Chińskie wojsko na granicy z Hongkongiem. Na zdjęciu satelitarnym odkryto setki ciężarówek

W Hongkongu trwają antyrządowe protesty. Tymczasem w graniczącym z nim miastem Shenzen zjawiło się nawet kilkaset wojskowych pojazdów. Ujawniły to zdjęcia satelitarne lokalnego stadionu. Furgonetki skryte za wysokimi trybunami gęsto pokrywały teren wokół boiska.
Zobacz wideo

W Hongkongu od ponad dwóch miesięcy trwają największe od 1997 roku protesty przeciw chińskiemu rządowi. Sytuacja robi się coraz poważniejsza, tylko w tym tygodniu demonstranci zablokowali część lotniska. W poniedziałek w graniczącym z Hongkongiem Shenzen odnotowano obecność wojskowego sprzętu i to w pokaźnych ilościach.

Chiński rząd wysłał wojsko na granicę z Hongkongiem. Na jednym zdjęciu widać, ile to wozów

Na zrobionych zdjęciach satelitarnych widać nawet 500 wojskowych samochodów transportowych, ustawionych w równych rzędach na terenie stadionu piłkarskiego w Centrum Sportu Zatoki Shenzen. Miasto leży kilkadziesiąt kilometrów od granicy z Hongkongiem - podaje agencja AP. Wejścia pilnowali zamaskowani mundurowi.

Zgodnie z doniesieniami dziennika "South China Morning Post" wozy należały do Zbrojnej Policji Ludowej. Państwowa prasa z Chin donosi zaś, że w mieście planowane są duże manewry wojskowe. Eksperci nie mają jednak wątpliwości - obecność wojska ma wystraszyć demonstrantów w Hongkongu.

Od początku sierpnia policja w Shenzen ćwiczy rozganianie ulicznych demonstracji - w oficjalnych manewrach brać miało udział aż 12 tys. policjantów - podaje z kolei TVN.

Obserwatorzy obawiają się, że rząd w Pekinie może przeprowadzić zbrojną interwencję w Hongkongu. Już po wznowionym proteście na tamtejszym lotnisku władze centralne w Pekinie oznajmiły, że działania demonstrujących "noszą znamiona terroryzmu". Reakcja chińskiego rządu ma związek z użyciem "koktajli Mołotowa" przez uczestników protestów.

ONZ wzywa władze Pekinu do powściągliwości

Wysoki komisarz Narodów Zjednoczonych do spraw Praw Człowieka Michelle Bachelet zaapelowała do władz Hongkongu o powściągliwość wobec trwających protestów i wezwała je do zbadania sprawy użycia gazu łzawiącego wobec protestujących w sposób zakazany przez prawo międzynarodowe. "Widziano funkcjonariuszy używających gazu łzawiącego w zatłoczonych, zamkniętych pomieszczeniach, wielokrotnie z małej odległości przeciwko pojedynczym osobom, co stwarza ryzyko śmierci lub utraty zdrowia" - napisała w oświadczeniu Michelle Bachelet.

Protesty w Hongkongu największe od 1997 roku

Protesty w Hongkongu są związane z propozycją tamtejszych władz, które chcą ekstradycję do Chin kontynentalnych. Demonstracje mieszkańców Hongkongu oraz starcia z policją trwają na ulicach miasta już od ponad dwóch miesięcy i są największymi od czasu przekazania Hongkongu Chińskiej Republice Ludowej przez Wielką Brytanię w 1997 roku.

W związku z trwającymi protestami, chińskie władze zawiesiły prace nad ustawą, ale nie wycofały całkowicie jej projektu. Demonstranci domagają się także powszechnych wyborów i uwolnienia zatrzymanych uczestników protestów. Postulują także niezależne śledztwo w sprawie działań policji.

Więcej o: