O to chodzi Kimowi i Trumpowi. Szczyt się uda, a rakiety i bomby zostaną

Po ośmiu miesiącach Donald Trump i Kim Dzong Un spotykają się ponownie. Tym razem w Hanoi. Nie ma co się spodziewać przełomów. Tak jak po spotkaniu w Singapurze. Wówczas padło wiele deklaracji, ale jak widać dzisiaj, konkretów z tego wynikło niewiele. Teraz sam Trump studzi oczekiwania.

Po szczycie w Singapurze w czerwcu 2018 roku amerykański prezydent deklarował, że Korea Północna już "nie jest zagrożeniem nuklearnym" i że doszło do porozumienia na temat "całkowitej denuklearyzacji" dyktatury. 

Od początku było wiadomo, że takie deklaracje są na wyrost. Mówili o tym przy okazji szczytu w Singapurze wszyscy eksperci. Po prostu Kim nie ma co się spieszyć z pozbywaniem stworzonego wielkim kosztem arsenału jądrowego. I po ośmiu miesiącach widać to wyraźnie. Bomb i rakiet nie ubyło. Nie znikły też amerykańskie sankcje. Obie strony nie uzyskały więc tego, na czym im najbardziej zależy. Nie oznacza to jednak, że nie ma postępów.

Denuklearyzacja

To słowo klucz do całych negocjacji na linii Korea Północna - USA z perspektywy amerykańskiej. Amerykanie chcą, aby północnokoreański reżim rozbroił się z rakiet i głowic jądrowych. I to w taki sposób, aby można to było zweryfikować i było to permanentne. Nie wiadomo do końca, jaki ten arsenał jądrowy jest, ale sami Amerykanie przyznają, że może już być wystarczająco zaawansowany, aby zaatakować jakieś duże miasto na zachodzie USA. Na pewno wystarczy do ataku na ważnych amerykańskich sojuszników - Koreę Południową i Japonię.

Sankcje

To z kolei słowo klucz z perspektywy Korei Północnej. Pjongjang chciałby móc swobodnie handlować z całym światem. Teraz jest to poważnie utrudnione ze względu na ciężkie sankcje wprowadzone już za administracji Trumpa. W pewnym stopniu stosują się do nich nawet Chiny. Poważnie szkodzi to gospodarce Korei Północnej, a Kim Dzong Un uczynił z jej rozwoju swój nowy sztandarowy program.

Trudne do uzgodnienia "detale"

Amerykanie stoją na stanowisku, że reżim powinien się najpierw rozbroić, a potem zostaną zniesione sankcje. Reżim odpowiada, że ani mu to w głowie, bo jakie będzie miał wtedy gwarancje, iż USA dotrzymają słowa? To klasyczny problem z rozmowami na temat rozbrojenia. Jak wykonać ten pierwszy krok?

Na razie nie ma odpowiedzi na to pytanie. Dlatego Korea Północna i USA zadowalają się mniejszymi kroczkami w tematach pobocznych. Fundamentalnego przełomu nie ma i nie należy się go spodziewać po obecnych rozmowach obu przywódców. Będą mniejsze ruchy i ustępstwa, które same w sobie też są cenne.

Zdjęcie mające przedstawiać północnokoreański ładunek termojądrowy zminiaturyzowany na tyle, że da się go zainstalować na rakiecie balistycznejZdjęcie mające przedstawiać północnokoreański ładunek termojądrowy zminiaturyzowany na tyle, że da się go zainstalować na rakiecie balistycznej Fot. KCNA/AP

Komunikacja ma znaczenie

Podstawowym osiągnięciem ostatniego roku jest to, że Korea Północna i USA w ogóle rozmawiają. I to na najwyższym szczeblu. Nie dzieje się to bezproblemowo i jedną wizytę sekretarza stanu Mike'a Pompeo w Pjongjangu odwołano ze względu na "brak zadowalających postępów" w denuklearyzacji. Koreańczycy zareagowali ostrymi słowami atakując USA za naciskanie na jednostronne rozbrojenie. To pokazuje, jak trudne są te kluczowe rozmowy.

Niezależnie od tego, jest to ogólnie rzecz biorąc duża pozytywna zmiana, ponieważ w okresie lat 2015-2017 napięcie na Półwyspie Koreańskim osiągnęło szczyt. Korea Północna seryjnie testowała nowe rakiety, zaskakujące świat swoim zaawansowaniem, przeprowadziła trzy próby jądrowe i grzmiała wojowniczą retoryką pod adresem Korei Południowej oraz USA. W odpowiedzi Amerykanie wprowadzili najostrzejsze z dotychczasowych sankcje i znacznie zwiększyli skalę wspólnych ćwiczeń z wojskiem południowokoreańskim.

Jak to często w dyplomacji bywa, po tym maksymalnym podkręceniu napięcia, nastąpiło przesilenie. Korea Północna osiągnęła swój upragniony cel w postaci stworzenia nadającej się do użycia broni jądrowej, przez co zyskała zupełnie inną rangę w relacjach z USA. Tak jak wcześniej wojna z reżimem była bardzo mało prawdopodobna, to po tej zmianie stała się już zupełnie nieprawdopodobna.

Każdy ma swój mały-wielki sukces

Nastąpiła dogodna zbieżność interesów: Kim dzięki atomowi mógł negocjować z zupełnie innej pozycji, więc Korea Północna otworzyła się na rozmowy. Trump nie miał nic do stracenia, bo już więcej sankcji nie da się nałożyć, a wojna tak naprawdę nie wchodzi w grę, więc w swoim stylu zagrał va banque, proponując spotkanie w cztery oczy.

Co istotne, obu przywódcom opłaca się ściskać sobie ręce i robić z rozmów jak największe przedstawienie. Obaj wykorzystują to na arenie wewnętrznej. Trump prezentuje się jako świetny negocjator, który swoimi nieortodoksyjnymi działaniami osiągnął więcej niż wszyscy poprzedni prezydenci i dokonał historycznego przełomu. Kim może pokazywać się swojemu narodowi jako ten, który zmusił supermocarstwo do rozmawiania z nim jak równy z równym.

Obu zależy więc na tym, aby proces rozmów trwał. Do porozumienia w kwestii broni jądrowej i sankcji będzie dojść bardzo trudno, więc w międzyczasie obie strony będą się zadowalały tematami pobocznymi.

Same rozmowy to już sukces, na wiele sposobówSame rozmowy to już sukces, na wiele sposobów Fot. Evan Vucci / AP Photo

Gesty dla dobrej atmosfery

Po szczycie w Singapurze Trump uzyskał to, że Korea Północna zawiesiła swoje testy rakiet oraz pokazowo wysadziła poligon jądrowy i stanowisko testowe dla silników rakietowych. Tak naprawdę nie ma to wielkiego znaczenia, bo testy rakiet można w każdej chwili wznowić (wcześniej zazwyczaj i tak pomiędzy intensywnymi okresami testów bywały nawet kilkuletnie przerwy), a wysadzony poligon i stanowisko łatwo odbudować.

Dodatkowo Koreańczycy pokazowo przekazali Amerykanom rzekome szczątki amerykańskich żołnierzy poległych podczas wojny koreańskiej. Do USA przyleciały w sierpniu 2018 roku 53 trumny, choć tak naprawdę nie wiadomo czyje szczątki się w nich znajdują. Trwa ustalanie.

Korea Północna nie rezygnuje z atomu. Zdjęcia satelitarne pokazują rozbudowę ośrodka nuklearnego

Amerykanie ze swojej strony zawiesili przeprowadzanie największych wspólnych manewrów z Koreą Południową, które reżim w Pjongjangu traktował jako "przygotowania do agresji". Mniejsze ćwiczenia i codzienna współpraca wojsk amerykańskich i południowokoreańskich jednak trwają.

Jest bardzo prawdopodobne, że szczyt w Hanoi skończy się podobnymi osiągnięciami. Najpewniej zostanie podpisana kolejna ogólnikowa deklaracja. Jest możliwe, że przywódcy ogłoszą chęć zawarcia formalnego traktatu pokojowego kończącego wojnę koreańską, która od 1953 jest jedynie zawieszona. Pjongjang może też wykonać jakiś gest w rodzaju zezwolenia na inspekcję specjalistów z Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej.

Wszystko to są gesty, mające budować odpowiednią atmosferę do kluczowych negocjacji na temat arsenału jądrowego i sankcji.

Kim zadeklarował w 2018 roku, że priorytetem Korei Północnej ma być już nie arsenał jądrowy i wojsko, ale rozwój gospodarki. To może być trudniejszeKim zadeklarował w 2018 roku, że priorytetem Korei Północnej ma być już nie arsenał jądrowy i wojsko, ale rozwój gospodarki. To może być trudniejsze Fot. Dita Alangkara / AP Photo

Skomplikowane interesy sąsiadów

Korea Północna i USA nie są jednak w tej grze jedynymi aktorami. Bardzo duże znaczenie ma trio Chiny, Korea Południowa i Japonia.

Chińczycy są jedynymi sojusznikami Kima. Choć to określenie na wyrost, bo Korea Północna jest dla nich jedynie instrumentem w większej grze. Mają jednak na nią duży wpływ. Kim zaczął w ciągu ostatniego roku regularnie odwiedzać Chiny, które są dla jego kraju kluczowym partnerem gospodarczym. Chińczycy mogą dzięki temu używać Korei Północnej jako karty przetargowej w relacjach z USA. Na przykład mogą uzależnić stosowanie się do amerykańskich sankcji i ograniczenie handlu z Pjongjangiem od tego, czy Trump dokona ustępstw w swojej wojnie handlowej z Chinami. Dodatkowo Pekin może obawiać się ewentualnego zjednoczenia obu Korei, ponieważ znacznie silniejsze gospodarcze południe najpewniej zdominowałoby północ i przy chińskiej granicy nagle pojawiłoby się silne kapitalistyczne państwo z dużymi wpływami USA, którym nie będzie już można sterować. Celem Chińczyków jest więc jak najbardziej kontrolować rozmowy na linii Kim-Trump.

Korea Południowa teoretycznie liczy na takie właśnie zjednoczenie, jednak nie ma wątpliwości, iż byłby to bardzo kosztowny i trudny proces. Skala problemów byłaby znacznie większa niż przy zjednoczeniu Niemiec, ponieważ Korea Północna jest znacznie bardziej zacofana niż NRD. Na razie Seul chciałby więc ocieplić relacje z północnym sąsiadem i usunąć ryzyko wojny oraz rozkręcić współpracę gospodarczą, która byłaby bardzo korzystna dla biznesu z południa. W tym celu prowadzi swoje rozmowy z Koreą Północną. Na granicy są usuwane pokazowo fortyfikacje i miny, nawiązywana jest komunikacja oraz podejmowane próby wznowienia połączeń kolejowych.

Japonia w tej sytuacji stara się uzyskać tyle, żeby nie zostać wystawioną do wiatru przez USA. Tokio czuje się zagrożone przez północnokoreańskie rakiety, więc każde porozumienie osiągnięte przez Trumpa i Kima, które nie doprowadzi do realnej likwidacji arsenału jądrowego reżimu, będzie dlań porażką. Japończycy pracują więc nad tym, aby amerykański prezydent nie zadowolił się połowicznym sukcesem na potrzeby wyborów w 2020 roku. Nie jest im też w smak wizja silnej zjednoczonej Korei, ponieważ relacje japońsko-koreańskie są bardzo trudne. Koreańczycy nie zapomnieli Japończykom okrucieństw popełnionych podczas okupacji ich kraju w pierwszej połowie XX wieku.

Nic nie jest trwałe

W Hanoi padnie więc zapewne wiele bombastycznych deklaracji. Dojdzie do teatralnego składania podpisów i uścisków. Realnie przełomu jednak nie będzie, tak długo, aż nie uda się rozwiązać problemu na linii denuklearyzacja-sankcje.

Warto przy tym pamiętać, że od początku lat 90. już kilka razy północnokoreański reżim angażował się w dyplomację z USA i Koreą Południową. Dochodziło do podpisywania porozumień i deklaracji. Do Korei Północnej wpuszczono inspektorów, niby zatrzymano prace nad bronią jądrową, wysadzono część eksperymentalnego reaktora, otwarto wspólną strefę przemysłową na terenie Korei Północnej. Reżim otrzymywał pomoc gospodarczą i zdejmowano z niego sankcje.

Wszystko to raz po razie zawalało się jak domki z kart. Porozumienia zrywano, inspektorów wydalano, prace nad bronią jądrową wznawiano i strefę przemysłową zamykano. Nie jest powiedziane, że obecne zbliżenie nie skończy się tym samym. Wręcz jest to prawdopodobne, biorąc pod uwagę dotychczasowe zachowania północnokoreańskiego reżimu. Kiedy uzyska coś, co uzna za wystarczające, może z dnia na dzień wrócić do retoryki wojennej. Północnokoreańscy obywatele się temu nie sprzeciwią, a arsenał jądrowy zapewni bezpieczeństwo przed reakcjami z zewnątrz.

W 2008 roku po poprzednich negocjacjach i zbliżeniu na linii USA-Korea Północna wysadzono część reaktora w Jongbjon. Była to akcja pokazowa, bo owa część, czyli komin chłodniczy, nie był już potrzebny. Reaktor działa do dzisiajW 2008 roku po poprzednich negocjacjach i zbliżeniu na linii USA-Korea Północna wysadzono część reaktora w Jongbjon. Była to akcja pokazowa, bo owa część, czyli komin chłodniczy, nie był już potrzebny. Reaktor działa do dzisiaj Fot. AP/Gao Haorong

Więcej o:
Weź udział w dyskusji:
O to chodzi Kimowi i Trumpowi. Szczyt się uda, a rakiety i bomby zostaną
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl