Amerykanie słono zapłacą za sprzątanie swojego Czarnobyla. Prace potrwają nawet do 2102 roku

Miliony litrów radioaktywnej i toksycznej mazi, hałdy silnie skażonej ziemi i tysiące ton ciągle promieniującego paliwa z reaktorów. Niegdyś tajne centrum produkcji plutonu do amerykańskiej broni jądrowej w Hanford, to amerykański Czarnobyl. Według najnowszego raportu jego uporządkowanie pochłonie znacznie więcej czasu i pieniędzy niż planowano. Nawet 677 miliardów dolarów do 2102 roku.

Amerykanie intensywnie sprzątają w Hanford od lat 90. To odludny zakątek stanu Waszyngton na zachodzie kraju. Na rozległym płaskim terenie w zakolu rzeki Columbia, porośniętym głównie przez karłowate krzaki, mieszczą się resztki niegdyś rozległego kompleksu. U swojego szczytu miał dziewięć dużych reaktorów wytwarzających pluton na potrzeby produkcji amerykańskiej broni jądrowej. Był to największy taki kompleks w USA.

Kilka reaktorów w Hanford widocznych na zdjęciu z 1960 rokuKilka reaktorów w Hanford widocznych na zdjęciu z 1960 roku DoE

Tak dzisiaj wyglądają reaktory w Hanford. Prawie wszystkie zostały już wyburzone a rdzenie zamknięte w budynkach-kapsułachTak dzisiaj wyglądają reaktory w Hanford. Prawie wszystkie zostały już wyburzone a rdzenie zamknięte w budynkach-kapsułach DoE

Produkcja ponad wszystko

Początki produkcji plutonu w Hanford sięgają 1944 roku i wówczas ściśle tajnego Programu Manhattan, w ramach którego powstała pierwsza broń jądrowa. Było to olbrzymie i pionierskie przedsięwzięcie. Pluton nie występuje w naturze, bardzo trudno go wyprodukować i był wówczas praktycznie bezcenny. Cały zapas w USA liczono w gramach. W Hanford miał natomiast powstać błyskawicznie kompleks będący w stanie produkować go w kilogramach tygodniowo. W ciągu nieco ponad roku od początku prac, do których zaangażowano niemal 50 tysięcy ludzi, uruchomiono pierwszy na świecie przemysłowy reaktor.

W początkowym okresie istnienia ośrodka Hanford wszystko było podporządkowane interesowi bezpieczeństwa państwa. Najpierw trzeba było produkować pluton, żeby wygrać II wojną światową a potem zimną wojnę. Do 1963 roku postawiono osiem kolejnych reaktorów, które w szczytowym okresie lat 60. były w stanie wyprodukować ponad tonę plutonu rocznie.

Kiedy królował pośpiech i presja na maksymalną produkcję, nie zawracano sobie specjalnie głowy takimi sprawami jak skażenie środowiska. Osiem reaktorów było chłodzonych wodą z rzeki, która przepływała przez ich rdzenie a potem po "odstaniu" przez kilka godzin była wylewana z powrotem. Było wiadomo, że jest skażona, ale uznano, iż w akceptowalnym stopniu. Utrzymywano to w tajemnicy i nie prowadzono szerszych badań wpływu na ludzi oraz środowisko.

Dodatkowo skażenie wydostawało się do atmosfery. Zwłaszcza w postaci jodu-131. Nie wiadomo ile konkretnie i jaki miało to wpływ na ludzi mieszkających w okolicy. Wojsko przeprowadzało też eksperymenty podczas których celowo wypuszczano skażenie do atmosfery, aby móc opracować dobre metody jego wykrywania. Toksyczne odpady powstałe podczas wydobywania plutonu z zużytego paliwa do reaktorów wlewano do wielkich podziemnych zbiorników i nie pomyślano co z nimi zrobić dalej.

Zdjęcie z wnętrza budowanego zbiornika na odpady. Pozwala zrozumieć, jak duże są i ile mogło przechowywać 177 takich konstrukcjiZdjęcie z wnętrza budowanego zbiornika na odpady. Pozwala zrozumieć, jak duże są i ile mogło przechowywać 177 takich konstrukcji DoE

Wielka skala skażenia 

Kiedy zimna wojna wygasła i w 1987 roku ostatecznie wyłączono ostatni reaktor, trzeba było pomyśleć co dalej z całym kompleksem. W niecałe pół wieku powstało tam 54,5 tony wysokiej jakości plutonu nadającego się do użycia w broni jądrowej. 2/3 całej produkcji w USA. To znacznie więcej niż było potrzebne Amerykanom w nowej rzeczywistości. Szczytowa liczba ponad 30 tysięcy różnych głowic jądrowych pod koniec lat 60. została zredukowana do dzisiejszych kilku tysięcy. W magazynach znalazło się kilkadziesiąt ton teraz niepotrzebnego a kiedyś bezcennego wysokiej jakości plutonu.

Nie trzeba było produkować go więcej, więc cały kompleks w Hanford został przeznaczony do likwidacji. Kiedy jednak w latach 90. zaczęto uważnie go badać pod kątem skażenia, okazało się, że skala porządkowania będzie monumentalna. W czasie zimnej wojny powstało łącznie 177 podziemnych zbiorników zawierających około 200 milionów litrów radioaktywnej mazi. Ma to być odpowiednik około 2,6 tysiąca kolejowych cystern. Najstarsze zbiorniki z okresu II wojny światowej i tuż po niej były budowane pośpiesznie. Projektowano je na 20 lat. Po niemal 50 latach okazały się być w wielu wypadkach przeżarte przez rdzę. W 1998 roku ustalono, że co trzeci ze 177 zbiorników przecieka.

Dodatkowo na terenie kompleksu znajdowało się 2100 ton radioaktywnego paliwa z reaktorów, którego nigdy nie poddano procesowi obróbki i nie wydobyto z niego plutonu. Budynki, w których przetwarzano paliwo były miejscami silnie skażone a na szeregu wysypisk zalegały masy mniej radioaktywnych odpadków. Skażone były też wody gruntowe, ponieważ słabo zanieczyszczone płyny po prostu wylewano do ziemi. Oszacowano, że było to kilka gigalitrów (miliardów litrów).

Pręty paliwowe nigdy nie poddane procesowi obróbki, spoczywające w basenie obok jednego z reaktorów. Do dzisiaj wszystkie miały zostać wydobyte i zapakowane do szczelnych pojemnikówPręty paliwowe nigdy nie poddane procesowi obróbki, spoczywające w basenie obok jednego z reaktorów. Do dzisiaj wszystkie miały zostać wydobyte i zapakowane do szczelnych pojemników DoE

Wielkie koszty 

Amerykanie twierdzą, że to co robią teraz w Hanford jest "największą operacją usuwania skażenia w historii". Nadzorujący ten proces Departament Energii publikuje corocznie raporty na temat prac w byłym kompleksie produkcji plutonu. W latach 2017 i 2018 wyjątkowo ich nie było, ponieważ zbierano dane w celu przygotowania bardziej precyzyjnej i pogłębionej publikacji. Ukazała się ona niedawno i wywołała spore poruszenie.

Okazuje się bowiem, że w najlepszym wypadku koszty całego sprzątania potroiły się od ostatniego raportu w 2016 roku. Teraz ma to być co najmniej 323 miliardy dolarów. W najgorszym wypadku może to być jednak ponad dwa razy więcej, 677 miliardów dolarów. Optymistyczny scenariusz zakłada koniec prac w 2079 roku. Pesymistyczny w 2102 roku. Teraz na sprzątanie przeznacza się dwa miliardy dolarów rocznie, ale w przyszłości wydatki mogą sięgać 9-16 miliardów.

Dotychczas wykonano większość stosunkowo łatwych prac. Wyburzono praktycznie wszystkie stare budynki na terenie kompleksu. Po ośmiu wojskowych reaktorach zostały same rdzenie, które zamknięto lub są zamykane w szczelnych budynkach. Pierwszy, reaktor B, został jako jedyny zachowany w całości jako zabytek. Dodatkowo na terenie kompleksu jest jeden cywilny reaktor eksperymentalny w stanie "uśpienia". Praktycznie wszystkie słabo radioaktywne materiały i odpady przeniesiono na jedno duże składowisko i poddano częściowej utylizacji.

Wnętrze budynku wygaszonego reaktora eksperymentalnego w HanfordWnętrze budynku wygaszonego reaktora eksperymentalnego w Hanford DoE

Pozostały jednak dwa kluczowe problemy – setki milionów litrów toksycznej mazi i nieprzetworzone paliwo. Tą pierwszą w większości przepompowano do nowych, bardziej wytrzymałych zbiorników, choć kilka okazało się już po kilku latach przeciekać ze względu na błędy w budowie i trzeba było je naprawiać. Dodatkowo nie ma pewności ile lat wytrzymają. W starych podziemnych zbiornikach zostały jeszcze miliony litrów silnie radioaktywnego szlamu, którego nie da się wypompować. Docelowo wszystko to ma zostać przerobione na szkło w ramach procesu witryfikacji. Płynne i półpłynne toskyczne substancje mają stać się stabilnymi blokami szkła, które następnie trafią na składowisko i tam pozostaną na dającą się przewidzieć przyszłość. Niektóre zawarte w nim pierwiastki pozostaną bowiem aktywne na dziesiątki tysięcy lat, albo do czasu wymyślenia nowych technologii ich utylizacji. Odpowiedni zakład mający przeprowadzać ten proces jest w budowie od 2002 roku i jego otwarcie ciągle się opóźnia. Pełnię możliwości ma osiągnąć dopiero w 2036 roku.

Zużyte paliwo zostało natomiast przepakowane do nowych, lepszych pojemników i czeka na decyzje. Kiedyś planowano wywieźć je do wielkiego podziemnego składu w górze Yucca na terenie byłego poligonu atomowego w Nevadzie. Jednak jego budowa zamarła ze względu na cięcia budżetowe i opór lokalnych władz. Nie alternatywnego planu.

Jednocześnie na teren kompleksu Hanford dostarczane są nowe skażone materiały. Konkretnie reaktory atomowych okrętów złomowanych w znajdującej się też w stanie Waszyngton stoczni w Bremerton. Przechowywane są na składowisku obok zbiorników z toksyczną mazią i stopniowo zakopywane na głębokości kilku metrów.

Hanford pozostanie więc radioaktywnym wysypiskiem na jeszcze bardzo długi czas. Jest to ceną za powstanie niegdyś wielkiego arsenału jądrowego USA.

Więcej o: