Blackout w Wenezueli. Bez prądu w stolicy, stanęło metro i lotniska. Reżim mówi o "sabotażu"

20 spośród 23 stanów Wenezueli zostało dotkniętych awarią dostaw prądu. W Caracas tysiące ludzi musiało w ciemnościach iść do domów, bo nie działało metro. Według wenezuelskich władz jej przyczyną był sabotaż, zaś krytycy reżimu mówią o jego "nieudolności".

Ciemne miasta, drogi, lotniska, przychodnie - tak wyglądała w nocy z czwartku na piątek duża część Wenezueli. W pogrążonym w kryzysie kraju doszło do awarii systemu energetycznego i blackoutu, czyli rozległej przerwy w dostawie prądu.

"Już od ponad 8 godzin w całym Caracas, ale też w więcej niż połowie Wenezueli nie ma prądu" - pisał na Twitterze korespondent z Wenezueli Tomasz Surdel.

Elektryczności przez wiele godzin nie było m.in. w stolicy kraju - Caracas. Według reporterów hiszpańskiej gazety "El Pais" miasto pogrążone było w ciemnościach, nie jeździło metro, nie działały telefony, nie można było korzystać z elektronicznych form zakupów i sprzedaży. Nie wiadomo czy w szpitalach odbywają się operacje. Tysiące ludzi musiało iść pieszo - czasem po kilka godzin - by dostać się do domów.

Na lotnisku w Caracas także nie było prądu i odwołano część lotów (wieża kontroli lotów działała dzięki generatorom). 

Jednak awaria dotknęła nie tylko mieszkańców stolicy, ale też miliony ludzi na zachodzie kraju - opisuje "The Guardian". Do blackoutów dochodziło już wcześniej, jednak ten jest dłuższy i poważniejszy od poprzednich.

Maduro: Wojna energetyczna wymierzona w Wenezuelę

Władze Wenezueli mówią, że przyczyną blackoutu był rzekomy sabotaż w hydroelektrowni Guri we wschodniej części kraju. Elektrownia jest czwartym największym na świecie producentem energii elektrycznej i głównym jej dostarczycielem w samej Wenezueli.

Prezydent Nicolas Maduro przerwę w dostawach prądu nazwał "wojną energetyczną wymierzoną w Wenezuelę", o którą oskarżył "imperialistów". Minister ds. energii Luis Motta Domínguez powiedział, że to "nie atak na rząd, lecz atak na obywateli".

Sekretarz stanu Mike Pompeo w odpowiedzi zapewnił, że żaden kraj na świecie nie ma wpływu na kryzys energetyczny w Wenezueli, za który odpowiada wyłącznie "niekompetencja reżimu Maduro". W podobnym tonie wypowiedział się amerykański senator Marco Rubio, jeden z najostrzejszych krytyków reżimu Maduro. Wenezuelski minister informacji Jorge Rodríguez obwinił właśnie Rubio za "sabotaż". Nie przestawiono jednak dowodów, że rzeczywiście do niego doszło.

Od 2014 roku Wenezuela pogrążona jest w kryzysie gospodarczym, w efekcie którego PKB kraju spadł o połowę, Inflacja osiągnęła poziom 10 tysięcy procent, a stopa życiowa mieszkańców kraju spadła do poziomu sprzed 70 lat. 23 stycznia przewodniczący Zgromadzenia Narodowego Juan Guaido ogłosił się tymczasowo pełniącym urząd prezydenta. Decyzję lidera opozycji uznało około 50 państw na świecie, w tym Polska.

Więcej o:
Weź udział w dyskusji:
Blackout w Wenezueli. Bez prądu w stolicy, stanęło metro i lotniska. Reżim mówi o "sabotażu"
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl