdaniem ekspertów, mogłoby grozić Johnsonowi więzienie.

Kością niezgody między Brukselą a Londynem jest tak zwanym bezpiecznik irlandzki zapisany w porozumieniu brexitowym. Chodzi o mechanizm, który ma gwarantować, że po brexicie nie będzie kontroli na granicy między Irlandią Północną a Republiką Irlandii. Zagorzali brexitowcy chcą ten zapis wykreślić, bo obawiają się, że takie rozwiązanie bezterminowo zwiąże Wielką Brytanię z Unią Europejską. Przedstawiciele 27 krajów i unijnych instytucji podkreślają natomiast, że takie gwarancje są potrzebne.

Planowana data brexitu to 31 października.