Rosja: Śledztwo ws. katastrofy SSJ-100. Eksperci zwracają uwagę na szereg błędów pilotów samolotu

Rosyjskie służby prowadzą śledztwo ws. katastrofy lotniczej samolotu SSJ-100. Eksperci mówią, że rozważają kilka przyczyn - usterkę techniczną, warunki meteorologiczne, ale i czynnik ludzki. Podejrzewa się, że pilotom mogło zabraknąć doświadczenia oraz, że pracownicy lotniska zareagowali za późno.
Zobacz wideo

Rosyjski dziennik "Kommiersant" opublikował we wtorek obszerny artykuł dotyczący niektórych szczegółów dotyczących śledztwa prowadzonego w sprawie katastrofy na lotnisku Szeremietiewo w Moskwie. Podczas awaryjnego lądowania maszyna uderzyła w podłoże i stanęła w płomieniach. W katastrofie zginęło 41 osób, a sześć znajduje się w szpitalu pod opieką lekarzy.

Moskwa. Eksperci zwracają uwagę na szereg błędów pilotów SSJ-100

Śledczym udało się już ustalić, że po zaledwie 14 minutach od startu samolot, który miał lecieć z Moskwy do Murmańska, piloci poinformowali za pośrednictwem tzw. zapasowego kanału łączności, że w maszynę uderzył piorun. W wyniku wyładowania kadłub SSJ-100 został przebity, a główny kanał radiowy oraz automatyczne systemy sterowania uległy awarii. Pilot podjął wtedy decyzję o zawróceniu samolotu na lotnisko, z którego wystartował.

Jak informuje "Kommiersant" powołując się na źródła bliskie śledztwu, lądowanie było trudne, na co wpłynęło kilka czynników. Wymieniają, że problemem było to, że piloci musieli polegać tylko na swoich umiejętnościach. Zazwyczaj podpowiadają im automatyczne systemy, które informują m.in. o minimalnej dopuszczalnej prędkości samolotu, przeciążeniu lub maksymalnym dopuszczalnym kącie podejścia do lądowania. Dodatkowym utrudnieniem miało być również to, że w bakach znajdował się prawie cały zapas paliwa przygotowanego na dwugodzinny lot - maszyna musiała lądować z niemal maksymalną masą. Jako trzeci problem wymienia się brak stałej łączności z dyspozytorami na lotnisku - połączenie cały czas się zrywało. 

Katastrofa samolotu SSJ-100. Samolot podskakiwał na pasie startowym

Pomimo że samolot przekroczył dozwoloną przy lądowaniu prędkość o 30 km/h, maszynę udało się sprowadzić na ziemię. Zdaniem śledczych można było zrobić to bezpiecznie, ale piloci mogli popełnić kolejny błąd - przekroczyli prędkość obniżania samolotu i zbyt mocno uderzyli kołami o pas na lotnisku. W ten sposób doprowadzili do tego, że samolot "odbił się" od ziemi. "Ponownie piloci nie poradzili sobie po pierwszym skoku i cały czas próbowali docisnąć dziób samolotu do ziemi, zamiast ustabilizować go w pozycji lądowania" - czytamy w dzienniku. Przez to działanie samolot wykonał kolejny "podskok". Właśnie wtedy doszło do zgniecenia zbiorników z paliwem, benzyna wylała się na płonące silniki, a cała maszyna stanęła w ogniu. 

Z samolotu udało się wydostać tylko załodze i pasażerom, którzy siedzieli z przodu. Siedzący w dalszych rzędach mocno ucierpieli w wyniku "podskoków" samolotu i - z powodu poważnych obrażeń - nie byli w stanie samodzielnie się wydostać. 

Zobacz wideo

Katastrofa samolotu SSJ-100. Winni ten pracownicy lotniska?

Śledczy zwracają uwagę także na fakt, że jako błąd można uznać decyzję pilotów, o tym, aby przelecieć samolotem nad burzą. Zdaniem ekspertów piloci nie powinni od razu podejmować próby lądowania, powinni byli latać tak długo, aż pozbyliby się z baków nadmiaru paliwa. Wreszcie eksperci zwrócili także uwagę, że pilotom mogło brakować doświadczenia i umiejętności aby poradzić sobie z tą trudną sytuacją. 

Rosyjscy śledczy przyglądają się jednak nie tylko działaniom pilotów, sprawdzają także, czy nie zawiodła ekipa pracująca na lotnisku. Podejrzewają, że naziemni pracownicy mogli nie zareagować wystarczająco szybko. Eksperci zwracają uwagę m.in. na to, że strażacy pojawili się przy maszynie dopiero po tym, gdy wybuchł pożar i zaczęła się ewakuacja pasażerów. 

Dziennik podkreśla, że o przyczynach katastrofy samolotu SSJ-100 będzie można mówić dopiero po dokładnej i pełnej analizie. Konieczna będzie m.in. analiza czarnych skrzynek, które już udało się wydobyć z wraku SSJ-100.

Więcej o: