Policja odbiła budynek parlamentu w Hongkongu. Brytyjczycy reagują na rocznicowe zamieszki

Policja odbiła budynek lokalnego parlamentu w Hongkongu z rąk protestujących. Demonstranci uciekli tuż po tym, jak służby wystrzeliły w ich stronę pociski z gazem łzawiącym.
Zobacz wideo

Protesty w Hongkongu trwały 1 lipca od rana - zresztą nieprzypadkowo, nałożyły się na to dwie sprawy. Pierwsza - protesty w tym mieście odbywają się od kilku tygodni, w akcje sprzeciwu wobec planów Chińskiej Republiki Ludowej, by wprowadzić prawo pozwalające na ekstradycję mieszkańców Hongkongu do Państwa Środka.

Drugi to przypadająca na 1 lipca rocznica wydarzeń z 1997 roku, czyli przyłączenia Hongkongu do ChRL. Protestujący początkowo demonstrowali wyłącznie na ulicach miasta, ale później ruszyli na budynek lokalnego parlamentu.

Po zbiciu szyb i wkroczeniu do gmachu zaczęto w nim malować graffiti, zamalowano czarną farbą godło autonomii, a na mównicy znalazła się kolonialna flaga brytyjskiego Hongkongu (godło miasta razem z Union Jack).

Długo nie trzeba było czekać na reakcję władz miasta - te zagroziły, że użyją siły, jeśli protestujący pozostaną w budynku. Ostatecznie policja odbiła gmach, zaraz po tym, jak wystrzelono pociski z gazem łzawiącym do jego wnętrza. Wtedy też protestujący rzucili się do ucieczki.

Jak opisuje agencja AP, na razie nie ma doniesień o ewentualnych masowych zatrzymaniach czy rannych.

Hongkong i sprawa nowego prawa. Jest reakcja MSZ

Trwające od marca protesty wywołała próba wprowadzenia prawa umożliwiającego ekstradycję mieszkańców Hongkongu do Chin kontynentalnych. Władze zawiesiły pracę nad ustawą, ale teraz demonstranci żądają całkowitego wycofania projektu z parlamentu. Pojawiają się też żądania dymisji Carrie Lam, stojącej na czele regionalnych władz.

Głos w sprawie zamieszek w Hongkongu zabrało też brytyjskie MSZ, które wzywa do spokoju.

Poparcie Zjednoczonego Królestwa dla Hongkongu i jego swobód pozostaje niezachwiane

- zadeklarował brytyjski minister spraw zagranicznych Jeremy Hunt na Twitterze.

Zaznaczył, że nie akceptuje żadnej formy przemocy, ale jednocześnie demonstranci muszą zachować prawo do spokojnego protestowania, które odbywa się w granicach prawa.

Więcej o: