Irlandia. Liroy wstawia się za Polką. "Została niesłusznie skazana na dożywocie"

Piotr Liroy-Marzec zachęca do finansowego wsparcia Marty Herdy. To Polka, która została skazana przez Irlandzki sąd na dożywocie po tym, jak w tragicznym wypadku doprowadziła do śmierci zakochanego w niej kolegi w pracy.

Historia Marty Herdy wciąż wywołuje kontrowersję. 32-letnia Polka w 2017 r. została skazana przez irlandzki sąd na dożywocie za zabójstwo, którego miała dokonać na pochodzącym z Węgier koledze z pracy, który był w niej nieszczęśliwie zakochany. Jeszcze szybciej niż sąd wyrok na Polkę wydały irlandzkie tabloidy, które okrzyknęły ją "Ice queen killer", czyli "morderczą królową lodu". W listopadzie 2018 r. kobieta odwołała się od wyroku do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

Rodzina kobiety walczy o jej uwolnienie od ponad pięciu lat. Postępowanie w Europejskim Trybunale Praw Człowieka może potrwać kilka lat. Dlatego rodzina skazanej chce ponownego procesu w Irlandii. W tym celu niezbędna jest pomoc prawników, wiec bliscy kobiety zorganizowali zbiórkę na ten cel. Potrzebne jest 97 tys. zł. Do tej pory udało się zebrać 7,9 tys. zł.

Teraz, jak donosi "Wirtualna Polska", w sprawę Marty Herdy zaangażował się poseł Piotr Liroy-Marzec, który zachęca do finansowego wsparcia zorganizowanej dla niej zbiórki.

Została niesłusznie skazana na dożywocie w Irlandii. Szukamy środków, żeby pomóc rodzinie Marty. Chodzi o to, by mogła zostać uczciwie osądzona w procesie, który będzie się opierał na dowodach, a nie wymysłach

- powiedział polityk. Pieniądze na pomoc prawną można wpłacać pod tym linkiem.

Co stało się w feralnego dnia?

Marta Herda prowadziła samochód i kłóciła się z jadącym z nią kolegą z pracy. W pewnym momencie straciła panowanie nad kierownicą i prowadzony przez nią złoty volkswagen przebił barierki, po czym wpadł do kanału portowego.

Kobiecie udało się wydostać z pojazdu. Przemarznięta biegła w stronę miasta, by znaleźć pomóc. Tam trafiła na radiowóz Gardy, irlandzkiej policji. Ciało mężczyzny wypłynęło kilka godzin później na plaży, 3 kilometry od miejsca wypadku.

Sprawa wydawać się może nieszczęśliwym wypadkiem, ale śledczy mieli inne zdanie na ten temat: kobieta odsiaduje w więzieniu wyrok dożywotniego pozbawienia wolności za zabójstwo z premedytacją.

Ich podejrzenia wzbudziło m.in. otwarte okno od strony kierowcy. Oceniono, że kobieta otworzyła okno, przez które później mogłaby się wydostać, a następnie celowo wjechała do rzeki, bo wiedziała, że jej pasażer nie umie pływać. Prokurator za podejrzane uznał też jej lekkie ubranie, mimo śniegu. Taki strój miałby jej ułatwić wypłynięcie z wody.

Polka od lat mieszkała w Irlandii. W toku śledztwa wyszło na jaw, że kolega z pracy, który zginął w wypadku, był w niej nieszczęśliwie zakochany, a jego zachowanie od dłuższego czasu wyczerpywało znamiona stalkingu: mężczyzna jeździł za nią, groził, że zrobi sobie krzywdę, wystawał pod oknami. Kobieta twierdziła, że sama sobie z tym poradzi i nie chciała informować policji.

Zobacz wideo