Tajemnicza eksplozja w Rosji i "krótki wzrost promieniowania". Przed bazą stał unikalny statek

Eksplozja na rosyjskim poligonie rakietowym na Dalekiej Północy, o której donosiły w czwartek media, nie przestaje być zagadkowa. Według wojska i władz nic specjalnego, ot wybuch podczas testu silnika rakietowego. Jest jednak szereg znaków zapytania, a fakt otoczenia wszystkiego tajemnicą nie pomaga w zaufaniu oficjalnym komunikatom. W pobliskim Archangielsku w niektórych aptekach zabrakło jodyny.

Do wybuchu doszło na poligonie rakietowym rosyjskiej floty w pobliżu wioski Nienoksa, na zachód od ważnej bazy i stoczni w Siewierodwińsku. Normalnie są tam testowane rakiety manewrujące i balistyczne montowane na okrętach oraz takie odpalane z brzegu.

Ten pechowy test zakończony eksplozją był jednak nietypowy. Wskazuje na to kilka detali.

Niecodzienny gość na poligonie

Rosyjskie wojsko podaje, że do wybuchu doszło podczas testu "silnika rakietowego na paliwo ciekłe", który przeprowadzali głównie cywilni specjaliści z biura projektowego zajmującego się właśnie produkcją silników rakietowych i rakiet. Wskazywałoby to więc na nietypową próbę, bo te rutynowe już wprowadzonych do służby systemów zazwyczaj przeprowadzają sami wojskowi.

Później dodano, że eksplozja miała miejsce na pokładzie nieokreślonego statku. Na poligonie nie ma żadnej przystani, w której mógłby być zacumowany. Musiał więc kotwiczyć opodal wybrzeża. Według ostatnich danych z systemu śledzącego ruchy cywilnych statków i zdjęć satelitarnych, przed poligonem stała zakotwiczona spora barka, dwie niezidentyfikowane jednostki oraz unikalny statek Sieriebrianka służący do transportu paliwa jądrowego. Zazwyczaj wspiera flotę lodołamaczy atomowych, ale jest również wykorzystywany przez wojsko.

W 2018 roku Sieriebrianka była częścią małego zespołu krążącego w pobliżu poligonu na Wyspie Nowa Ziemia, gdzie miano testować eksperymentalną rakietę z napędem jądrowym. Zachodni analitycy przypuszczają, że zespół miał za zadanie podnieść z dna jedną z rakiet, która rozbiła się niedługo po starcie.

Jednocześnie jeden z amerykańskich specjalistów od broni rakietowej i jądrowej Jeffrey Lewis zaznacza, że na najnowszych zdjęciach satelitarnych poligonu Nienoska widać niedawno wybudowane stanowisko startowe podobne do tego, jakie było na wyspie Nowa Ziemia, gdzie najprawdopodobniej testowano atomową rakietę. Tamto jednak zdemontowano w 2018 roku. Być może po to, aby przenieść na poligon Nienioska, znacznie bliższy cywilizacji i z lepszym zapleczem.

Według nieoficjalnych informacji podawanych przez rosyjskie media, po eksplozji silnika rakietowego na statku miał miejsce pożar. Finalnie miał zatonąć. Oficjalnie nic na ten temat nie wiadomo. Wojsko poinformowało za to, że rozległy obszar morza w pobliżu poligonu i w kierunku, gdzie stała zakotwiczona Sierebrianka, został zamknięty dla ruchu cywilnego.

Wrzucone do sieci wykonane ukradkiem nagranie transportu rannych, również wzmacnia "atomowe" spekulacje. Widać na nich, że zanim poszkodowani zostaną wyniesieni ze śmigłowca do karetki, mającej ich zawieźć do szpitala w Archangielsku, wokół maszyny chodzą dwie osoby ubrane w strój ochronny.

Możliwe wytłumaczenia

Wszystkie te szczątkowe informacje w połączeniu z krótkotrwałym wzrostem promieniowania w pobliskim Siewierodwińsku wskazują na to, iż wybuch na poligonie mógł nie być ot zwykłą eksplozją silnika rakietowego.

Mógł być w jakiś sposób powiązany z wspomnianą atomową rakietą Buriewiestnik, która poza napędem jądrowym (rzekomym, ponieważ nie ma pewności, czy Rosjanie rzeczywiście mają działający reaktor i silnik dające się zmieścić w rakiecie) ma dodatkowy tradycyjny silnik rakietowy. Wówczas mogło dojść do rozrzucenia po okolicy materiałów radioaktywnych, co wykryły czujniki w odległym o 30 km Siewierodwińsku.

Zobacz wideo

Wybuch mógł też spowodować uszkodzenia lub rzeczywiście wręcz zatonięcie statku Sierebrianka, który mógł mieć z racji swojego przeznaczenia materiały radioaktywne na pokładzie. To również mogło spowodować skażenie.

Inne teorie krążące już w sieci mówią wręcz o eksplozji testowanego pocisku balistycznego dla okrętów podwodnych z zamontowaną głowicą termojądrową. W teorii w takim wypadku nie powinno dojść do wielkiej eksplozji jądrowej, ponieważ uniemożliwiają to systemy bezpieczeństwa. Jednak możliwe jest rozerwanie głowicy i rozrzucenie po okolicy zawartego w niej plutonu.

Prawda ciągle nieznana

Na razie nie można jednak jednoznacznie stwierdzić, który z tych scenariuszy jest prawdziwy. Być może stało się jeszcze coś innego. 

W międzyczasie w sieci roi się od plotek. Jedna z nich mówi o tym, że władze miejskie w Siewierdwińsku nakazały obywatelom zostać w domach, nie otwierać okien i zażywać jodynę. Oficjalnie nie ma jednak informacji o takim nakazie. Władze miasta mówią raczej o tym, że zanotowany wzrost promieniowania był niewielki i wszystko szybko wróciło do normy. Do sieci trafiły jednak zdjęcia przedstawiające rzekomo aptekę w tymże mieście z kartką na drzwiach informującą o braku jodyny, której zażywanie częściowo ogranicza efekty skażenia promieniotwórczymi izotopami jodu.

Rosyjskie wojsko i władze najpewniej nie powiedzą już jednak nic więcej na temat wypadku, więc pozostaje mieć nadzieję, iż więcej informacji "wycieknie". Jak to często ma miejsce w Rosji.

Więcej o:
Weź udział w dyskusji:
Tajemnicza eksplozja w Rosji i "krótki wzrost promieniowania". Przed bazą stał unikalny statek
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl