Rosja. Lekarze nie wiedzieli, że przyjmują ofiary radioaktywnego skażenia. Agenci FSB zabronili im mówić

Do szpitala w Archangielsku przywieziono mężczyzn, którzy ucierpieli w wyniku eksplozji na poligonie. Po wybuchu w okolicy drastycznie wzrósł poziom promieniowania, radioaktywni byli również pacjenci. Oficjele nie poinformowali jednak personelu szpitala z jakim przypadkiem mają do czynienia, czym narazili ich na niebezpieczeństwo. Agenci FSB kazali pracownikom placówki podpisać klauzule poufności i zabronili mówić o zdarzeniu.
Zobacz wideo

Do wypadku w obwodzie archangielskim niedaleko miejscowości Nyonoksa doszło 8 sierpnia. W wybuchu zginęło pięciu naukowców, którzy pracowali dla rosyjskiego VNIIEF, instytutu zajmującego się fizyką eksperymentalną. Po wybuchu zaobserwowano wzrost poziomu promieniowania (nawet 16-krotny), ale nie ma oficjalnego stanowiska rosyjskich władz czy Rosatomu w tej sprawie. Spekuluje się, że najprawdopodobniej do eksplozji doszło podczas testów rakiety z napędem jądrowym.

Teraz na jaw wychodzą kolejne szczegóły dotyczące powstałego w wyniku wybuchu zagrożenia. Dziennikarze "The Moscow Times" rozmawiali z lekarzami szpitala klinicznego w Archangielsku. Deklarują oni, że personel szpitala nie wiedział, że ranni, których przywieziono do placówki, są napromieniowane. Przywiezieni mężczyźni byli nadzy i zawinięci w przeźroczystą folię. 

Czytaj też: Tajemnicza eksplozja w Rosji i "krótki wzrost promieniowania". Przed bazą stał unikalny statek

Jak pisze dziennik, zachowanie władz przypomina to po katastrofie w Czarnobylu w 1986 roku. Początkowo mówiono, że poziom radiacji nie wzrósł, by po czterech dniach ogłosić, że pobliska wieś zostanie ewakuowana, a później temu zaprzeczyć. Mieszkańcy regionu zaczęli jednak wykupywać jodynę. Również pracownicy szpitala mieli podejrzenia, że przywiezieni pacjenci mogą być ofiarami wybuchu, jednak nikt - ani władze szpitala, ani Ministerstwo Zdrowia, ani władze regionu - nie poinformowały, że mężczyźni są napromieniowani i należy odpowiednio zabezpieczyć personel. 

Lekarze-informatorzy powiedzieli, że agenci FSB poprosili wszystkich tych, którzy w szpitalu mieli styczność z pacjentami z poligonu, aby podpisali klauzulę poufności i tym samym nie mogli się wypowiadać na ten temat. - Nie zostali zmuszeni do ich podpisania, ale kiedy trzech agentów FSB przychodzi z listą nazwisk i proszą te osoby o podpisanie umowy, niewielu by odmówiło - powiedzieli.

Jeden z lekarzy skażony radioaktywnym izotopem

Personel szpitala przygotował listę pytań do przedstawicieli Ministerstwa Zdrowia, którzy odwiedzili szpital 12 sierpnia, ale na żadne z nich nie udzielono jasnej odpowiedzi. Ministerstwo nie chciało też rozmawiać z dziennikarzami. Lekarzom zaoferowano jedynie wyjazd do Moskwy na badania. Około 60 lekarzy i kilku ratowników skorzystało z oferty. Pierwsza grupa poleciała do Moskwy już kilka godzin po spotkaniu. 

U co najmniej jednej osoby wykryto izotopy cez-137 i uran-235 w układzie mięśniowym. Lekarzowi, u którego je wykryto, nie powiedziano jednak jakie jest ich stężenie. Radioaktywny cez-137 jest najbardziej rozpowszechnionym izotopem w tzw. Zonie, czyli terenie zamkniętym po katastrofie w Czarnobylu. Jednocześnie ekspert w rozmowie z dziennikiem zaznaczył, że cez-137 można było wcześniej zmyć z pacjentów i uchronić innych przed zakażeniem, ale personel nie mógł o tym wiedzieć. 

Po tym, jak do Moskwy poleciały dwie grupy, reszta lotów została anulowana. Zdecydowano, że eksperci przylecą do Archangielska.

Ubrania pacjentów leżały w izbie przyjęć

"The Moscow Times" na potwierdzenie słów lekarzy, z którymi rozmawiali dziennikarze, przytacza wpis z lokalnej grupy w popularnej w Rosji aplikacji Telegram. Kobieta pisze w nim, że w szpitalu nie podjęto żadnych środków ochronnych, również pogotowie ratunkowe, które przewoziło ofiary wybuchu nie było poinformowane o niebezpieczeństwie. Co więcej, ubrania i rzeczy ofiar miały przez pewien czas leżeć w izbie przyjęć, a oficjele nie wyjaśnili, jak je prawidłowo usunąć

Kobieta nazywa niezrozumiałym to, że pacjentów przewieziono do "zwykłego" szpitala, a nie specjalistycznego ośrodka lub szpitala wojskowego, czemu dziwią się też informatorzy "The Moscow Times". Informacje o braku ochrony personelu medycznego podał też inny lekarzy w rozmowie z serwisem newsnord.ru.