Konflikt na Bliskim Wschodzie eskaluje. Izrael miał przeprowadzić atak na trzy państwa

Media donoszą, że Izrael uderzył w cele w trzech różnych krajach w ciągu zaledwie dwóch dni. Kraj ten poszerzył tym samym zakres swoich działań przeciwko sojusznikom Iranu. Napięcie na Bliskim Wschodzie wyraźnie wzrasta.
Zobacz wideo

Jak informuje "Newsweek", siły izraelskie przyznały się do przeprowadzenia ataków w Syrii i zarządzanej przez Palestyńczyków Strefie Gazy, która nie jest uznawana za część jakiegokolwiek niezawisłego państwa. Izrael został także oskarżony o dwie kolejne operacje - w Libanie i Iraku. Celem izraelskich ataków miały być miejsca istotne dla Iranu. Izrael często oskarża ten kraj o próbę utworzenia baz na całym Bliskim Wschodzie. Z drugiej strony większość narodów arabskich formalnie nie utrzymuje kontaktów z Izraelem, m.in. z powodu trwającego od dziesięcioleci ich sporu terytorialnego z Palestyńczykami. 

Prezydent Libanu: Ataki przeprowadzone przez Izrael są podobne do deklaracji wojny

Sytuacja na Bliskim Wchodzie staje się coraz bardziej napięta. Izraelskie siły potwierdziły, że są odpowiedzialne za atak w Syrii i Strefie Gazy, do których doszło w ubiegły weekend. Według urzędników wojskowych celem izraelskich samolotów było to, co zostało uznane za bazę Iraku w Syrii, przygotowującą się do rozpoczęcia poważnego ataku na Izrael, w którym miały zostać wykorzystane drony. Inne ataki, o które oskarża się Izrael, spowija jednak tajemnica.

Izraelskie siły zostały oskarżone m.in. o atak uzbrojonym w materiały wybuchowe dronem, który uderzył w budynek mieszczący centrum medialne Hezbollahu na południowych przedmieściach Bejrutu. Hezbollah podkreślił, że Izrael przeprowadził pierwszy atak na Liban od czasu wojny w 2006 roku i powiedział, że zareaguje, strzelając do izraelskich dronów. Izrael nie potwierdził ani nie zaprzeczył swojej odpowiedzialności za ten atak. "The Washigton Post" informuje że kolejny atak miał miejsce w niedzielę. Jego celem były miejsca związane z szyickimi Siłami Mobilizacji Ludowej w miejscowości Al-Ka’im w zachodnim Iraku.

Konflikt między państwami na Bliskim Wschodzie eskaluje. Potwierdzają to słowa prezydenta Libanu, Michela Aouna, który oświadczył, że jego kraj "ma prawo się bronić" i porównał ataki izraelskich dronów do "deklaracji wojny". W sprawę włączył się sekretarz Stanów Zjednoczonych Mike Pompeo. Wezwał on do rozmowy  premiera Libanu Saada al-Hariri, podkreślając potrzebę uniknięcia eskalacji konfliktu. Wiceprezydent USA Mike Pence napisał z kolei na Twitterze, że Stany Zjednoczone "w pełni popierają prawo Izraela do obrony przed bezpośrednimi zagrożeniami".

Więcej o:
Weź udział w dyskusji:
Konflikt na Bliskim Wschodzie eskaluje. Izrael miał przeprowadzić atak na trzy państwa
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl