Konferencja bliskowschodnia w Warszawie. Kto i w jakim celu na nią przyjechał [SPRAWDZAMY]

Do Warszawy przyjechali amerykańscy politycy najwyższego szczebla, premier Izraela oraz przedstawiciele około 60 krajów. Wielkim nieobecnym jest Iran. Nie przyjadą również jego geopolityczni sprzymierzeńcy. O co toczy się gra podczas konferencji bliskowschodniej?
Zobacz wideo

- Udział w konferencji bliskowschodniej w Warszawie potwierdziły delegacje z około 60 państw, w tym z około 10 krajów Bliskiego Wschodu oraz ze wszystkich państw Unii Europejskiej - poinformował w poniedziałek minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz. - Jesteśmy zadowoleni z potwierdzonej frekwencji - oświadczył szef polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. 

Rozpoczynająca się dzisiaj konferencja bliskowschodnia będzie - jak deklaruje MSZ - "okazją do zaprezentowania własnej perspektywy państw położonych w regionie i poza nim w odniesieniu do aktualnych kryzysów regionalnych, jak również międzynarodowych działań ukierunkowanych na ich rozwiązanie".

Kto przyjedzie, a kogo zabraknie w najbliższych dwóch dniach w Warszawie? I jakie ma to znaczenie?

Geopolityczny plan Waszyngtonu

Konferencja bliskowschodnia jest współorganizowana przez Polskę i Stany Zjednoczone. Te ostatnie reprezentowane będą przez polityków najwyższego szczebla: do Polski przylecą  wiceprezydent Mike Pence, sekretarz stanu Mike Pompeo, doradca prezydenta Trumpa Jared Kushner (prywatnie mąż Ivanki Trump) oraz specjalny wysłannik amerykańskiego prezydenta ds. negocjacji międzynarodowych Jason Greenblatt. Jared Kushner ma przedstawić elementy długo oczekiwanego planu rozwiązania konfliktu izraelsko-palestyńskiego, który Donald Trump określił "porozumieniem stulecia".

Stany Zjednoczone liczą, że niechęć do Iranu połączy Izrael z pozostałymi krajami arabskimi, a porozumienie w sprawie Autonomii Palestyńskiej przyczyni się do ograniczenia wpływów Teheranu w regionie. Analiza listy obecnych i nieobecnych na konferencji potwierdza przypuszczenia o tym, że USA dążą do stworzenia saudyjsko-emirackiej koalicji wymierzonej przeciwko Iranowi.

Oburzony Iran i jego sprzymierzeńcy

Iran od początku nie krył oburzenia decyzją o zorganizowaniu konferencji przez Polaków. - Choć połączenie Waszyngton-Warszawa przeciwko irańskiemu narodowi prowadzi donikąd, wielka zdrada tego europejskiego kraju nie zostanie wymazana z umysłów Irańczyków - pisała niedawno redakcja The Teheran Times.

Do Polski nie przyjedzie też nikt z Autonomii Palestyńskiej. Jej przewodniczący Mahmud Abbas zerwał wszelkie kontakty z Amerykanami po decyzji o przeniesieniu ambasady USA do Jerozolimy. Przyjazdu swych przedstawicieli do Warszawy odmówił również Liban.

Zgodnie z przewidywaniami, w Warszawie nie ma też żadnego reprezentanta Rosji. Nie przyjedzie będąca członkiem NATO Turcja, która jednocześnie współpracuje z Rosją i ma napięte stosunki z wieloma krajami arabskimi. W czasie warszawskiej konferencji liderzy Rosji, Iranu i Turcji spotkają się w Soczi. 

W tym kontekście zaskoczeniem jest, że wizytę w Warszawie zapowiedziały władze Kataru - kraju, który blisko współpracuje z Iranem i Turcją oraz jest skonfliktowany z pozostałymi krajami Zatoki Perskiej. Na terytorium katarskim leży największa nad Zatoką Perską baza lotnicza Al Udeid, w której stacjonują wojska amerykańskie.

Izrael w centrum uwagi

Izrael jest jedynym państwem, które na warszawskiej konferencji reprezentuje premier. We wtorek przed odlotem do Warszawy Benjamin Netanjahu powiedział, że "problem Iranu "jednoczy Izrael, Stany Zjednoczone i wiele krajów na świecie". Stwierdził, że nie sądzi aby amerykański plan pokojowy dla Bliskiego Wschodu był głównym tematem konferencji. Zamiast tego, kraje uczestniczące w konferencji skupią się jego zdaniem na "najważniejszym problemie dla naszego bezpieczeństwa, czyli na Iranie". Jak relacjonuje Associated Press, premier Izraela podkreślił, że jego kraj posiada "bardzo dobre stosunki" z każdym krajem regionu "z wyjątkiem Syrii". W rozmowie potwierdził, że w poniedziałek miały miejsce ataki Izraela na cele irańskie w Syrii: "Działamy każdego dnia, także wczoraj, przeciwko Iranowi. Cały czas. Przeciwko Iranowi i jego próbom okopania się w rejonie" - mówił.

Na konferencji bliskowschodniej pojawią się dyplomaci z Arabii Saudyjskiej, Bahrajnu, Jemenu, Jordanii, Kuwejtu, Maroko, Omanu i Zjednoczone Emiraty Arabskie. Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie mają podobnie wrogi stosunek do Iranu jak Izrael. Kraje te obawiają się osłabienia wpływów USA w ich regionie, ponieważ stworzyłoby to przestrzeń dla wpływu Iranu. Kwestia palestyńska nie m dla nich strategicznego znaczenia, jednak zbyt bliska współpraca z Izraelem oraz otwarte zerwanie solidarności z Palestyńczykami byłoby problemem symbolicznym. 

UE sceptyczna wobec polskich i amerykańskich działań

W dwudniowej konferencji nie weźmie natomiast udziału szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini. Część unijnych dyplomatów ma pretensje, że Polska, organizując konferencję z USA, złamała solidarność unijną i nie uprzedziła swoich partnerów. Poza tym, europejscy politycy krytykują zerwanie przez Donalda Trump porozumienia nuklearnego z Iranem oraz nie uznają nałożonych przez niego na ten kraj sankcji.

Mimo tego swoich przedstawicieli do Warszawy wysłały Austria, Belgia, Bułgaria, Chorwacja, Cypr, Czechy, Dania, Estonia, Finlandia, Francja, Grecja, Hiszpania, Holandia, Irlandia, Litwa, Luksemburg, Łotwa, Malta, Niemcy, Portugalia, Rumunia, Słowacja, Słowenia, Szwecja, Ukraina, Węgry, Wielka Brytania, Włochy. Wśród gości będzie 9 ministrów, 7 wiceministrów oraz 4 ministerialnych dyrektorów. Spośród krajów pozaeuropejskich swoje delegacje wysłała Australia, Brazylia, Indie, Izrael, Korea Południowa, Nowa Zelandia.