Wybory w Turcji. Partia Erdogana podważa wynik w Ankarze, w Stambule zdecyduje ułamek procenta

Partia Recepa Tayyipa Erdogana zdobyła najwięcej głosów w tureckich wyborach lokalnych, jednak dla prezydenta to nie sukces. Rządząca AKP prawdopodobnie straciła największe miasta. Partia już kwestionuje wynik w Stambule i Ankarze.
Zobacz wideo

Rządząca turecka Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) złoży odwołanie od wyników wyborów lokalnych w Ankarze. Kandydat na burmistrza z ramienia tej partii, Mehmet Ozhaseki twierdzi, że w tysiącach urn wyborczych w stolicy kraju pojawiły się "błędy". Według wstępnych wyników zwycięstwo zapewnił sobie jego opozycyjny rywal. Dla partii Recepa Tayyipa Erdogana oznacza to utratę kontroli nad stolicą po raz pierwszy od czasu utworzenia stronnictwa.

Mehmet Ozhaseki powiedział, że złoży odwołanie od wyników wyborów w Ankarze nie dlatego, że jego partia musi wygrać, ale w imię "sprawiedliwości". Może to opóźnić oficjalne wyniki o kilka dni. Wstępne rezultaty pokazują, że partia Erdogana traci kontrolę nad kilkoma największymi miastami w Turcji, co - jak podkreślają eksperci - byłoby wielką porażką prezydenta.

Według nieoficjalnych wyników podanych przez "Hurriyet", w stolicy Mansur Yavas z Republikańskiej Partii Ludowej (CHP) zdobył 1,66 mln głosów, czyli prawie 51 proc. Na Ozhasekiego z AKP głosowało 1,53 mln - 47 proc. głosujących. 

O wyniku w Stambule zadecyduje ułamek procenta

Jeszcze mniejsza jest różnica między kandydatami w największym mieście kraju, Stambule. Z ostatnich - ale wciąż nieoficjalnych - informacji wynika, że po przeliczeniu wszystkich głosów różnicą 0,28 p. proc. wygrywa kandydat największej opozycyjnej partii.

Jak podaje "Hurriyet", Ekrem Imamoglu z CHP zdobył 48,79 proc. (4,169 mln głosów), a konkurent z partii rządzącej Binali Yildirim - 48,51 proc. (4,146 mln głosów). Kilkaset tys. osób zagłosowało na innych kandydatów. Zatem przy 8,5 mln oddanych głosów różnica wynosi niespełna 25 tys. Tam także partia Erdogana kontestuje wynik

Szef lokalnego oddziału rządzącej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju stwierdził, że ma wiele dowodów, które świadczą o nieprawidłowościach w głosowaniu, co miało wpływ na wynik w Stambule. Metropolia ta jest szczególnie ważna dla Erdogana, bo tam zaczynał swą karierę polityczną jako burmistrz. Yildirim zwracał uwagę m.in. na to, że oddano ok. 300 tys. nieważnych głosów. Jednak Imamoglu, który zdążył już ogłosić zwycięstwo, mówił, że taki odsetek głosów nieważnych to norma. Przypomniał, że w wyborach w 2014 roku takich głosów było ponad 400 tys. 

"Potężna porażka dla Erdogana"

Specjaliści podkreślają, że wyniki niedzielnych wyborów samorządowych świadczą o tym, iż Erdogan płaci za pogłębiające się problemy gospodarcze - rosnącą inflację, bezrobocie i spadek liry. Dodają, że niezależnie od ostatecznych strat, prezydent Turcji ma przed sobą 4,5 roku do kolejnych wyborów, aby je odrobić.

Korespondent BBC Mark Lowen pisze, że prezydent Erdogan w czasie kampanii określał te wybory jako kwestię życia i śmierci, a porażka w dużych miastach to dla niego potężny cios. "Pierwszy raz od ćwierć wieku jego partia straciła Ankarę" - zwraca uwagę dziennikarz. Ocenia, że może to być przełomowy moment dla prezydenta, ponieważ będąca w kiepskiej kondycji opozycja przekona się, że da się pokonać Erdogana. 

Obserwatorzy zaniepokojeni ograniczeniem wolności słowa

Europejska grupa obserwującą wybory samorządowe w Turcji wyraziła zaniepokojenie ograniczeniem wolności słowa w tym kraju. Andrew Dawson, szef misji prowadzonej przez Kongres Władz Lokalnych i Regionalnych Rady Europy podkreślił na konferencji w Ankarze, że wyborcy i dziennikarze muszą mieć pełną swobodę wypowiedzi.

- Obawiam się że, my z Kongresu Europy nie jesteśmy w pełni przekonani, że Turcja ma obecnie wolne środowisko wyborcze, które jest niezbędne do przeprowadzenia prawdziwie demokratycznych wyborów zgodnie z europejskimi wartościami i zasadami - podkreślił. W swoim raporcie obserwatorzy zaznaczyli też, że dziennikarze nie mogą ryzykować, że za swoje przekonania trafią do więzienia, a wszystkie partie biorące udział w wyborach powinny mieć równy dostęp do mediów. 

Opozycja w Turcji zarzuca państwowym mediom, że w ograniczony sposób prezentowały ich kandydatów. W pierwszych dwóch tygodniach marca państwowa telewizja pokazywała wszystkie przemówienia Recepa Tayyipa Erdogana, a kandydaci rządzącej partii dostali pięciokrotnie więcej czasu antenowego niż kandydaci opozycji. Największe ograniczenia dotknęły kurdyjskich polityków.

Zobacz wideo
Więcej o: