Szczyt Rady Arktycznej pierwszy raz w historii bez konkluzji. Deklaracja nie spodobała się USA

Szczyty Rady Arktycznej odbywają się od 1996 roku i właśnie zakończone spotkanie w Finlandii było pierwszym, na którym kraje nie przyjęły wspólnej deklaracji końcowej. Zablokowały ją Stany Zjednoczone, które były przeciwne temu, jak ujęto w niej problem zmian klimatu.
Zobacz wideo

Średnia temperatura w Arktyce rośnie szybciej, niż globalna, a konsekwencje zmian klimatu w tym regionie są ogromne. Chodzi nie tylko o niszczenie ekosystemu, od którego są uzależnione niedźwiedzie polarne, morskie gatunki i rdzenna ludność Arktyki. Topniejący lód i groźba roztopienia wiecznej zmarzliny to czynniki jeszcze przyspieszające zmiany klimatu. 

Jednak pomimo kryzysowej sytuacji Rada Arktyczna, czyli organizacja państw graniczących z Arktyką (należą do niej Dania, Finlandia, Grenlandia, Islandia, Kanada, Norwegia, Rosja, Stany Zjednoczone, Szwecja, a kilkanaście krajów ma status obserwatora) po zakończonym właśnie szczycie nie przyjęła deklaracji końcowej, w które byłaby mowa o zmianach klimatu. To pierwszy taki przypadek od powstania Rady w 1996 roku - podaje "New York Times". Deklaracji nie przyjęto, ponieważ Stany Zjednoczone naciskały na niezamieszczanie w niej kwestii globalnego ocieplenia, a inne kraje nie zgodziły się na "rozmycie" deklaracji końcowej. 

Na koniec posiedzenia oświadczenie wydał przewodniczący szczytu, szef fińskiej dyplomacji Timo Soini. W nim wielokrotnie wspomina o zmianach klimatu i - bez wymieniania nazwisk - daje znać, że nie wszyscy zgodzili się do tego, jakim są problemem. "Większość z nas uznała zmiany klimatyczne za fundamentalne wyzwanie stojące przed Arktyką i przyznała, ze istnieje pilna potrzeba podjęcia kroków przeciwdziałających i przystosowujących (do zmian klimatu - red), oraz z zadowoleniem przyjęta wyniki COP24 UNFCCC w
Katowicach" - czytamy w dokumencie. W dalszej części napisano, że "większość państw szczególnie podkreśliła potrzebę ograniczenia emisji gazów cieplarnianych".

Sekretarz Stanu USA o korzyściach z katastrofy klimatycznej

Politycy na szczycie odnosili się także do globalnego ocieplenia także w swoich wypowiedziach. - Efekty zmian klimatu są szczególnie ostro odczuwalne w tym regionie - powiedziała szefowa MSZ Kanady Chrystia Freeland. - To dzieje się już teraz - ostrzegła szwedzka minister Margot Wallström i dodała, że żałuje braku porozumienia ws. deklaracji końcowej. Na spotkaniu wypowiadali się też przedstawiciele rdzennej ludności Arktyki. Opowiadali o tym, jak efekty kryzysu klimatycznego - pogarszający się stan wiecznej zmarzliny, pożary, topnienie lodu i erozja wybrzeża - wpływają na ich życie. 

Sekretarz Stanu USA Mike Pompeo wspomniał o "delikatnym ekosystemie" regionu, jednak dużo większy nacisk kładł na kwestie geopolitycznej i mówiło zagrożeniach związanych z ekspansją Chin i Rosji. Zaś o efektach zmian klimatu wspomniał... mówiąc o ewentualnych korzyściach, jakie mogą wynikać z otwarcia nowych szlaków handlowych w związku z utratą arktycznego lodowca. 

- Stałe zmniejszanie się powierzchni lodu morskiego otwiera nowe szlaki i możliwości handlu. Może to potencjalnie skrócić czas podróży między Azją a Zachodem nawet o 20 dni - mówił Pompeo. Stwierdził, że otwarte na skutek kryzysu klimatycznego szlaki handlowe w Arktyce mogą być "Kanałem Panamskim czy Sueskim XXI wieku". Co więcej, chwalił obfitość Arktyki w możliwe do wydobycia ropę i gaz, których spalanie jest jedną z przyczyn kryzysu klimatycznego.  

Utrata lodu pociąga za sobą szereg negatywnych konsekwencji. Zagraża istnieniu arktycznych gatunków, od niedźwiedzi polarnych począwszy. Jednak ma też dużo bardziej globalne znaczenie. Utrata lodu Arktyki i Grenlandii spowoduje wzrost poziomu morza, zmianę wzorców pogodowych, a także jeszcze przyspieszy globalne ocieplenie. Biała powierzchnia lodu odbija promieniowanie słoneczne, zaś ciemny ocean - pochłania je, przyspieszając ocieplenie. Ponadto szlaki handlowe i możliwości eksploatacji Arktyki, o których mówił Pompeo, mogą stanowić nowe zagrożenie dla środowiska. Jak wynika z najnowszego raportu ONZ, z powodu działań człowieka zagrożonych wyginięciem jest nawet milion gatunków, zaś wielkie wymieranie grozi zawaleniem całego ekosystemu, od którego zależy nasze przetrwanie.

Stany Zjednoczone sukcesywnie wycofują się ze zobowiązań klimatycznych od początku prezydentury Donalda Trumpa. Prezydent - jeszcze przed wyborami - nazywał globalne ocieplenie "oszustwem wymyślonym przez Chińczyków" i mówił, że nie wierzy w to, czego dowodzi nauka. Zaczął proces wycofywania USA z Porozumienia Paryskiego.

Zobacz wideo

Działajmy razem na rzecz ochrony klimatu. Jeśli chcesz pomóc - wpłać datek >>

embed